Translate

sobota, 30 sierpnia 2014

Impossible

                                                       Rozdział XII

    -Nie, to zadanie zostawiam Evad'owi, gdyby coś się stało Ty jesteś cenniejszy, bo widzisz, gdy ja umrę tobie pozostawię moc. Twój brat jest zbyt porywczy i lekkomyślny, nie zrobiłby z tej mocy pożytku. Twoim zadaniem będzie wyruszenie w alpy po wywar..choć nadal zastanawiam się jak mam was do tego wszystkiego przydzielić.. hm..- Wstał i zaczął chodzić po pomieszczeniu z kąta w kąt tupiąc przy tym butami o marmurową podłogę. Czemu wszyscy myślą, że jak wstaną i zaczną chodzić to wena twórcza do nich nagle napłynie? Jedyne co można zrobić to niepotrzebnie się rozproszyć, z resztą nie tylko siebie.. coraz bardziej to tuptanie działa mi na nerwy.
- Skończysz wreszcie? - Warknąłem w jego kierunku, po chwili można było usłyszeć odbijające się od ściany do ściany echo.
- Hm? Mówiłeś coś Dave?- Spytał jakby nagle obudzony z transu. Świetnie nie dość, że nieświadomie mnie irytuje, to jeszcze ignoruje. Żyć nie umierać.
- Pytałem czy mógłbyś w końcu skończyć chodzić..
- Lepiej się koncentruję jak moje nogi są w ruchu..
- To naucz koncentrować się na siedząco!- Wysapałem.
- No już, nie denerwuj się tak..
- Właściwie, skoro macie zamiar odnaleźć tę księgę to po co chcecie pytać Emily? Przecież wiadome, że nic nie wie, a tym bardziej jej siostra, ona jeszcze tydzień temu nie wiedziała, że ma siostrę!
- Zawsze trzeba się upewnić, po za tym, co się tak o nie martwisz? Przecież wiesz, na czym polega wydobywanie mocy z czarownic..Nie ma szansy żeby to przeżyły..
- O czym ty mówisz..- Zdziwiłem się.
- Arthur ci nie mówił? - Tym razem on się zdziwił.
- Wygląda na to, że zapomniał mi łaskawie wspomnieć..
- Żeby pozbawić kogoś mocy i przypisać ją sobie, trzeba podać osobie eliksir, później poprzez rytuał pozbawić ciało duszy. Ofiara cierpi w niewyobrażalnej agonii, cała moc zostaje wyssana z duszą i krwią, która przechodzi na osobę wykonującą rytuał..- Z każdym kolejnym słowem moje oczy coraz to szerzej się otwierały. Przecież..nie, nie mogę tego zrobić, wolałbym sam zginąć niż je poświęcić. Musi być jakieś wyjście. Myśl, no myśl! Ze zdenerwowania przeczesałem włosy drżącymi rękoma, zaczesując je przy tym do tyłu. Skoro Thres chce żebym wyruszył do czarodzieja, po wywar dla Evada, to, to zrobię.
- Kiedy mam wyruszyć? - Spytałem.
- Teraz.
                                                              *Oczami Emily*

    Obudziłam się z głuchym szmerem w głowie, ile ja mogłam spać? Przetarłam oczy wolną ręką, spojrzałam w miejsce gdzie, ostatnio widziałam Is. Niestety, teraz nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek tam była.
- Gdzie jesteś? Co się z tobą dzieje? - Zadawałam sobie pytania, nie wypowiadając ich na głos. - Proszę, nie zostawiaj mnie..- Rozbrzmiał mój głos po pomieszczeniu, robiąc głuche echo. Brzmiał tak nienaturalnie rozpaczliwie i chrypliwie, jakby ktoś inny mówił za mnie. Po chwili oczy zaszły mi się łzami i patrzałam jak krople spadają na podłogę robiąc malutką kałużę. Rękoma oplotłam ciasno nogi i tak po kilku minutach albo godzinach ponownie zasnęłam.

    Poczułam czyjeś ręce ściskające mnie za ramiona. Zaspanym wzrokiem spojrzałam na stojącą nade mną osobę, czy to.. Dave? Nie, to musi być nadal sen, uszczypnęłam się w rękę. Ułć!
- Co Ty robisz? - Spytał beznamiętnie. A jednak, to nie sen.. w jednej chwili rzuciłam się mu na szyję, przyciskając twarz do jego torsu. Mogłam usłyszeć rytmiczne bicie jego serca..
- Nie mogę uwierzyć, że tu jesteś..- Szepnęłam.- Dave.. tak bardzo się za tobą stęskniłam..- Ujęłam jego twarz w ręce.
- Jak widać, pomyliłaś mnie z tą gorszą wersją.. ale nie powiem, miłe przywitanie.- Momentalnie odsunęłam się od niego, na co zareagował przerażającym śmiechem, kompletnie nie podobnym do Dave.- Ale do rzeczy, nie przyszedłem tu po to, żeby się z tobą drażnić, musisz udzielić mi ważnych informacji na temat tego jak mamy sporządzić eliksir..
- Jaki eliksir..?- Spytałam w osłupieniu.
- Tylko mi nie mów, że nic nie wiesz, bo w to nie uwierzę.. a z resztą i tak dowiem się wszystkiego..- Podszedł do mnie i złapał za nadgarstek, po czym zaczął ciągnąć w kierunku wyjścia. Gdy próbowałam się wyszarpać z jego uścisku ten przycisnął mnie do ściany kuląc się tak, że miał teraz oczy na przeciw moich. - Jeśli będziesz próbować się wydostać, to spotka Cię kara, a tego nie chcemy. - Powiedział, po czym wysunął ostre jak brzytwa kły. Dwa razy mi nie musiał powtarzać, mechanicznie przytaknęłam głową i już chwilę później szliśmy plątaniną korytarzy w niekończącą się nicość..
 
    Po jakimś czasie krążenia w górę i dół w końcu dotarliśmy do ogromnej jadalni, przy stole znajdującym się na środku już ktoś siedział.
- Teraz? Może dasz mi jakieś wskazówki? Albo, gdzie dokładnie iść? - Spytał się ktoś..
- Radziłbym Ci nie rzucać się na niego, tak jak przed chwilą na mnie..- Szepnął mi prosto do ucha Evad. Podeszliśmy do stołu i zajęliśmy miejsca obok Dave'a i Thres'a jak mniemam. - Wuju, mogę porozmawiać z tobą na osobności? - Po trwającym wieczność ociąganiu się Thres'a w końcu wyszli, pozostawiając mnie i Dave'a samych.
- Pamiętaj, cokolwiek, by się nie stało i czegokolwiek, by Ci mówili nie wierz im, dobrze? Zaufaj mi, mam plan, uratuję nas, tylko proszę, zaufaj mi.- Poinformował mnie na jednym wdechu.
- Co? Jaki plan? - Spytałam.
- Nie mogę Ci powiedzieć, bo mogą Cię przepytać, a wtedy, jeśli się o wszystkim dowiedzą życie każdego z nas będzie wisieć na włosku. Po prostu mi zaufaj i nie wierz w żadne ich słowo. Obiecaj.
- Obiecuję.






środa, 20 sierpnia 2014

Impossible

                                                                  Rozdział XI
     Obudziłem się na czymś miękkim, otworzyłem oczy, wytężając przy tym wszystkie zmysły. Leżałem na wielkim małżeńskim łożu przyozdobionym baldachimem, o wzorzystym, czerwonym kolorze. Wziąłem głęboki wdech, do nozdrzy wpłynął mi zapach silnej stęchlizny zmieszanej z nieprzyjemną wonią fiołków, nie znoszę fiołków. Skrzywiłem się. Delikatnie, na tyle, ile pozwalały mi moje obrażenia podniosłem się na łokciach. Niestety, gdy wampir spożyje mało krwi ( tak jak to było w moim przypadku) nie jest w stanie w pełni się uzdrowić, pozostaje, wtedy osłabiony. Przeczołgałem się na skraj łoża i wolną ręką odsłoniłem zasłonę, tak, że mogłem w pełni rozejrzeć się po pomieszczeniu. Na drugim końcu pokoju stał Thres w towarzystwie mojego domniemanego brata, dyskutowali na jakiś temat zawzięcie.
-.. zajmij się tą drugą, może wyciągniesz z niej jakieś informacje.- Powiedział Thres przeglądając jakąś starą księgę, obłożoną starą popękaną skórą i pożółkłymi stronami. Wertował każdą stronę z taką zaciekłością, że jeszcze trochę a księga znalazłaby się na drugim końcu pokoju.
- I co powiem? " Zabiję cię, jeśli nie powiesz mi jak mamy was zabić." Nie wydaje ci się to śmieszne? To chyba oczywiste, że jeśli nawet wie, jak mamy dokładnie sporządzić wywar to i tak nam tego dobrowolnie nie powie. Tym bardziej, że będzie chciała chronić tą drugą. - Odpowiedział mu z przekąsem Evad.
- Dla tego, jeśli dobrowolnie nam tego nie powie, my ją do tego zmusimy. - Uśmiechnął się chytrze, podszedł do najbliższej pułki na której stało mnóstwo maleńkich, zakurzonych  fiolek. Wziął jedną z nich i podał Evad'owi.
- Jeśli nie będzie chciała współpracować, wlejesz nie więcej niż 3 krople do napoju albo jedzenia.
- I co nam to da?
- Przewagę, wcześniej czy później będzie musiała coś zjeść.- Wzruszył teatralnie ramionami, utrzymując przy tym obojętny wyraz twarzy.
    Evad niechętnie przystanął na tę propozycję, ale w końcu zabrał fiolkę i wyszedł z pokoju. Gdy był przy drzwiach spojrzał na wuja zrezygnowany, westchnął i trzaskając zamknął za sobą drzwi.
    I co mam teraz zrobić? Nawet jeśli rzuciłbym się do drzwi to na drodze stanie mi wujaszek i cały misterny plan szlag trafi. Bezsilny opadłem z powrotem na łóżko.
- Śpiąca królewna już wstała, hm? - Kotara zasłaniająca łóżko nagle się rozsunęła i ukazał mi się wuj z osobliwym wyrazem twarzy, gdy uchwyciłem jego spojrzenie poczułem nieprzyjemny dreszcz. Spojrzałem na niego z taką pogardą i niesmakiem na jaki było mnie tylko stać.
- Widzę, że długo nie piłeś - Wskazał moją posiniaczoną rękę. - Chodź, zejdziemy do jadalni, wyglądasz blado musisz się posilić.
- Co chcesz w zamian?
- Czego mam chcieć? Jesteś moim siostrzeńcem, moim obowiązkiem jest się tobą opiekować - Uśmiechnął się przy tym ironicznie. Jeszcze chwile a wybuchłbym gromkim śmiechem.
- Gdzie byłeś przez te wszystkie lata? Kto się mną opiekował? Wtedy to nie było twoim obowiązkiem, nie obchodziłem Cie i nic się w tej kwestii nie zmieniło. - Ostatkiem sił wstałem i stanąłem naprzeciw wuja. - Z resztą ja również nie jestem Ci dłużny.
-Radziłbym Ci być trochę milszy, inaczej wszystko odbije się na twojej księżniczce..- Spojrzałem w jego oczy, nie wyrażały nic innego niż kpinę i rozbawienie. 
-Coś jej zrobił?! - Krzyknąłem i złapałem za kołnierz jego koszuli przyciskając go do ściany.
- Jak na razie nic, ale dzięki tobie zarobi kilka dodatkowych tortur.. o tak już to czuję..- Roześmiał się ukazując rząd ostrych jak brzytwa zębów. 
-Czego chcesz? Co mam zrobić? - Spytałem przez zaciśnięte zęby. 
-Popracujemy jeszcze nad twoją uprzejmością, ale na razie chodźmy do jadalni, wyglądasz strasznie blado, jestem pewien, że zechcesz coś zjeść.- Otworzył drzwi i gestem ręki zachęcał mnie do wyjścia przodem, niechętnie doczłapałem się w jego kierunku i wyszedłem na korytarz. Szliśmy tak przez plątaninę korytarzy, schodów, mijając co chwila portrety osób o nieznanych mi twarzach. Na suficie wisiały ogromne, bogato ozdobione żyrandole, zaś na podłodze był położony długi ręcznie wyszywany czerwony dywan. 
    W końcu weszliśmy do ogromnej sali, gdzie przez środek przechodził wielki długi stół przystrojony pięknym koronkowym obrusem. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, na ścianach po prawej stronie wisiały różnokolorowe gobeliny, zaś z lewej przez ogromne mozajkowe witraże wlewało się światło, dając nietuzinkowy efekt i charakter całemu pomieszczeniu. Zajęliśmy miejsca naprzeciw siebie, po chwili przyszedł chłopak, niewiele młodszy ode mnie z kryształowym naczyniem jak do ponczu, w środku nie było nic innego jak szkarłatnego koloru krew. Nalał ją do szklanki, po czym mi podał, ukłonił się z gracją i bezszelestnie poszedł w kierunku, z którego przyszedł. Powąchałem zawartość, czy to.. 
-Nie martw się, oddał ją dobrowolnie. - Poinformował mnie łaskawie wuj.
- Nie wątpię. - Wypiłem całość duszkiem i odstawiłem szklankę na miejsce.- Tak więc, czego ode mnie chcesz? Co mam zrobić? I o co chodziło z tym eliksirem?
- Jak wiesz, od wielu lat pragnąłem zdobyć moc tych dziewczyn. Wszystko co mi potrzeba to sposób w jaki mam przygotować eliksir. Istnieją dwa światy, wodny i lądowy, na każdą z nich przypada jedna księga. Jak wiesz, lądową posiadam ja.Wszystko co było mi potrzebne do wykonania rytuału było w niej zawarte, ich rodzice wiedzieli co się kroi i postanowili wykraść mi akurat tą jedną kartkę, która najbardziej mnie interesuje..Oczywiście po tym jak zauważyłem, że owej kartki nie ma, wysłałem za nimi twoich rodziców, resztę już znasz..
- A co z lądowym? Nie wmówisz mi przecież, że nie próbowałeś jej wykraść..
- Tak, próbowałem.. rzecz w tym, że jest to bardzo ryzykowne. Wszystko znajduje się pod wodą, Samo dojście do księgi jest bardzo trudne, pilnują jej bowiem różne morskie stwory. Jest tam ogromna ilość raf, które działają usypiająco na wampiry, czasem nawet zbyt duża ilość może zabić. Cały proces może trwać nawet kilka dni, a jak wiesz.. wampiry tyle nie mogą wytrzymać bez powietrza.. dla tego, gdy kilku moich ludzi nie wróciło przestałem polegać na tej księdze.
- Wampir może przebywać pod wodą kilka godzin.. nie mówiąc o dniach..
- Właśnie, jedyne miejsce,  osoba która jest w stanie sporządzić wywar dzięki któremu można być pod wodą przez prawie tydzień. Trzeba iść wysoko w alpy, następnie dojść do groty mylnej, przejść przez sieć korytarzy aż do wyjścia po drugiej stronie. Stamtąd bardzo łatwo można dojść do groty czarodzieja, który sporządza te właśnie wywary z minerałów zawartych w skałach.
- Mówisz mi to, bo chcesz żebym wyruszył jako kolejny śmiałek?