Translate

sobota, 22 lutego 2014

Impossible

                                                     ROZDZIAŁ VI


    Spojrzałam na oplatające mnie w tali ręce. Na jednym z palców był umiejscowiony pierścień. Dave. No , nie, kiedy on da mi spokój?
- O co tu..? - Przerwał mi.
- Nie czas na wyjaśnienia, muszę cię szybko zawieść w bezpieczne miejsce, inaczej znowu się do ciebie dobiorą. - Oznajmił. Eh..niech mu będzie. Gdy byliśmy wystarczająco oddaleni od stada wampirów znów stanęliśmy na ziemi. Przed nami stał zaparkowany jeep. Wyciągnął z kieszeni spodni klucz i otworzył nimi auto. Wsiadł do środka i gestem ręki pośpieszał mnie abym uczyniła, to samo. I ja mam mu ufać? W sumie innego wyjścia chyba nie mam, może i jest, ale jest ode mnie szybszy, zwinniejszy, silniejszy i, gdyby tylko chciał mógłby mnie zjeść na śniadanie. Niechętnie weszłam do środka. Gdy tylko zapięłam pas, ruszył z piskiem opon. Ciekawe dokąd zamierza mnie zabrać, patrząc na jego zachowanie raczej nie jest to przyjemne miejsce. Może nawet i paskudne, no, ale wszystko się dopiero okaże. Nie można wszystkiego oceniać obiektywnie, prawda? Jechaliśmy dość długo w krępującej ciszy. Było, to na tyle męczące , że w końcu przełamałam się i zapytałam.
- Kim ty właściwie jesteś?
- Osobą, która ratuje ci tyłek. - Przez resztę drogi nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem.Po jakimś czasie, w końcu byliśmy na miejscu. Udało mi się jakoś wyjść z tego samochodu po szybkiej jeździe, przez co zakręciło mi się w głowie. Po wyjściu mój wzrok przykuła pobliska latarnia dająca niewielki strumień światła na ciemną o tej porze drogę. Byliśmy daleko od miasta niedaleko plaży. Dookoła było pełno drzew.
- Gdzie jesteśmy? - Błądziłam oczami po okolicy, niestety nie mogłam rozszyfrować, co to może być za miejsce.
- W moim domu. - Oznajmił. Przeszliśmy kawałek zza drzew wyłonił się trzypiętrowy, z dużą ilością okien dom. Weszliśmy do środka. Gdy przekroczyłam próg domu odurzyła mnie wyrazista woń pieczonego ciasta. Mmm pachnie świetnie! Zaczęłam rozglądać się po domu. Był bardzo, podobnie przystrojony jak mój, z tą różnicą, że tu panował ogromny bałagan. Nagle, znikąd stanął przede mną jakiś mężczyzna. Miał może ze pięćdziesiąt lat, czarne włosy sięgające do ramion, przerażająco bladą twarz i okulary jak Harry Potter. Bardzo wysoki, szczupły. Miał styl "hipisa".
- Pójdę po Isabell, w tym czasie możesz wyjaśnić wszystko Emily, jest trochę skołowana. - Zwrócił się do mężczyzny.- Aaa, prawie zapomniałem, to jest Arthur, o którym kiedyś ci mówiłem.- Zwrócił się do mnie przelotnie, po czym wyszedł.
- To może Pan mi w końcu wyjaśni, o co w tym wszystkim chodzi? - Zwróciłam się do Arthura.
- Usiądź, herbaty? - Wskazał mi ręką fotel idąc do kuchni, podążyłam za nim.
- Um, chętnie - Zdawał się być miły. Zrobił nam herbatę i poszliśmy do salonu. Dave'a nadal nie było. Niech lepiej on Is tu dowiedzie całą. Ale teraz chce znać odpowiedzi na moje pytania
- No dobrze. -Zaczął. - Tak, więc, Dave mi dużo o tobie opowiadał. Niesamowite w końcu cię zobaczyć no i niedługo twoją siostrę Isabell. No, ale miałem ci wszystko wytłumaczyć. Ty i Isabell tworzycie tak zwany magiczny duet. Dopełniacie się swoją magią. Razem możecie zwyciężyć zło.
-No, a dlaczego zostałyśmy rozdzielone?
-Edith, twoja tak zwana babcia jest moją żoną i nigdy nie była z tobą spokrewniona. Razem zdradziliśmy czarodziei dla wampirów. Oddaliśmy się pod władze Thresa Cooper'a, władze wampirów i także wuja Dave'a. Tylko nie mów mu tego.- Jakiś sekret, no super. Za dużo tych informacji, które podał. A na tą zdradziecką żmiję, niby moja babcię zaczynam się strasznie denerwować. Oszukuje mnie i to cały czas!- Ale wracając, gdy przeszliśmy na ich stronę urodziłyście się wy, a urodzenie się bliźniaczek nie jest normalnym zjawiskiem w śród czarodziei. A wiadomość o waszej mocy i o tym co jest napisane w legendzie rozeszły się szybko. Teraz każdy chce zdobyć taką moc..-Przerwałam mu.
- Czyli te wampiry, które chciały mnie dzisiaj porwać, to..?
- Tak, działali na zlecenie Thresa. - Uprzedził mnie.- A co z ..- Musiałam spytać o Is, ale nie dokończyłam znów mi przerwał.- Dave pojechał do kawiarni po Isabell.
- Ej, skąd Ty, to wszystko wiesz?
- Każdy mag, poza swoją mocą ma specjalny dar, moim jest czytanie w myślach. Przez wiele lat doskonaliłem się, a teraz mogę odczytać czyjeś myśli będąc kilkadziesiąt kilometrów od tej osoby. Oczywiście, wampiry również mają moc, na przykład Dave, potrafi latać. Niestety, za mało ćwiczy i może szybować przez, zaledwie kilka minut
- To..
- Dziwaczne, wiem, ale czasem się przydaje. - Uśmiechnął się do mnie promiennie, odwzajemniłam ten gest, ale dopiero po jakimś czasie. Wyglądało, to pewnie jak grymas, podobny do tych, które mają małe dzieci, gdy rodzice wciskają, im do zjedzenia brokuły. W mojej głowie pojawiły się nowe pytania.-Zaczekaj aż zadasz, to pytanie, najpierw dokończę-Jego dar czytania w myślach mnie przeraża.-Tak jak mówiłem o tak silnej mocy mógłby pomarzyć sobie każdy. Byłyście odkupieniem dla czarodziei od wampirów, a zagrożeniem dla nich. Wampiry chciały zwyciężyć, dlatego chciały pojąć waszą moc. Wiesz jak twoi rodzice zginęli?-Przytaknęłam.- W śród wampirów, które zabijały twoich rodziców byli tam też rodzice Dave'a. Obydwoje zginęli, a wy nadal żyłyście. Wprowadzili do swojej krwi specjalną truciznę dzięki której normalni ludzie umierają po paru godzinach, wampiry natychmiastowo.Niestety, Thres zaplanował plan B. Byliśmy, nim my.Edith miała porwać ciebie i Isabell oraz odseparować, aby wasza moc nigdy nie dosięgnęła najwyższej siły. A, kiedy dorośniecie miała wysłać cię do szkoły magii i to nie właściwej. Miałaś trafić w ich sidła. Ja, natomiast miałem pilnować, by Dave was nie poznał, by wam nie pomógł i, by nie zepsuł planu. Jest tym, który ma zdradzić zło. Miałem w, nim zaczepiać zło, ale ja nie byłem do zdrady tak chętny, jak Edith. Jak widać nie wypełniam misji, dążę do zwycięstwa dobra. Przez co moje życie jest zagrożone. A, to wszystko, co powinnaś wiedzieć. Teraz zadaj mi, to pytanie.-Skończył, a we mnie buzowała złość. Nie dowierzałam, to, po prostu jakieś szaleństwo, chore. Nie wierze, a, jednak, to wszystko prawda. To dzieje się na prawdę. Wszystko przez moc. W sumie jeszcze większy mętlik..ugh.
-Wiesz może, w, jaki sposób Thres chciał odebrać mi moc? - Spytałam.
- Cóż, słyszałem o tym, że, żeby pozbawić kogoś mocy i przypisać ją sobie, trzeba podać osobie jakiś eliksir, a później poprzez rytuał pozbawić ciało duszy. Jego ciało cierpi, cała moc zostaje wyssana z duszą i krwią, która przechodzi na osobę wykonującą rytuał.-Przeszedł mnie dreszcz, to straszne.
- A co z Isabell?
- Już tu jedzie, słyszę jej myśli jest zła. Kolejną godzinę siedzieliśmy w salonie, jedząc świeżo upieczone ciasto i popijając je herbatą. Zaczęłam obserwować zdjęcia, zawieszone nad kominkiem. Przedstawiały Arthura i Dave z różnych okresów ich życia. Gdy Arthur poszedł do kuchni pozmywać naczynia, podeszłam bliżej i dokładniej ilustrowałam fotografie. Jedno szczególnie przykuło moją uwagę. Przedstawiało zamyślonego Dave, siedział na trawie zapewne na jakiejś łące, wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w przestrzeń. Zdjęcie z zaskoczenia, takie najbardziej oddają charakter i charyzmę osoby. Dalsze obserwacje przerwał mi wbiegający Dave.
      *Oczami Dave'a*
    Lonsdale 20, 21, 22.. o jest! Z prędkością światła wszedłem do kawiarni i niespokojnym wzrokiem szukałem Isabell. Znalazłem, własnie wychodziła, szybko ruszyłem w jej stronę. Doszedłem do niej złapałem ją za nadgarstek
.-Szybko chodź, mamy mało czasu.-Ponagliłem ją.
-Ej! O co chodzi?! Zostaw mnie psycholu!-Próbowała się uwolnić z uścisku.
-Chodź i nie marudź.-Kazałem jej wejść do samochodu, po czym ruszyliśmy z powrotem do domu.                   *Oczami Emily*
     Dave wpadł z Is do domu. Kłócili się, Is go wyzywała sama nie wiedziała, o co chodzi. Gdy ją zobaczyłam pobiegłam do niej i ją przytuliłam. Była cała.
-Hej..ej co jest grane? Bo wiesz ten psychol..-Była zdezorientowana. Ciekawe jak zniesie tą całą prawdę.
-Zaraz się wszystkiego dowiesz, a ten "psychol' właśnie uratował cię przed bliskim spotkaniem z wampirami.
-O czym ty mówisz? O co ci chodzi?-Poszłam z nią na kanapę i usiadłyśmy. Dostała swój kubek herbaty, a Arthur przystąpił do opowiadania jej wszystkiego od nowa. Patrzałam jak zmienia się jej wyraz twarzy, spoglądając kątem oka na Dave'a, który stał w kącie i się przysłuchiwał. Nie wiem ufać mu, czy nie. Eh, teraz ważna jest Is, by wszystko pojęła no i jeszcze kwestia babci i domu. Ugh! Tego nadal jest za dużo. Muszę zrobić z tym jakiś porządek, sama w spokoju.
- Ale..jak to..? O co w tym wszystkim chodzi..?-Arthur skończył prawić wykład, a Is zaczęła zadawać pytania.
-Wiem, to skomplikowane, ale jakoś pojmiesz.-Próbowałam ją jakoś pocieszyć.
-Czekaj, podsumowując jesteśmy siostrami..? O magicznych mocach, nasi rodzice nie żyją przez jakieś pieprzone wampiry, a całe moje dotychczasowe życie, to jedna wielka ściema?
-I jeszcze jest ta baba, która nas porwała i podszywała się pod moją babcię oraz polujące nadal nas, a właściwie naszą moc wampiry, które mamy zgładzić.-Dokończyłam.
-Widzę, że za dużo informacji jak na jeden dzień?- Spytał Arthur podnosząc się.
-Zdecydowanie.-Powiedziałyśmy jednocześnie.
-Chodźcie za mną pokażę wam wasze pokoje.-Powiedział idąc w kierunku schodów. Mam tu nocować? W sumie i tak nie mam już, gdzie, do tej żmii nie wracam. Wstałam i ruszyłam za, nim Is nadal siedziała.
-Chodź Is.-Zachęciłam ją.
-A co z moimi rodzicami, to znaczy z ludźmi, którzy mnie wychowywali i z moimi rzeczami?
-Rzucę na nich czar oblivioni . Będą żyli jakbyś się w ogóle nie urodziła.-W jej oczach pojawiły się łzy, ale zaraz zniknęły. Wstała i powolnym krokiem doszła do mnie i przytuliła się. Była przygnębiona.
Arthur zaprowadził nas do naszych pokoi, były obok siebie. Is zostawiła mnie i zamknęła się u siebie. Zostałam sama. Starałam nie myśleć o tym wszystkim i zasnąć, ale, po prostu się nie dało. Zegarek na ścianie wskazywał pierwszą w nocy. Wstałam i podeszłam do okna, księżyc właśnie był w pełni. Przysiadłam na parapecie, objęłam rękoma nogi i zaczęłam o tym wszystkim rozmyślać. Pierwsza nasunęła się babcia. Czemu zdradziła ród czarodziei? Może, dlatego nie ma tych znaków co ja? No i pewnie już wie, że się o wszystkim dowiedziałam. Musiałabym się jakoś jej odpłacić, za to wszystko, co mi zrobiła. Ale jak? Ja nie umiem tak dobrze czarować, może Arthur mi pomoże. Okej, to wyjaśnione, a teraz sprawa Is i naszego nowego życia. Przecież nie będę tu mieszkać do końca życia. Może udałoby się odnowić nasz rodzinny dom? Oto też muszę spytać Arthura i jeszcze o szkołę. Muszę też jakoś troszczyć się o Is, dopiero się o tym dowiedziała. Eh..teraz pozostaje najtrudniejsze. Czy ufać Dave'owi..? Nagle usłyszałam przekręcanie się klamki w drzwiach...
                                   

sobota, 15 lutego 2014

Impossible

                                                    ROZDZIAŁ V


    Zdjęcie przedstawiało mężczyznę i kobietę, byli elegancko ubrani i wyglądali na młodych. Każdy z nich trzymał na rękach po jednej dziewczynce. Mężczyzna trzymał czarnowłosą dziewczynkę podobną do niego. Natomiast kobieta trzymała dziewczynkę podobną do niej, czyli jasnowłosą. Wszyscy byli uśmiechnięci, radośni, widać było, że to kochająca się rodzina. Po chwili, gdy nieustannie lustrowałam zdjęcie, postacie poruszyły się. Z rąk dziewczynek wystrzeliły różnokolorowe iskierki, identyczne do tych z łazienki. Zdjęcie ponownie znieruchomiało. Ich twarze wydawały mi się dziwnie znajome. Odwróciłam zdjęcie, był tam jakiś napis. Wytężyłam wzrok i przeczytałam.

      Rodzina Lotario nareszcie w komplecie.

     O co tu chodzi..? Czemu ci ludzie mają takie same nazwisko co ja..? Czy, to moi rodzice? A ta dziewczynka? Czyżbym miała siostrę? Gdzie ona jest? Dla czego babcia, to przede mną ukrywała?! Mój mózg od nadmiaru pytań pękał w szwach. Tego jest zdecydowanie za dużo..Otworzyłam album, by zobaczyć więcej zdjęć. Jedno z nich przedstawiało dom, ponownie odwróciłam zdjęcie. Nie myliłam się, był tam napis

      Invictus

    Spojrzałam znów na fotografię, w głowie błysnęło mi wspomnienie. Byłam już tam albo kiedyś, gdy błądziłam po mieście napotkałam, to miejsce. Wiem, gdzie, to jest! Ale.. jak ja tam wejdę? Musi tu być klucz albo cokolwiek czym mogłabym wejść do środka. Tylko od czego, by tu zacząć? Pełno jest tutaj tych stert, nigdy tego nie znajdę. Zaczęłam szukać kluczy, po jakimś czasie w końcu je znalazłam, leżały w jakimś pudełku, które było zbunkrowane pod jednym ze stosów. Był, to srebrny klucz, z wygrawerowanym napisem ''Invictus''. Nagle usłyszałam otwieranie się drzwi wejściowych. Babcia..schowałam klucz do kieszeni w spodniach, zabrałam też zdjęcie i szybko zbiegłam na dół.
- Już jestem. - Poinformowała mnie babcia.
- Super..! - Odpowiedziałam schodząc.
- Co porabiałaś? - Zapytała.
- Um.. poszperałam w starych rzeczach na strychu, przeglądałam zdjęcia..
- Wiesz przecież, że nie wolno ci tam wchodzić. - Rozzłościła się.
- Mówiłaś mi to, jak byłam mała, żebym nie narobiła zbędnego bałaganu. Teraz jestem na tyle dojrzała , że nawet jeśli nabałaganię, to, to posprzątam..
- Co nie znaczy, że nie możesz tam wchodzić. Nie ma tam nic ciekawego, same rupiecie i kurz.
- Nie prawda. Zobacz co znalazłam. - Podstawiłam jej pod nos zdjęcie - Kto to jest? - Zapytałam patrząc jej przy tym prosto w oczy, widziałam w nich niepokój.
- To.. to jest brat twojego ojca z małżonką. A.. to jest ich córka - Wskazała na dziewczynkę o blond włosach - A to jesteś ty - Wskazała tę drugą - Niestety, wyjechali z kraju.- Miałam pewne wątpliwości co do wiarygodności jej słów. Wyglądają tak zgranie.., to musi być jedna rodzina. I jeszcze, to podobieństwo, coś tu jest nie tak.
- Dlaczego nigdy nie opowiadałaś mi o rodzicach, o reszcie rodziny? - Postanowiłam zapytać.
- Bo nie pytałaś. Zresztą sama nie mam z nimi wszystkimi kontaktu, odkąd sprowadziła się tu siedziba wampirów.
- Siedziba wampirów? - Dopytywałam.
- Oh.. no wiesz..nie masz czegoś do zrobienia? - Nie wierzę, po tym wszystkim jeszcze ma czelność wymigiwać się od odpowiedzi. Trudno, jak ona mi nic nie powie, to ja sama się wszystkiego dowiem.
- O właśnie, miałam się spotkać z Is. - Skłamałam. Pójdę odszukać ten tajemniczy dom. Może tam się czegoś dowiem. Nie no na pewno coś tam będzie.
    Ubrałam buty, kurtkę i wyszłam. Ruszyłam zdecydowanym krokiem na najbliższy przystanek autobusowy. Gdy już byłam w okolicy, zaczęłam się zastanawiać jak tam dokładnie dojść. Pamiętam tylko jak przez mgłę, że było to dość daleko.. Usiadłam na pobliskiej ławce i wyjęłam klucz. Obróciłam go parę razy w palcach i nagle dostałam wizji. Przecież przedstawia tabliczkę z nazwą przystanku! Wsiadłam do nadjeżdżającego autobusu i wysiadłam na właściwym miejscu. Była to spokojna dzielnica, jak na mój gust zbyt spokojna. Ruszyłam wąską ścieżką, szłam tak dość długo. Domów było coraz mniej, a asfaltowa droga przechodziła w piach.W końcu natrafiłam na ostatni zakręt w lewo. W oddali widziałam coś czarnego przypominającego pręty niestety byłam zbyt daleko, żeby rozszyfrować, co to konkretnie było. Gdy byłam wystarczająco blisko zauważyłam, że to pięknie zdobiona brama. Chyba trafiłam. Za nią rozpościerał się piękny biały dom z ogromnym ogrodem i fontanną. Wszystko niestety było opustoszałe i zaniedbane. Kwiaty obumarłe, brudna woda w fontannie. Porośnięty kłączami dom i brama. Kiedyś z pewnością było tu pięknie i te przepiękne chwile..Skąd, to wiem? Po prostu, to czuję. Mniejsza z tym. Muszę jak najszybciej dowiedzieć się całej prawdy, nie zniosłabym kolejnych informacji, które w przyszłości okazałyby się mylne. Ciekawe co z tą blond dziewczynką. Pchnęłam bramę, zaskrzypiała. Byłam już na posesji i ostrożnie kierowałam się ku drzwiom wejściowym. No, to czas dowiedzieć się prawdy. Wyjęłam klucz i przekręciłam go w zamku. Znowu dostałam wizji.
    Biegłam goniąc jasnowłosą dziewczynkę. Razem przekroczyłyśmy próg domu śmiejąc się.
    Gdy powróciłam do rzeczywistości trochę zakręciło mi się w głowie. Czyli teraz zamiast dreszczy mam wizje wzięte ni z tego ni z owego? Eh.. popchnęłam lekko drzwi, weszłam do środka i ostrożnie zamknęłam je za sobą, oparłam się o nie i zaczęłam rozglądać.. Po lewej stronie była kuchnia z jadalnią, a po prawej salon z kominkiem. Wszystko było zaniedbane, ale miało w sobie ''to coś''. Naprzeciw mnie znajdowały się ogromne schody prowadzące na górę, które rozchodziły się na dwie strony tak, że nade mną był balkon. Po prostu wielkie wooow! Udałam się do salonu, tam muszą być jakieś papiery albo więcej zdjęć. Oczywiście, nie myliłam się. Na jednej ze ścian wisiało pełno zdjęć. Spojrzałam na znajdującą się nieopodal komodę. Zajrzałam do środka, roiło się tam od papierów i fotografii. Bingo! Postanowiłam wziąć jedno do ręki, przedstawiało według mojej babci ''ciocię'', na odwrocie pisało Aria Lotario. Następne, mój 'wujek'' Nathaniel  Lotario. Kolejne było moje na pewno, bo pisało ''Emily Lotario'', Ostatnie przedstawiało ''moją kuzynkę'', Isabell Lotario.. Isabell..nie, to nie możliwe.. Odłożyłam zdjęcie i zaczęłam szperać w szufladach. Dowiedziałam się tylko, tyle że, to małżeństwo i, gdzie pracowali oraz, że jesteśmy ich córkami. Czyli.. mam siostrę.., która jest podobna do Is i w dodatku ma takie same imię..Mhm.., czyli kolejne kłamstwo zaserwowane mi przez babcię. Teraz tylko dowiedzieć się, czy to, aby na pewno jest Is. Odłożyłam wszystko na swoje miejsce i poszłam na górę. Znalazłam tam pokój dziecięcy. Z dwoma łóżeczkami i niesamowicie wielką ilością zabawek. W szafach było równie dużo ubranek. Byli, a raczej jestem z bogatej rodziny. Chwila, czemu babcia nie zamieszkała tu z nami? I, gdzie jest moja siostra? I kim ona na prawdę jest? Podeszłam do jednego łóżeczka i położyłam rękę na obramowaniu. Dostałam kolejnej wizji. Zobaczyłam moją twarz z czasów jak byłam malutkim dzieckiem i tą jak teraz wyglądam. Jeju.. mój wzrok mimowolnie powędrował na drugie łóżeczko. Może dostanę kolejnej wizji? Podbiegłam do niego i dotknęłam. Zobaczyłam twarz tej dziewczynki, a potem twarz.. Is.
- Isabell - Szepnęłam, moje oczy pewnie wyglądały jak dwa ogromne spodki. Cały obraz zaczął wirować. Co się dzieje? Zatrzymało się, stałam nadal w tym samym domu, ale sprzed paru lat i nie w środku tylko na zewnątrz, w ogrodzie. Bawiłam się z Is w piaskownicy, a rodzice siedzieli obok śmiejąc się i popijając herbatę. Kolejna zmiana obrazu. Z Is uczyłyśmy się chodzić. Kolejna i kolejna. Co, to jest, czy to moje wspomnienia? Ale dlaczego dopiero teraz, to wszystko powróciło? Normalnie, jakby mój mózg się zablokował. Ale dlaczego? W końcu wszystko przestało wirować i ujrzałam moją babcię kryjącą się za drzewem. Obserwowała walkę moich rodziców i wampirów.
- Mama.. Tata..- Głos mi się załamał. Oni mieli zaraz umrzeć. Podeszłam do nich i spojrzałam na ich twarze. Zatęskniłam za nimi. Szkoda, że nie mogę nic zrobić, aby, im pomóc..Patrzyłam jak umierają, a zaraz po nich wampiry. Z ukrycia wyszła moja babcia i weszła do domu jak, gdyby nigdy nic. Następnie weszła do naszego pokoiku. Byłyśmy w środku, ja i Is. Babcia nas zabrała i wyszła. Podążałam za nią. Co ona ma zamiar zrobić? Szła tak długo aż dotarła do centrum miasta. Położyła Is pod jednym z domów. Nie wierzę! Jak ona tak mogła?! Zostawiła ją, a mnie zabrała ze sobą,dlaczego?
Obraz znikł i powróciłam do rzeczywistości. Oczy mi się zaszkliły. Całe moje życie, to jedno wielkie kłamstwo. Nie mam pojęcia co mam zrobić, żeby już tak nie było. Chciałabym dowiedzieć się wszystkiego co zostało zatajone. Ale.., to zostawię na później. Muszę powiedzieć o wszystkim Is. Wytarłam oczy o kant rękawa i ruszyłam ku wyjściu dzwoniąc do niej. Odebrała po trzech sygnałach.
- Halo?
- Hej Is, musimy się spotkać. Mam ci coś ważnego do powiedzenia. Dostaniesz szoku. Za 30 minut w naszej ulubionej kafejce. - Wyrzucałam z siebie informacje niczym karabin maszynowy.
- Um..okay. - Powiedziała zrezygnowana. Otworzyłam drzwi i wyszłam. Kiedy tylko się odwróciłam zobaczyłam wyłaniające się cienie zza drzew. Przybliżały się z ogromną szybkością, ukazując przy tym kły. Wampiry..Moje serce zaczęło mocniej bić, a tętno w krwi wzrosło..Boże, .., ale.. co ja teraz zrobię? Cofnęłam się, ale napotkałam drzwi. Zbliżali się, coraz bardziej.
- Czego wy chcecie?!- Wykrzyknęłam bezmyślnie. Z każdą kolejną sekundą zmniejszał się dzielący nas dystans.
- Nie bulwersuj się tak ślicznotko. Oddaj się grzecznie w nasze ręce, a my w zamian nic ci nie zrobimy - Zaproponował jeden z nich. Odnalazłam klamkę, powoli na nią naciskałam.
- Nigdy! - Wykrzyknęłam i z powrotem weszłam do środka. Pobiegłam, ile sił miałam w nogach na górę i zamknęłam się w najbliższym pokoju na klucz.No i co dalej? Zaczęłam rozpaczliwie rozglądać się po pokoju. No myśl, Emily, myśl! Mój wzrok mimowolnie padł na okno znajdujące się przede mną. I co dalej? Skacząc z okna zyskałabym odrobinę czasu, ale jak, to zrobić, żeby się nie zabić? Usłyszałam zza drzwi kilka powolnych kroków, zbliżających się coraz bardziej. Przypomina mi, to zabawę w kotka i myszkę, z tą różnicą, że kotków jest zdecydowanie zbyt dużo.
- No, Emily i tak wiemy, że tam jesteś. Nie bądź uparta i tak nie zdołasz przed nami uciec. - Odezwał się ten sam głos. Bez zastanowienia wzięłam leżące na łóżku prześcieradło i zawiązałam koniec wokół jednej z nóg podtrzymującej łóżko. Otworzyłam okno i starałam się określić wysokość, jaką mam do pokonania. Hm.. ze trzy metry wyjdzie na bank. Cóż albo, to albo nic. Przygryzłam zębami dolną wargę i szybko jak tylko się dało zaczęłam schodzić ku dołowi. Kiedy byłam już prawie w połowie usłyszałam wyłamywanie drzwi, a następnie rwane prześcieradło. Znowu straciłam przytomność.
Obudziłam się w salonie mocno przywiązana do jednego z foteli. Bolało mnie całe ciało, było, to prawie nie do zniesienia. Ciekawe co jeszcze mnie dzisiaj zaskoczy.
- No, widzę, że śpiąca królewna w końcu się obudziła, to dobrze, inaczej szef, by nam tego nie podarował - Odpowiedział mi ten sam wampir, który wcześniej próbował ze mną negocjować. Miał może ze 30 lat, czarne włosy sięgające do ramion, przerażająco bladą twarz, nawet jak na wampira. Bardzo wysoki, szczupły. Miał na sobie czarne równiutko wyprasowane spodnie i koszulę.
- Szef? O co wam chodzi? - Jęknęłam zirytowana. Chciałam dotknąć głowy, która okropnie bolała, ale miałam spętane ręce. Zaczęłam się zastanawiać, czy zabiją mnie szybko, czy raczej będą czerpać przyjemność z torturowania mnie. Wolałabym, to pierwsze. Albo nic z tych rzeczy. Muszę skończyć z tymi insynuacjami, bo w innym wypadku, to one mnie uśmiercą, a nie wampiry.
- Spokojnie, nic ci się nie stanie. - Powiedział wychodząc z salonu - Na razie..- Dodał ciszej z przerażającym uśmieszkiem, wzdrygnęłam się. Później słyszałam już tylko jak do kogoś telefonuje. No tak, czyli moje szanse na ucieczkę są bliskie zeru. Z utęsknieniem spojrzałam na okno, na którym powoli pojawiały się kropelki deszczu i zza, którego widać było drzewa z kołyszącymi się gałęziami w rytm wiatru, całość podkreślało ciemniejące niebo. Drzwi się otworzyły, wszedł przez nie ten sam gość z resztą ferajny. Podeszli do mnie i zaczęli rozwiązywać. Potem zamiast lin oplatające moje ręce zacisnęli swoje ręce. Byli za silni znów nie miałam żadnych szans na ucieczkę. Ruszyli ze mną ku wyjściu.
-Gdzie wy mnie zabieracie?!-Zapytałam, szarpiąc się.
-Czas na ucztę, a bez dania głównego się nie obędzie.-Zatrzymałam się, pociągnęli mnie na przód. Czułam jak robi mi się słabo. Mam być daniem głównym? Ale..boże nie chce umierać, muszę jakoś się uwolnić. No ręce dalej, zróbcie jakąś sztuczkę. Cokolwiek...albo nic. Wyszliśmy na deszcz przez krople obraz stał się niewyraźny, przez co nie mogłam dostrzec, gdzie mnie prowadzą. Zaczęłam moknąć...nie za fajnie. Nagle usłyszałam odgłosy walki, ktoś tu jeszcze był, przyszedł. Babcia...nie ona na pewno nie. Ta kłamczucha! Ta podła żmija. A, więc kto? Moje ręce się uwolniły, a zaraz znów ktoś złapał mnie w talii. Moje stopy oderwały się od podłoża i wzbijały się coraz szybciej i wyżej. Oddalałam się od tych wampirów, ktoś mnie uratował, ale, kto. Czyja ręka mnie oplata w talli..?




sobota, 8 lutego 2014

Impossible

                                                      ROZDZIAŁ IV


                                             
    Poczułam piekielny ból w całym ciele, który pojawił się równie szybko jak znikł. Ten ból przywrócił mnie do rzeczywistości. Podniosłam powoli powieki i uświadomiłam sobie co się stało. Rozglądnęłam się. W powietrzu było pełno kurzu od zawalonego muru. Ze ściany spływała woda, która robiła coraz, to większą kałużę.Cały obraz nadal był niewyraźny.Spróbowała się podnieść, w ogóle nie czułam ciężaru swojego ciała. Podparłam się dłoniach i od razu opadłam, strasznie piekły.Spojrzałam na jedną potem drugą. Były całe czerwone i pokryte czarnymi liniami. Nagle usłyszałam czyjeś krzyki.Po czym znów, wszystko odpłynęło.
    Ciemność długo nie ustępowała. Obudziłam się w pokoju, o czterech białych ścianach i łóżku przy oknie , w którym leżę, a do mojej ręki jest podłączona kroplówka i dziwaczna aparatura, o której istnieniu nie byłam świadoma.Gdzie jestem? Czyżbym była w szpitalu? Jak się tu znalazłam? Co ze szkołą? Mogłabym zadawać sobie, nieskończenie wiele pytań, ale sama nie potrafiłabym na nie odpowiedzieć.Z moich rozmyślań wyrwały mnie dwie pielęgniarki wjeżdżające z nowym pacjentem i stawiając jego łóżko obok mojego. Dyskretnie zerknęłam w jego stronę, by zobaczyć, kto to taki. Niestety, jego twarz była zasłonięta ciałem pielęgniarki, która podłączała go, tak jak mnie pod kroplówkę i różne inne sprzęty. Spojrzałam na jego sylwetkę.Ustaliłam, że jest to na sto procent mężczyzna.Zerknęłam na jego rękę, była młodzieńcza, a na jednym z palców tkwił pierścień. Przed oczami stanęła mi scena z łazienki.Taki sam miał Dave..Nie..tylko nie on..No, po prostu świetnie! Na miłe zakończenie dnia, musiałam trafić akurat na niego! W szpitalu powinni dbać o zdrowie swoich pacjentów, a nie, kazać, im przebywać z jednym pomieszczeniu z osobą, która teoretycznie zagraża mojemu życiu i zdrowiu. Trudno, najwyżej rozwalę szpital, w sumie nikt nie powinien tego zauważyć..Pielęgniarki opuściły pokój i w końcu ujrzałam jego twarz.Jak zawsze na jego widok przeszedł mnie dziwny dreszcz. A w mojej głowie pojawiło się pytanie "Gdzie jest Is"? Skoro on tu jest to ją też przywiozą. Prawda? Czekałam długo wpatrując się w drzwi i słuchając jak bije serce Dave'a. Na zewnątrz zrobiło się już ciemno. Is nadal nie było. Aż tak z nią źle? A może, to my należymy do grupy z ciężkimi obrażeniami? Od tego czekania zrobiłam się senna.Z korytarza usłyszałam zbliżające się kroki. Pojawiła się nadzieja, ale zaraz zgasła, kiedy w drzwiach stanął lekarz.Przyszedł na obchód. Sprawdził jak się czujemy. Przy okazji postanowiłam spytać co się dzieje z Is.
- Mogę wiedzieć, gdzie leży Is?
-Kto?- spytał, z dezorientacją wymalowaną na twarzy.
- To znaczy Isabell. - Od razu się poprawiłam.
- Została już wypisana. Nie poniosła żadnych obrażeń zagrażających życiu. A jej organizm się ustabilizował. Zapewne jest już w domu i odpoczywa.
- Aha..dziękuję- Posmutniałam. Czyli sama muszę wytrzymać w towarzystwie tego dupka.Eh, dobrze , że chociaż jej nic się nie stało. A w mojej głowie pojawiło się kolejne pytanie. Czy moja babcia wie , co się stało? I, o co szkoła obwinia całą tą katastrofę? W zaledwie dwa dni moje życie stanęło na głowie. Długo nad tym rozmyślałam aż w końcu usnęłam. Ze snu wyrwał mnie czyiś lodowaty oddech na policzku, który rozszedł się po całym ciele wywołując fale nieprzyjemnych dreszczy. Z ogromną szybkością otworzyłam oczy.Dosłownie parę centymetrów od mojej twarzy była twarz Dave'a. Chciałam krzyknąć, ale zakrył mi usta dłonią. Zaczęłam się trząść, tak jakby jego ręka raziła mnie prądem. Ból był nie do zniesienia.Spojrzałam na jego twarz, na której z każdą kolejną sekundą malowało się coraz, to większe przerażenie zmieszane z niedowierzaniem. Zacisnęłam na niej moje dłonie, które były (o dziwo) całe w bandażach. Próbowałam się od niej uwolnić, ale była niczym skała. Nagle poczułam jak moje dłonie robią się gorące. Bandaż, który je okrywał zaczął się dymić i iskrzyć. Gdy całkowicie znikł na moich dłoniach ukazały się dwa czarne znaki, skąd ja, to mam?! Kształty i całe moje ręce zaniosły się płomieniem. Odruchowo zabrał poparzoną rękę, zamknął oczy wziął głęboki wdech, ślady po poparzeniu stopniowo znikały. To nie fair!
                  *Oczami Dave'a*
    Resztką swojej energii pozbyłem się śladów po poparzeniach. Zmęczony wysiłkiem, jaki mnie kosztował opadłem na łóżko. Mimowolnie pokierowałem swój wzrok w jej kierunku. Gdy tylko pochwyciłem jej spojrzenie, znów zaczęła się trząść. Nie chcąc wyrządzać jej niepotrzebnej krzywdy odwróciłem wzrok w przeciwnym kierunku. Nigdy żaden czarodziej nie reagował tak na wampira.Przynajmniej nie słyszałem o takich przypadkach. Będę musiał, to skonsultować z Arthur'em. Arthur to stary mag, który po śmierci moich rodziców przejął nade mną opiekę. Wiem, może, to dziwne, że wampir i czarodziej mieszkają pod jednym dachem, ale, gdy moi rodzice zginęli, a ja zostałem sam w domu nie miał się, kto mną opiekować. A pewnego dnia Arthur, przechodził obok mojego domu i usłyszał mój płacz. Wiedząc, jak wielka, to odpowiedzialność i jakie ryzyko wiąże ze sobą opieka nade mną, wziął mnie pod swoje skrzydła i zaopiekował się mną jakbym był jego rodzonym synem. Stąd mam dobre nastawienie do ludzi takich jak Arthur. Tylko..nie wiem , co we mnie wstąpiło, że zaatakowałem Emily. Fakt, nie panowałem nad tym..A teraz to , jak na mnie reaguje..Nie powiem, trochę, to dziwne. Muszę ją przeprosić i wytłumaczyć ,to i owo. Nie chcę przecież, żeby była do mnie źle nastawiona.
-Przepraszam Emily..- Zacząłem, szepcząc. Szkoda, że nie mogę patrzeć w jej niebieskie oczy.. Tak zauroczyłem się w niej. Nie wiem jak to się stało, tak jakoś wyszło. Na początku, gdy ją poznałem myślałem, że jest zwyczajną dziewczyną, niczym nie wyróżniającą się od innych. Mógłbym, wtedy ją przemienić, co jest dość skomplikowane.Najpierw trzeba wyssać całą krew ofiary, a potem zaszczepić u niej jad. Następnie ofiara już tylko cierpi, przechodząc powoli przemianę w bestię. Ale, teraz gdy jej moc została odpieczętowana, to wszystko komplikuje. A pomimo tego, że wampiry ze swojej natury są maszynami do zabijania czarowników i innych poza magicznych stworzeń, ja tego nie zrobię. Milczała, więc kontynuowałem.- Przepraszam, no wiesz za ten atak w szkole.Nie wiem , co się ze mną stało. Nie panowałem nad tym..
                       *Oczami Emily*
    Jego głowa była odwrócona w stronę otwartych drzwi przez które padały delikatne strumienie światła. Dzięki czemu wyraźniej mogłam dostrzec jego sylwetkę.Wpatrywałam się w jego czarne, krótko ścięte włosy i wsłuchiwałam się w to  co do mnie mówił. O dziwo jeszcze od niego nie uciekłam. Chwilka, to przez kroplówkę, do której jestem podłączona, a wyrwanie rozmaitych kablów, ozdabiających aktualnie moje ciało, wydawało mi się zbyt bolesne. W sumie, z chęcią posłucham bajeczek jakie mi nawciska. Jak na razie, zapowiada się ciekawie.
- Uważaj, bo ci uwierzę- Cicho odpowiedziałam w moim głosie można było wyczuć drwinę. Jeżeli jestem tą ''dziewczyną z legendy'' i mam zniszczyć wampiry, to on będzie pierwszy w kolejce.
- Naprawdę, ja tego nie chciałem. Nigdy bym nie skrzywdził czarodzieja.. Ja.. Ja naprawdę przepraszam, że tak wyszło.
-Nie udawaj. Pewnie jak tylko zasnę znów będziesz próbował mnie zabić jak przed chwilą.
- Nie chciałem Cie zabić. - Ta jasne, pomyślałam - Sprawdzałem, czy nic ci nie jest.
- Takie kity, to możesz wszystkim wciskać, ale nie mi. Jesteś wampirem, a wampiry zabijają takich jak ja.
- Ale ja jestem inny. Uwierz, nawet mieszkam z jednym z was. - Coraz bardziej działa mi na nerwy. Wszystko co mówi jest takie realistyczne.. Stop! Nie możesz tak myśleć. I nie możesz wierzyć w ani jedno jego słowo, bo srogo będzie cię to kosztować. Wmawiałam sobie. Hm..,a może to przez, to, że był odwrócony nie potrafiłam mu zaufać? Mogłabym być, chociaż trochę milsza. Ale, to chyba logiczne, że nie potrafiłabym być milsza dla osoby dzięki, której rozwaliłam szkołę, naraziłam życie Is, a teraz być może rozwalę szpital.. Boże, co ja zrobiłam.. a co, jeśli przyjdzie tu policja i zaczną mnie wypytywać o wszystko? Co ja powiem? Jeśli powiem prawdę uznają mnie za wariatkę i wyślą do ośrodka dla obłąkanych. A, jeśli skłamię będą tak długo naciskać aż powiem prawdę. Świetnie.No, ale to samo z siebie wyszło. Specjalnie nie rozwaliłabym szkoły! Broniłam się, a raczej moje ręce..Nieważne, nie mogę mu ufać. Jest wampirem zapewne więzi tego maga..mówi, że z nim mieszka, ale to nie może być prawda.
- Przyznaj, nie mieszkasz z nim, pewnie jest twoim więźniem albo już wyssałeś z niego całą krew.- Krzyknęłam z wyrzutem.
-Nie musisz krzyczeć, mówię ci prawdę, szkoda, tylko że nie chcesz tego przyjąć do wiadomości - Zirytował się. Odwrócił głowę, więc natychmiast zamknęłam oczy. Przestraszyłam się. Słyszałam jak wstaje i podchodzi do mnie.
- Odejdź!- krzyknęłam i zasłoniłam twarz dłońmi.
- Uwierz mi, ja nie chciałem. - Buzowała w nim złość. Czułam jego wrogość, rosnącą i rosnącą. Nie potrafi nawet panować nad emocjami. Powinien się leczyć. Zresztą mam to gdzieś, od tego wszystkiego głowa mnie boli.
- Daj mi spokój. Nigdy ci nie uwierzę, odejdź - Powiedziałam i położyłam się plecami do niego. Mówi się, że nigdy nie można stawać do wroga plecami, ale w tym momencie było mi to obojętne. W końcu zasnęłam.
    Następnego dnia znów mnie przepraszał. Miałam go serdecznie dość. Szkoda, że nie miałam w pobliżu swojego telefonu i słuchawek, nie musiałabym go wysłuchiwać. Ciekawe, gdzie one teraz są. Rany, ja tu nie wytrzymam, wypiszcie mnie stąd albo zrobię, to na własną rękę.
    Po południu miałam gościa, babcię. Jak dobrze, że się dowiedziała, gdzie jestem. Na szczęście nie złościła się na mnie, wręcz przeciwnie, była ze mnie dumna, że sama stawiłam czoła wampirowi. Przyniosła mi rzeczy i powiadomiła co się działo od tamtego dnia. Is jest cała i wszystko z nią w porządku. Szkoła łyknęła kit, że nagle wszystko się zawaliło i obwiniają, za to słabą konstrukcję. Powiedziała jeszcze, że nie muszę się niczym martwić i, że nadszedł czas bym poszła do szkoły, która była mi przypisana od urodzenia. Zapytałam jeszcze o znaki, które znikąd się pojawiły na moich dłoniach. Wyjaśniała, że każdy czarodziej takie posiada. Są to nasze prawdziwe imiona.
- To dla czego ty ich nie masz? - Zapytałam.
- Ukrywam je pod czarami. - Oznajmiła.
- Aha.,. a co moje oznaczają?
- Na lewej ręce masz znak zwany "Itaque die septimo". Na prawej masz "Potestatem" Razem tworzą ''królewską moc''.

 
-Oh..- Nie powiem byłam w szoku. Jednak jestem tą dziewczyną z przepowiedni.
    Nazajutrz mnie wypuścili. Nareszcie, dłużej chyba bym z nim nie wytrzymała. Wróciłam do swojego domu. Babcia pozwoliła mi nie chodzić do szkoły. Nie chciałam tam być, wszystkie sępy, by się zleciały. A tego chcę uniknąć. Wolę siedzieć w domu jakoś, to wszystko poukładać. No i oczywiście przygotować się do wyjazdu do nowej szkoły. Normalnie nie mogłam być zwykłą nastolatką co nie? Bo, to zbyt demonstracyjne..eh.
    Był wczesny ranek, babcia szykowała śniadanie. Powinnam jej pomóc, ale jakoś nie miałam teraz na, to siły. A, to już cztery dni. Nadal nie pogodziłam się z moim losem. Siedziałam na werandzie, świeże powietrze dobrze mi zrobi. Przyglądałam się drzewom, gdy nagle po prawej stronie moje oko zarejestrowało ruch. Nie.. co znowu. Powoli odwróciłam głowę. Ujrzałam Dava'e. O dziwo nie przeszedł mnie dreszcz. To chyba dobrze prawda?
- Co ty tu robisz?! Wynoś się stąd! - Zażądałam.
- Poczekaj, nie skrzywdzę cię. Chciałem z tobą pogadać. Wiem dlaczego miałaś te dreszcze. Jak widzisz zapobiegłem, im. Proszę wysłuchaj mnie.
- Nie zamierzam ciebie słuchać. Super zapobiegłeś dreszczom. Nic więcej nie muszę wiedzieć.A teraz wynoś się stąd! - pod koniec głos zaczął mi się łamać. Dlaczego? Dla tego, że ochrzanianie ludzi mi nie wychodzi.
- Emily.. proszę. - Złapał mnie za nadgarstek. Jego dotyk był łagodny.. NIE! nie wierz mu! Łzy napłynęły mi do oczu.
- Wynoś się! Bo zawołam babcię! - Zagroziłam.
- Chcę ci tylko wytłumaczyć..
- Babciu! - Babcia zjawiła się, jak na zawołanie.
- Tak? - Zapytała obejmując mnie. Wskazałam palcem na Dave'a.
- Nie przypominam sobie młodzieńcu, żebym cie kiedykolwiek zapraszała.
- Nie, zgadza się.
- A, więc, żegnamy pana.
- Ale ja..
- Ego Placent Tui Et Auxilium Mea Aedificium - Powiedziała moja babcia. W miejscu, w którym stał Dave unosił się prawie niezauważalny dym. Gdzie on jest? Znikł? Odsunęłam się od niej i spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
- Spokojnie słonko, teleportowałam go na początek lasu. w tym samym czasie rzucając ochronne zaklęcie. Już ten typ nie będzie Cię męczył. A teraz chodź coś zjesz.- Weszłyśmy z powrotem do domu i zjadłyśmy śniadanie. Po skończonym posiłku poszłam do kuchni umyć naczynia. W tym czasie babcia szykowała się do wyjścia. Gdy już była u wyjścia, przypomniała mi się sprawa ze szkołą.
- Babciu, a co z tą nową szkołą? - zagadałam.
- A co ma być? Wszystko jest załatwione, oczekują cię od przyszłego tygodnia. - Powiedziała spokojnie.
- Tak szybko? - Zdziwiłam się.
- Zagrożenie jest coraz większe, a nie potrafisz jeszcze się odpowiednio bronić.
- A co z Is? Przyjaźnimy się, jest dla mnie jak rodzona siostra. - Babcia spojrzała na mnie z szokiem. Czyżbym powiedziała coś nie tak?
- Będziesz musiała z tym pogodzić. - I wyszła. Ostatnio zauważyłam, że moje życie jest jak domino, jak jedna rzecz się wali, to reszta idzie w jej ślady. Samej strasznie mi się nudziło. Nie miałam co robić, postanowiłam przejrzeć rzeczy znajdujące się na strychu. Może znajdę coś ciekawego. Poszłam na górę, było tam pełno kurzu, wszystko było przykryte starymi płótnami. Szarpnęłam jedno z płócien ze stosu rupieci spadła jedna, tajemnicza książka, prosto przed moimi stopami. Tak właściwie, to, to nie była książka tylko jakiś stary album ze zdjęciami. Jedna z fotografii wypadła z albumu. Podniosłam je i dokładnie obejrzałam. Przedstawiało....


sobota, 1 lutego 2014

Impossible

                                                      ROZDZIAŁ III

     Obudziłam się o szóstej rano, jak to zwykle muszę o tej porze wstawać do szkoły. Bolała mnie jeszcze głowa, pewnie jeszcze się nie wyspałam. Chętnie bym pospała no ale, kto za mnie pójdzie do szkoły. No nic, wstałam, wyjęłam z szafy świeże ubranie, bo jakimś cudem nawet się nie przebrałam w piżamę. Otworzyłam jeszcze okno i poszłam wziąć prysznic. Gdy przechodziłam z łazienki do pokoju poczułam pyszny zapach dochodzący z dołu..mm babcia robi śniadanie, mniam. Szybko pościeliłam łóżko, spakowałam się i zbiegłam na dół do kuchni. Zastałam tam babcie..i latające naleśniki. Wszystko mi się przypomniało,rany, jednak, to prawda jest tą czarodziejką...ugh ja nie chce. No, bo wspominała coś o szkole, która ma mnie nauczyć czarować. A co z Is? Nie zostawię jej, jest moją najlepszą przyjaciółką. No super dochodzi do tego to , że będę musiała ją okłamywać, ale..może też ma jakieś magiczne moce. A, jeżeli nie..., to w końcu jestem wyjątkowa prawda i to ja posiadam potężną moc i to ja decyduje co robię. Jednak, to wszytko ma jakiś mały plusik, ale czym jest mały plusik w porównaniu do miliona minusów? No, na przykład to , że mam jechać do tej szkoły albo pokonać jakieś wampiry. Niestety, to mi nie wygląda na sen, czyli muszę się z tym zmierzyć...dla rodziców, którzy zginęli przez wampiry. Usiadłam przy stole i patrzałam jak przede mną ląduję zastawa stołowa, naleśniki, a na nie lejący się syrop klonowy. Serio..wiem o czarach może od dwunastu godzin, a ona już pokazuje co umie? Nie wiem, ale przez to wszystko trochę się do niej zraziłam, moje zaufanie do niej spadło. Tak jak apetyt, latające naleśniki już nie wyglądają tak apetycznie.
-Witaj słonko, jak się spało?- Zapytała babcia całując mnie w czubek głowy.
-Cześć babciu, a dobrze.
-No ja mam nadzieję..-Sięgnęłam po widelec i wzięłam kęs naleśnika, który rozpłynął mi się w ustach. Mmm.., w sumie latające naleśniki nie są takiezłe. Zjadłam śniadanie, pobiegłam na górę umyć zęby i ruszyłam ku drzwiom. Niestety, moje trampki były całe obłocone..eh, no nic. Jako tako je wyczyściłam, założyłam skórzaną kurtkę i zarzuciłam na ramię torbę.
-To ja wychodzę. - Oznajmiłam babci i wyszłam na ganek, w moja twarz uderzył powiew zimnego wiatru. Przypomniało mi się , że miałam ja spytać o to czy mogę powiedzieć Is. Wróciłam się.
-Babciu, to ja ponownie, chciałam zapytać, czy mogę o tym powiedzieć Is?
-O czym konkretnie?
-Eh, a o czym wczoraj rozmawiałyśmy?
-Pewnie i, tak jak powiem, że nie to i tak jej powiesz, a więc  po co pytasz?- Miała racje i tak jej powiem.
-Racja, ufam jej, więc jej powiem. Pa!-Tym razem wyszłam na dobre, ruszyłam powolnym krokiem w kierunku przystanku autobusowego.Niestety, musiałam chwilę poczekać, aż ten stary gruchot łaskawie zawita. Leniwie weszłam do pustego o tej porze autobusu i przywitałam się z naszym kierowcą.
-Hej Marge.
-Witaj kwiatuszku.- Marge, to była pulchna kobieta o ciemnym kolorze skóry. Była miła i razem z Is za nią przepadałyśmy. Pamiętam jak raz podzieliła się ze mną swoimi wypiekami na kiermasz szkolny. Te jej ciastka maślane..mmm. Zasiadłam standardowo na ostatnim miejscu od strony okna i czekałam, aż cała hołota ze szkoły przyjdzie i zakłóci harmonijny spokój. Szczególnie czekając na Is, aby jej wszystko powiedzieć, mam nadzieje, że mnie nie odrzuci. Minęło może z dziesięć minut i już autobus powoli się zapełniał. W końcu wsiadła Is.
-Hej hej hej-Przywitała się siadając obok i przytulając mnie.
-Hej.-Odpowiedziałam i zaczęłam się zastanawiać, czy jej powiedzieć. Nie no powiem..., ale, czy nie odwróci się ode mnie? Nie..nie powinna, przyjaźnimy się w końcu ponad jedenaście lat. Tak wiem sporo, a więc obawy, czy mnie odrzuci odhaczone. Teraz kwestia, czy mnie nie wyda.., jeżeli, to zrobi będę mogła jej coś zrobić prawda..? W każdym bądź razie ufam jej, mówimy sobie każde sekrety. A po tylu latach przyjaźni wyczuje, że coś ściemniam jak palnie coś typu "Coś się dzieje?". Czyli wychodzi na to , że jej powiem. Ale nie tu, zbyt dużo ludzi, którzy tylko czekają aż padnie jakieś podejrzane słowo i po całej szkole roznoszą plotki. Jak jakaś zaraza. W szkole jej powiem, w toalecie albo w schowku.
    Dojechałyśmy, wysiadłyśmy i ruszyłyśmy do wejścia szkoły. Na parkingu roiło się od tak zwanych fejmów, czy też swagów. Popisywali się swoimi autami, nowymi ciuszkami. Oj, bo rzygnę. Eh..no nic na szczęście mam Is, jedyną normalną w tej szkole. Jakby nie patrząc, to chyba naprawdę jest jedyną normalną. No, bo ja się do nich już nie zaliczam i dochodzi do tego ten Dave. Normalnie jak z jakiegoś filmu, czy coś. Tylko, że to jest realne. Tak samo jak lekcja łaciny, która mnie czeka. Niestety, u nas w szkole jest tak, że przy zapisywaniu się wybierasz przedmioty, na które chodzisz. A moja babcia akurat bardzo naciskała na łacinę. Po co mi ona?
-Do zobaczenia Is - Pożegnałyśmy się, ona szła na zajęcia ze sztuki. Zazdroszczę jej.
-Powodzenia na łacinie.
-Dzięki..-Ruszyłam w stronę klasy.
-A właśnie Is!-Przypomniało mi się o tym, że muszę jej o wszystkim powiedzieć.
-Tak?
-Spotkajmy się na przerwie na lunch przy schowku woźnego!
-Eh..okej-Powiedziała, to z lekkim niepokojem. Odwróciłam się i poszłam do klasy. Dopiero teraz zauważyłam, że na łacinę chodził także Dave..eh! Nie dość, że znów ten dreszcz, który robił się coraz bardziej nieprzyjemny, to zajął znów miejsce blisko mnie. Czyli przy oknie, ławka trzecia. On druga..normalnie najlepszy poranek świata. Pokierowałam się w przeciwną stronę, pod ścianę, nie chciałam znów mieć tych dreszczy albo z nim gadać.
    Lekcje minęły spokojnie, no prawie, gdyż niektóre zajęcia miałam z Dave'em i parę razy napotkałam jego wzrok, przez co dostawałam znów tego dreszczu, który coraz bardziej przypominał lekkie porażenie prądem. Gdy w końcu zadzwonił zbawienny dzwonek obwieszczający koniec lekcji, wyszłam czym prędzej z sali i kierowałam się szybko na umówione miejsce.Żeby tylko nikt nas nie podsłuchał, ale nie no nie ma nawet takiej opcji.
-No jesteś nareszcie! Co chciałaś mi takiego powiedzieć, że musiałyśmy się tutaj spotkać?- Wskazała z niesmakiem na obskurne drzwi od schowka.
-Muszę Ci coś powiedzieć, co nawet dla mnie jest niezrozumiałe, ale..- przerwała mi Is.
-I musisz mi, to powiedzieć właśnie tu?
-Tak...Is zrozumiesz jak ci wszystko opowiem, a teraz właź-Otworzyłam drzwi schowka i dałam jej pierwszej wejść.
-A nie możemy w łazience na trzecim piętrze? Tam nikogo nie ma - Błagała. Uległam jej prośbie i poszłyśmy do łazienki. Gdy byłyśmy na miejscu upewniłam się, że nikogo nie ma. Po skończeniu inspekcji wróciłam do przedsionka, gdzie czekała Is. Opowiedziałam jej całą historię, z każdym kolejnym słowem jej oczy z niedowierzania się rozszerzały.
-No i jest jeszcze ten Dave..totalnie nie wiem, co robić, czy wierzyć w, to, czy nie - żaliłam się.
-J-jesteś czarodziejką..., a D-dave wampirem...-Powiedziała w osłupieniu, po czym dodała-Wow, a to ja myślałam, że moje problemy są masakryczne. I nie martw się dotrzymam obietnicy.
-Dzięki Is..
-Ale..musisz mi coś pokazać.
-Wiesz nigdy jeszcze nie próbowałam, no, ale mogę spróbować.-Zamknęłam oczy i skupiłam się. Spróbowałam zrobić, tak jak widziałam, to na filmach. Poczułam jak moje ręce drżą, a następnie mrowienie w karku.
-E-emily..zobacz-szepnęła Is. Powoli podniosłam powieki. Ujrzałam niebieskie strumienie, które zaczęły otaczać nasze ciała.
-Hahaha...-zaczęła Is lekko chichotać.-To gilgocze...przestań..-Miała rację, te strumienie światła były przyjemnie ciepłe i lekko gilgotały. Promienie nadal wychodziły z moich rąk, czyli, to wszystko o czarach i wampirach, to prawda. Kiedy szłam wzrokiem za jednym ze strumieni zauważyłam w okienku jakiś cień. Promienie szybko znikły, gdy przestałam się na nich skupiać.
-Ej co jest?
-Nie wiem, ale chyba coś złego tu się czai...
-Myślisz, że to Dave..?-Podeszłam do okienka i zbliżyłam twarz tak, że prawie nosem dotykałam szybki. Nikogo nie było, ale ja czułam, że coś tu nie gra. Nagle równie blisko tylko po drugiej stronie szybki pojawiła się twarz Dave'a.Jego oczy przybrały kolor wściekłej czerwieni. Przeszył mnie naprawdę potworny dreszcz, upadłam na podłogę. Is stała przerażona pod ścianą, jak najdalej od drzwi, które otworzyły się. Stał w nich Dave.
-A, jednak to prawda , to ty jesteś tą dziewczyną z legendy - Powiedział. Zaczęłam się bać, nie chcę tak marnie kończyć.-I prawdą jest to, że należy cię zgładzić - Uśmiechnął się złowieszczo i zrobił krok w moją stronę. Poczołgałam się w tył tak daleko, póki nie napotkałam ściany. No myśl musisz coś zrobić! Obronić się! Zbliżał się, postanowiłam wystawić przed siebie ręce. Poczułam jak impuls przeszedł z ramion do rąk, tym razem wystrzeliły czerwone. Odepchnęły go tak mocno, że zrobił dziurę w ścianie i wpadł do klasy, drzwi łazienki i umywalki przy wejściu także eksplodowały. W powietrzu był kurz, a dookoła odłamki drzwi, czy tynku. Is zemdlała...chyba była ranna, ze mną w sumie nie było lepiej...obraz miałam rozmazany i trzeszczało mi w głowie. Aż w końcu wszystko totalnie znikło, odpłynęło.