ROZDZIAŁ I
-Nie wierze w wampiry, czy wilkołaki, ale w czary tak. A, to dlatego , że czary są bardziej realne od zmutowanych ludzi. Czasem się zdarzają nie wyjaśnione zjawiska. Na przykład, pojawienie się znikąd jakiś przedmiotów, a to zalicza się pod czary. I te zjawiska są widziane i potwierdzane. A, czy ktoś widział kiedykolwiek jakiegoś wilka, czy wampira? Nie sądzę, po za tym oni są silniejsi, szybsi i ogólnie lepsi. Gdyby chcieli mogliby nas po zabijać jednym ruchem, czy ''zmienić''. -Kończyłam właśnie swoją wypowiedź na zajęcia artystyczne, na których przerabialiśmy właśnie fantastykę.- I, to jest moje zdania na temat tych nie realnych istnień.-Lekko się skłoniłam i spojrzałam na nauczyciela.
-Dziękuję Panno Lotario. Otrzymujesz pięć plus, proszę usiądź.- Ruszyłam w stronę swojego miejsca. Idąc napotkałam wzrok tego nowego chłopaka, Dave'a. Siedział tuż przede mną, a jego wzrok był tajemniczy i przeszywający. Przeszedł mnie dreszcz, o co mu chodzi? Eh nieważne. Usiadłam obok mojej przyjaciółki Is, a raczej Isabel. Mówimy na siebie zdrobniale, ja do niej Is, a ona do mnie Em, od Emily. Is jest drobną blondynką o niebieskich oczach i jasnej cerze. A z charakteru jest wrażliwa i nieśmiała, ale umie pokazać pazurki, podobnie do mnie. Jedyne chyba co nas różni, to kolor włosów, ja mam czarne.
-Nieźle to powiedziałaś- Zwróciła się do mnie gdy zajęłam miejsce koło niej.
-Dziękuję Is, a ty co powiesz?
-Ja? A no..wiesz...
-Zapomniałaś o tym prawda?
-Bingo
-Improwizacja?
-Improwizacja-Uśmiechnęłyśmy się do siebie.
-Panno Stevens, może teraz pani?- Odezwał się nauczyciel, to nazwisko Is. Nienawidzi go uważa, że jest zwyczajne i nudne.
-Trzymaj kciuki-Rzuciła wstając i idąc na środek klasy.
-Wilki, potwory wyjące do księżyca. Wampiry, istoty pijące ludzką krew...-Zapowiadało się ciekawie. Chciałam posłuchać, ale moją uwagę odwróciło lekkie dotknięcie mojej skóry na ramieniu przez papier. Spojrzałam w dół i zobaczyłam kartkę, otworzyłam ją i przeczytałam
Wiem kim jesteś... ~Dave
Podniosłam głowę i spojrzałam na jego plecy. O co mu chodzi? Co, to ma znaczyć "Wiem kim jesteś?" Ja też wiem kim jestem. Emily,normalna dziewczyna. Sięgnęłam po długopis,by mu odpisać.
Co to ma znaczyć? Kim ty jesteś? O co ci chodzi?
Zwinęłam papierek i chciałam już mu go rzucić, ale wystawił rękę, podałam mu go. Podając lekko musnęłam jego skórę, przeszedł mnie kolejny dreszcz...nie był przyjemny. Odebrał go i natychmiast odpisał
Jeszcze nie wiesz? No cóż...dowiesz się w swoim czasie.
Co? O co mu chodzi? O czym się dowiem? I, kiedy to będzie? Pierw, to spojrzenie, a teraz ten liścik? Chciałam znów mu odpisać, ale wracała Is. Schowałam go do piórnika.
-Brawo Is, improwizacja świetnie ci wychodzi.
-Dziękuję. Też tak myślę. - Resztę lekcji spędziłam siedząc jak na szpilkach, wciąż myślałam o tym liście i jego słowach. Może on sobie ze mnie żartuje? A co jak nie? Denerwuje się. Kiedy zadzwonił dzwonek drgnęłam, to tylko dzwonek..,pora na lunch. Zaczęłam się pakować i razem z Is poszłyśmy w kierunku stołówki.
-Myślisz, że stanie się cud i dziś podadzą coś normalnego?-Zapytała.
-Hm..nie sądzę- W naszej stołówce panowała zasada. Jeżeli nie masz kasy musisz jeść żarcie szkolne. Masz kasę kupujesz sobie jedzenie. Nie masz kasy i nie chcesz jeść stołówkowego żarcia? Robisz sobie sam. Proste. My z Is nosimy zawszę kasę, dziś kupiłyśmy sobie sałatki i sok pomarańczowy. Posiłek spędziłyśmy w milczeniu. Is przeglądała nowości w jakiejś gazetce, a ja przeczesywałam spojrzeniem stołówkę w poszukiwaniu Dave'a. Nie było go.Reszta dnia minęła normalnie, pomijając fakt, że wciąż myślałam o tych słowach i o jego wzroku. Nie mogłam o tym zapomnieć.
Wsiadałyśmy właśnie do szkolnego autobusu. Tak niestety, jeżdżą nim ci, którzy nie mieli prawka. A moja babcia i rodzice Is nie pozwalają nam na zrobienie. Po pierwsze uważają, że jesteśmy za młode, a po drugie boją się dać nam wsiąść za kółko. Przez co jesteśmy zmuszone jeździć szkolnym busem. Zawsze zostaję sama, gdyż jako jedyna mieszkam najdalej i to jeszcze w środku lasu, wie o tym tylko Is. Wiem dziwne, ale mieszkam tam z babcią, to jej dom, w którym czuje się bezpiecznie, który ma specyficzny zapach w środku. Jest przytulny. Ale, mimo to tęsknię za poprzednim domem...no i rodzicami, którzy(tak jak babcia mi powiedziała) zginęli w pożarze naszego domu. Ja jedyna się uratowałam, ale nic nie pamiętam, bo miałam, zaledwie parę miesięcy. Ale z babcią, która trzyma się dobrze i nie zamierza zejść z tego świata, jest okej. Dojechałyśmy na ostatni przystanek, mój przystanek. Wzięłam plecak i ruszyłam ku drzwiom.
-Dzięki Marge- Podziękowałam jak zawsze naszej kierowniczce.
-Nie ma sprawy słonko. - Odpowiedziała. Ruszyłam przed siebie. Dom babci znajdował się w środku lasu, a bus tam nie podjeżdżał, a więc trzeba było się przejść. W połowie drogi zaczęło padać no, po prostu super. Naciągnęłam kurtkę na głowę i przyspieszyłam kroku. Nie chciałam iść w błocie. Kiedy byłam tuż tuż i widziałam nawet okna, a przez nie wydostające się światło usłyszałam szelest liści i łamanie gałązki. Odwróciłam się i spojrzałam na drzewa, nic, ciemność. Zaczęłam biec, błoto zdążyło powstać. Moje buty i spodnie były całe obłocone. Stałam już na ganku i dotykałam klamki, gdy znów usłyszałam jakiś ruch i cichy głosik. Natychmiast weszłam do domu. W twarz uderzyło mnie ciepłe powietrze i zapach różnorodnych ziół. Byłam bezpieczna.
-Babciu wróciłam!-Krzyknęłam zdejmując kurtkę i buty.
-Szybko wchodź, zamykaj drzwi i gaś światło-Babcia była jakaś zdenerwowana. Krzątała się od szafki do szafki wyjmując świece, jakieś zioła i olejki. O co tu chodzi?
-No już! Rób co ci każę-Zamknęłam posłusznie drzwi i zgasiłam światło. Usiadłam na kanapie przy zapalonych świeczkach i dymiących się ziołach. Ona chodziła po domu znacząc ściany olejkiem i szepcząc coś pod nosem. Co, to ma być? Ten dzień staje się coraz bardziej chory. Najpierw ten chłopak i ten jego list, następnie jakiś szelest w drzewach, a teraz to?! Babcia się zatrzymała i zesztywniała.
-Babciu, o co chodzi? Po co to wszystko? - Ale babcia nie odpowiadała, stała i patrzyła się na mnie..., to wszystko doprowadziło mnie do bólu głowy, no i ten dym z ziół...czułam, że upadam..., a potem nic tylko ciemność...
-Nie wierze w wampiry, czy wilkołaki, ale w czary tak. A, to dlatego , że czary są bardziej realne od zmutowanych ludzi. Czasem się zdarzają nie wyjaśnione zjawiska. Na przykład, pojawienie się znikąd jakiś przedmiotów, a to zalicza się pod czary. I te zjawiska są widziane i potwierdzane. A, czy ktoś widział kiedykolwiek jakiegoś wilka, czy wampira? Nie sądzę, po za tym oni są silniejsi, szybsi i ogólnie lepsi. Gdyby chcieli mogliby nas po zabijać jednym ruchem, czy ''zmienić''. -Kończyłam właśnie swoją wypowiedź na zajęcia artystyczne, na których przerabialiśmy właśnie fantastykę.- I, to jest moje zdania na temat tych nie realnych istnień.-Lekko się skłoniłam i spojrzałam na nauczyciela.
-Dziękuję Panno Lotario. Otrzymujesz pięć plus, proszę usiądź.- Ruszyłam w stronę swojego miejsca. Idąc napotkałam wzrok tego nowego chłopaka, Dave'a. Siedział tuż przede mną, a jego wzrok był tajemniczy i przeszywający. Przeszedł mnie dreszcz, o co mu chodzi? Eh nieważne. Usiadłam obok mojej przyjaciółki Is, a raczej Isabel. Mówimy na siebie zdrobniale, ja do niej Is, a ona do mnie Em, od Emily. Is jest drobną blondynką o niebieskich oczach i jasnej cerze. A z charakteru jest wrażliwa i nieśmiała, ale umie pokazać pazurki, podobnie do mnie. Jedyne chyba co nas różni, to kolor włosów, ja mam czarne.
-Nieźle to powiedziałaś- Zwróciła się do mnie gdy zajęłam miejsce koło niej.
-Dziękuję Is, a ty co powiesz?
-Ja? A no..wiesz...
-Zapomniałaś o tym prawda?
-Bingo
-Improwizacja?
-Improwizacja-Uśmiechnęłyśmy się do siebie.
-Panno Stevens, może teraz pani?- Odezwał się nauczyciel, to nazwisko Is. Nienawidzi go uważa, że jest zwyczajne i nudne.
-Trzymaj kciuki-Rzuciła wstając i idąc na środek klasy.
-Wilki, potwory wyjące do księżyca. Wampiry, istoty pijące ludzką krew...-Zapowiadało się ciekawie. Chciałam posłuchać, ale moją uwagę odwróciło lekkie dotknięcie mojej skóry na ramieniu przez papier. Spojrzałam w dół i zobaczyłam kartkę, otworzyłam ją i przeczytałam
Wiem kim jesteś... ~Dave
Podniosłam głowę i spojrzałam na jego plecy. O co mu chodzi? Co, to ma znaczyć "Wiem kim jesteś?" Ja też wiem kim jestem. Emily,normalna dziewczyna. Sięgnęłam po długopis,by mu odpisać.
Co to ma znaczyć? Kim ty jesteś? O co ci chodzi?
Zwinęłam papierek i chciałam już mu go rzucić, ale wystawił rękę, podałam mu go. Podając lekko musnęłam jego skórę, przeszedł mnie kolejny dreszcz...nie był przyjemny. Odebrał go i natychmiast odpisał
Jeszcze nie wiesz? No cóż...dowiesz się w swoim czasie.
Co? O co mu chodzi? O czym się dowiem? I, kiedy to będzie? Pierw, to spojrzenie, a teraz ten liścik? Chciałam znów mu odpisać, ale wracała Is. Schowałam go do piórnika.
-Brawo Is, improwizacja świetnie ci wychodzi.
-Dziękuję. Też tak myślę. - Resztę lekcji spędziłam siedząc jak na szpilkach, wciąż myślałam o tym liście i jego słowach. Może on sobie ze mnie żartuje? A co jak nie? Denerwuje się. Kiedy zadzwonił dzwonek drgnęłam, to tylko dzwonek..,pora na lunch. Zaczęłam się pakować i razem z Is poszłyśmy w kierunku stołówki.
-Myślisz, że stanie się cud i dziś podadzą coś normalnego?-Zapytała.
-Hm..nie sądzę- W naszej stołówce panowała zasada. Jeżeli nie masz kasy musisz jeść żarcie szkolne. Masz kasę kupujesz sobie jedzenie. Nie masz kasy i nie chcesz jeść stołówkowego żarcia? Robisz sobie sam. Proste. My z Is nosimy zawszę kasę, dziś kupiłyśmy sobie sałatki i sok pomarańczowy. Posiłek spędziłyśmy w milczeniu. Is przeglądała nowości w jakiejś gazetce, a ja przeczesywałam spojrzeniem stołówkę w poszukiwaniu Dave'a. Nie było go.Reszta dnia minęła normalnie, pomijając fakt, że wciąż myślałam o tych słowach i o jego wzroku. Nie mogłam o tym zapomnieć.
Wsiadałyśmy właśnie do szkolnego autobusu. Tak niestety, jeżdżą nim ci, którzy nie mieli prawka. A moja babcia i rodzice Is nie pozwalają nam na zrobienie. Po pierwsze uważają, że jesteśmy za młode, a po drugie boją się dać nam wsiąść za kółko. Przez co jesteśmy zmuszone jeździć szkolnym busem. Zawsze zostaję sama, gdyż jako jedyna mieszkam najdalej i to jeszcze w środku lasu, wie o tym tylko Is. Wiem dziwne, ale mieszkam tam z babcią, to jej dom, w którym czuje się bezpiecznie, który ma specyficzny zapach w środku. Jest przytulny. Ale, mimo to tęsknię za poprzednim domem...no i rodzicami, którzy(tak jak babcia mi powiedziała) zginęli w pożarze naszego domu. Ja jedyna się uratowałam, ale nic nie pamiętam, bo miałam, zaledwie parę miesięcy. Ale z babcią, która trzyma się dobrze i nie zamierza zejść z tego świata, jest okej. Dojechałyśmy na ostatni przystanek, mój przystanek. Wzięłam plecak i ruszyłam ku drzwiom.
-Dzięki Marge- Podziękowałam jak zawsze naszej kierowniczce.
-Nie ma sprawy słonko. - Odpowiedziała. Ruszyłam przed siebie. Dom babci znajdował się w środku lasu, a bus tam nie podjeżdżał, a więc trzeba było się przejść. W połowie drogi zaczęło padać no, po prostu super. Naciągnęłam kurtkę na głowę i przyspieszyłam kroku. Nie chciałam iść w błocie. Kiedy byłam tuż tuż i widziałam nawet okna, a przez nie wydostające się światło usłyszałam szelest liści i łamanie gałązki. Odwróciłam się i spojrzałam na drzewa, nic, ciemność. Zaczęłam biec, błoto zdążyło powstać. Moje buty i spodnie były całe obłocone. Stałam już na ganku i dotykałam klamki, gdy znów usłyszałam jakiś ruch i cichy głosik. Natychmiast weszłam do domu. W twarz uderzyło mnie ciepłe powietrze i zapach różnorodnych ziół. Byłam bezpieczna.
-Babciu wróciłam!-Krzyknęłam zdejmując kurtkę i buty.
-Szybko wchodź, zamykaj drzwi i gaś światło-Babcia była jakaś zdenerwowana. Krzątała się od szafki do szafki wyjmując świece, jakieś zioła i olejki. O co tu chodzi?
-No już! Rób co ci każę-Zamknęłam posłusznie drzwi i zgasiłam światło. Usiadłam na kanapie przy zapalonych świeczkach i dymiących się ziołach. Ona chodziła po domu znacząc ściany olejkiem i szepcząc coś pod nosem. Co, to ma być? Ten dzień staje się coraz bardziej chory. Najpierw ten chłopak i ten jego list, następnie jakiś szelest w drzewach, a teraz to?! Babcia się zatrzymała i zesztywniała.
-Babciu, o co chodzi? Po co to wszystko? - Ale babcia nie odpowiadała, stała i patrzyła się na mnie..., to wszystko doprowadziło mnie do bólu głowy, no i ten dym z ziół...czułam, że upadam..., a potem nic tylko ciemność...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz