Rozdział XII
-Nie, to zadanie zostawiam Evad'owi, gdyby coś się stało Ty jesteś cenniejszy, bo widzisz, gdy ja umrę tobie pozostawię moc. Twój brat jest zbyt porywczy i lekkomyślny, nie zrobiłby z tej mocy pożytku. Twoim zadaniem będzie wyruszenie w alpy po wywar..choć nadal zastanawiam się jak mam was do tego wszystkiego przydzielić.. hm..- Wstał i zaczął chodzić po pomieszczeniu z kąta w kąt tupiąc przy tym butami o marmurową podłogę. Czemu wszyscy myślą, że jak wstaną i zaczną chodzić to wena twórcza do nich nagle napłynie? Jedyne co można zrobić to niepotrzebnie się rozproszyć, z resztą nie tylko siebie.. coraz bardziej to tuptanie działa mi na nerwy.
- Skończysz wreszcie? - Warknąłem w jego kierunku, po chwili można było usłyszeć odbijające się od ściany do ściany echo.
- Hm? Mówiłeś coś Dave?- Spytał jakby nagle obudzony z transu. Świetnie nie dość, że nieświadomie mnie irytuje, to jeszcze ignoruje. Żyć nie umierać.
- Pytałem czy mógłbyś w końcu skończyć chodzić..
- Lepiej się koncentruję jak moje nogi są w ruchu..
- To naucz koncentrować się na siedząco!- Wysapałem.
- No już, nie denerwuj się tak..
- Właściwie, skoro macie zamiar odnaleźć tę księgę to po co chcecie pytać Emily? Przecież wiadome, że nic nie wie, a tym bardziej jej siostra, ona jeszcze tydzień temu nie wiedziała, że ma siostrę!
- Zawsze trzeba się upewnić, po za tym, co się tak o nie martwisz? Przecież wiesz, na czym polega wydobywanie mocy z czarownic..Nie ma szansy żeby to przeżyły..
- O czym ty mówisz..- Zdziwiłem się.
- Arthur ci nie mówił? - Tym razem on się zdziwił.
- Wygląda na to, że zapomniał mi łaskawie wspomnieć..
- Żeby pozbawić kogoś mocy i przypisać ją sobie, trzeba podać osobie eliksir, później poprzez rytuał pozbawić ciało duszy. Ofiara cierpi w niewyobrażalnej agonii, cała moc zostaje wyssana z duszą i krwią, która przechodzi na osobę wykonującą rytuał..- Z każdym kolejnym słowem moje oczy coraz to szerzej się otwierały. Przecież..nie, nie mogę tego zrobić, wolałbym sam zginąć niż je poświęcić. Musi być jakieś wyjście. Myśl, no myśl! Ze zdenerwowania przeczesałem włosy drżącymi rękoma, zaczesując je przy tym do tyłu. Skoro Thres chce żebym wyruszył do czarodzieja, po wywar dla Evada, to, to zrobię.
- Kiedy mam wyruszyć? - Spytałem.
- Teraz.
*Oczami Emily*
Obudziłam się z głuchym szmerem w głowie, ile ja mogłam spać? Przetarłam oczy wolną ręką, spojrzałam w miejsce gdzie, ostatnio widziałam Is. Niestety, teraz nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek tam była.
- Gdzie jesteś? Co się z tobą dzieje? - Zadawałam sobie pytania, nie wypowiadając ich na głos. - Proszę, nie zostawiaj mnie..- Rozbrzmiał mój głos po pomieszczeniu, robiąc głuche echo. Brzmiał tak nienaturalnie rozpaczliwie i chrypliwie, jakby ktoś inny mówił za mnie. Po chwili oczy zaszły mi się łzami i patrzałam jak krople spadają na podłogę robiąc malutką kałużę. Rękoma oplotłam ciasno nogi i tak po kilku minutach albo godzinach ponownie zasnęłam.
Poczułam czyjeś ręce ściskające mnie za ramiona. Zaspanym wzrokiem spojrzałam na stojącą nade mną osobę, czy to.. Dave? Nie, to musi być nadal sen, uszczypnęłam się w rękę. Ułć!
- Co Ty robisz? - Spytał beznamiętnie. A jednak, to nie sen.. w jednej chwili rzuciłam się mu na szyję, przyciskając twarz do jego torsu. Mogłam usłyszeć rytmiczne bicie jego serca..
- Nie mogę uwierzyć, że tu jesteś..- Szepnęłam.- Dave.. tak bardzo się za tobą stęskniłam..- Ujęłam jego twarz w ręce.
- Jak widać, pomyliłaś mnie z tą gorszą wersją.. ale nie powiem, miłe przywitanie.- Momentalnie odsunęłam się od niego, na co zareagował przerażającym śmiechem, kompletnie nie podobnym do Dave.- Ale do rzeczy, nie przyszedłem tu po to, żeby się z tobą drażnić, musisz udzielić mi ważnych informacji na temat tego jak mamy sporządzić eliksir..
- Jaki eliksir..?- Spytałam w osłupieniu.
- Tylko mi nie mów, że nic nie wiesz, bo w to nie uwierzę.. a z resztą i tak dowiem się wszystkiego..- Podszedł do mnie i złapał za nadgarstek, po czym zaczął ciągnąć w kierunku wyjścia. Gdy próbowałam się wyszarpać z jego uścisku ten przycisnął mnie do ściany kuląc się tak, że miał teraz oczy na przeciw moich. - Jeśli będziesz próbować się wydostać, to spotka Cię kara, a tego nie chcemy. - Powiedział, po czym wysunął ostre jak brzytwa kły. Dwa razy mi nie musiał powtarzać, mechanicznie przytaknęłam głową i już chwilę później szliśmy plątaniną korytarzy w niekończącą się nicość..
Po jakimś czasie krążenia w górę i dół w końcu dotarliśmy do ogromnej jadalni, przy stole znajdującym się na środku już ktoś siedział.
- Teraz? Może dasz mi jakieś wskazówki? Albo, gdzie dokładnie iść? - Spytał się ktoś..
- Radziłbym Ci nie rzucać się na niego, tak jak przed chwilą na mnie..- Szepnął mi prosto do ucha Evad. Podeszliśmy do stołu i zajęliśmy miejsca obok Dave'a i Thres'a jak mniemam. - Wuju, mogę porozmawiać z tobą na osobności? - Po trwającym wieczność ociąganiu się Thres'a w końcu wyszli, pozostawiając mnie i Dave'a samych.
- Pamiętaj, cokolwiek, by się nie stało i czegokolwiek, by Ci mówili nie wierz im, dobrze? Zaufaj mi, mam plan, uratuję nas, tylko proszę, zaufaj mi.- Poinformował mnie na jednym wdechu.
- Co? Jaki plan? - Spytałam.
- Nie mogę Ci powiedzieć, bo mogą Cię przepytać, a wtedy, jeśli się o wszystkim dowiedzą życie każdego z nas będzie wisieć na włosku. Po prostu mi zaufaj i nie wierz w żadne ich słowo. Obiecaj.
- Obiecuję.
-Nie, to zadanie zostawiam Evad'owi, gdyby coś się stało Ty jesteś cenniejszy, bo widzisz, gdy ja umrę tobie pozostawię moc. Twój brat jest zbyt porywczy i lekkomyślny, nie zrobiłby z tej mocy pożytku. Twoim zadaniem będzie wyruszenie w alpy po wywar..choć nadal zastanawiam się jak mam was do tego wszystkiego przydzielić.. hm..- Wstał i zaczął chodzić po pomieszczeniu z kąta w kąt tupiąc przy tym butami o marmurową podłogę. Czemu wszyscy myślą, że jak wstaną i zaczną chodzić to wena twórcza do nich nagle napłynie? Jedyne co można zrobić to niepotrzebnie się rozproszyć, z resztą nie tylko siebie.. coraz bardziej to tuptanie działa mi na nerwy.
- Skończysz wreszcie? - Warknąłem w jego kierunku, po chwili można było usłyszeć odbijające się od ściany do ściany echo.
- Hm? Mówiłeś coś Dave?- Spytał jakby nagle obudzony z transu. Świetnie nie dość, że nieświadomie mnie irytuje, to jeszcze ignoruje. Żyć nie umierać.
- Pytałem czy mógłbyś w końcu skończyć chodzić..
- Lepiej się koncentruję jak moje nogi są w ruchu..
- To naucz koncentrować się na siedząco!- Wysapałem.
- No już, nie denerwuj się tak..
- Właściwie, skoro macie zamiar odnaleźć tę księgę to po co chcecie pytać Emily? Przecież wiadome, że nic nie wie, a tym bardziej jej siostra, ona jeszcze tydzień temu nie wiedziała, że ma siostrę!
- Zawsze trzeba się upewnić, po za tym, co się tak o nie martwisz? Przecież wiesz, na czym polega wydobywanie mocy z czarownic..Nie ma szansy żeby to przeżyły..
- O czym ty mówisz..- Zdziwiłem się.
- Arthur ci nie mówił? - Tym razem on się zdziwił.
- Wygląda na to, że zapomniał mi łaskawie wspomnieć..
- Żeby pozbawić kogoś mocy i przypisać ją sobie, trzeba podać osobie eliksir, później poprzez rytuał pozbawić ciało duszy. Ofiara cierpi w niewyobrażalnej agonii, cała moc zostaje wyssana z duszą i krwią, która przechodzi na osobę wykonującą rytuał..- Z każdym kolejnym słowem moje oczy coraz to szerzej się otwierały. Przecież..nie, nie mogę tego zrobić, wolałbym sam zginąć niż je poświęcić. Musi być jakieś wyjście. Myśl, no myśl! Ze zdenerwowania przeczesałem włosy drżącymi rękoma, zaczesując je przy tym do tyłu. Skoro Thres chce żebym wyruszył do czarodzieja, po wywar dla Evada, to, to zrobię.
- Kiedy mam wyruszyć? - Spytałem.
- Teraz.
*Oczami Emily*
Obudziłam się z głuchym szmerem w głowie, ile ja mogłam spać? Przetarłam oczy wolną ręką, spojrzałam w miejsce gdzie, ostatnio widziałam Is. Niestety, teraz nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek tam była.
- Gdzie jesteś? Co się z tobą dzieje? - Zadawałam sobie pytania, nie wypowiadając ich na głos. - Proszę, nie zostawiaj mnie..- Rozbrzmiał mój głos po pomieszczeniu, robiąc głuche echo. Brzmiał tak nienaturalnie rozpaczliwie i chrypliwie, jakby ktoś inny mówił za mnie. Po chwili oczy zaszły mi się łzami i patrzałam jak krople spadają na podłogę robiąc malutką kałużę. Rękoma oplotłam ciasno nogi i tak po kilku minutach albo godzinach ponownie zasnęłam.
Poczułam czyjeś ręce ściskające mnie za ramiona. Zaspanym wzrokiem spojrzałam na stojącą nade mną osobę, czy to.. Dave? Nie, to musi być nadal sen, uszczypnęłam się w rękę. Ułć!
- Co Ty robisz? - Spytał beznamiętnie. A jednak, to nie sen.. w jednej chwili rzuciłam się mu na szyję, przyciskając twarz do jego torsu. Mogłam usłyszeć rytmiczne bicie jego serca..
- Nie mogę uwierzyć, że tu jesteś..- Szepnęłam.- Dave.. tak bardzo się za tobą stęskniłam..- Ujęłam jego twarz w ręce.
- Jak widać, pomyliłaś mnie z tą gorszą wersją.. ale nie powiem, miłe przywitanie.- Momentalnie odsunęłam się od niego, na co zareagował przerażającym śmiechem, kompletnie nie podobnym do Dave.- Ale do rzeczy, nie przyszedłem tu po to, żeby się z tobą drażnić, musisz udzielić mi ważnych informacji na temat tego jak mamy sporządzić eliksir..
- Jaki eliksir..?- Spytałam w osłupieniu.
- Tylko mi nie mów, że nic nie wiesz, bo w to nie uwierzę.. a z resztą i tak dowiem się wszystkiego..- Podszedł do mnie i złapał za nadgarstek, po czym zaczął ciągnąć w kierunku wyjścia. Gdy próbowałam się wyszarpać z jego uścisku ten przycisnął mnie do ściany kuląc się tak, że miał teraz oczy na przeciw moich. - Jeśli będziesz próbować się wydostać, to spotka Cię kara, a tego nie chcemy. - Powiedział, po czym wysunął ostre jak brzytwa kły. Dwa razy mi nie musiał powtarzać, mechanicznie przytaknęłam głową i już chwilę później szliśmy plątaniną korytarzy w niekończącą się nicość..
Po jakimś czasie krążenia w górę i dół w końcu dotarliśmy do ogromnej jadalni, przy stole znajdującym się na środku już ktoś siedział.
- Teraz? Może dasz mi jakieś wskazówki? Albo, gdzie dokładnie iść? - Spytał się ktoś..
- Radziłbym Ci nie rzucać się na niego, tak jak przed chwilą na mnie..- Szepnął mi prosto do ucha Evad. Podeszliśmy do stołu i zajęliśmy miejsca obok Dave'a i Thres'a jak mniemam. - Wuju, mogę porozmawiać z tobą na osobności? - Po trwającym wieczność ociąganiu się Thres'a w końcu wyszli, pozostawiając mnie i Dave'a samych.
- Pamiętaj, cokolwiek, by się nie stało i czegokolwiek, by Ci mówili nie wierz im, dobrze? Zaufaj mi, mam plan, uratuję nas, tylko proszę, zaufaj mi.- Poinformował mnie na jednym wdechu.
- Co? Jaki plan? - Spytałam.
- Nie mogę Ci powiedzieć, bo mogą Cię przepytać, a wtedy, jeśli się o wszystkim dowiedzą życie każdego z nas będzie wisieć na włosku. Po prostu mi zaufaj i nie wierz w żadne ich słowo. Obiecaj.
- Obiecuję.