ROZDZIAŁ II
Powoli wracała mi świadomość co się ze mną dzieje. Leżałam na kanapie przykryta kocem pod kołdrą, a na czole miałam mokry ręcznik. Powoli podniosłam powieki, wszytko mnie bolało. W pokoju było ciemno, jedyne światło padało z palącego się kominka. O dach nadal uderzały krople, czyli nie byłam długo nieprzytomna. Podniosłam się powoli zdejmując ręcznik. Rozejrzałam się, byłam sama.
-Babciu..?-zapytałam prawie szeptem, pewnie tego nie usłyszała. Spróbowałam wstać, ale moje obolałe ciało się temu sprzeciwiło.-Babciu?- Zapytałam nieco głośniej. Usłyszałam ciche kroki dochodzące z kuchni, chwile potem zobaczyłam ją w drzwiach. W ręce trzymała kubek. Podeszła i położyła rękę na moim czole.
-Powinnaś jeszcze leżeć-Powiedziała.
-Ale nie chcę. Czuję się dobrze -Skłamałam, czułam się okropnie. Głowa mnie strasznie bolała tak mocno, że nie mogłam się prawie na niczym skupić. Ale muszę wytrzymać i dowiedzieć się od niej prawdy.
-Masz, wypij to.-Podała mi kubek.
-Co to?-Spojrzałam podejrzliwie.
-Nie otrujesz się, to herbata z ziół przecież zawsze ją pijesz.
-No tak..-Odebrałam ją i wzięłam łyk. Babcia usiadła naprzeciwko mnie w fotelu. Nastała cisza. Aha, czyli nie zamierza mi wyjaśnić co odstawiała, czemu zemdlałam? Okej, to ja zacznę.
-Chcę wiedzieć..co ty robiłaś i czemu zemdlałam.
-Słonko...może nie teraz?
-Nie! Teraz, chcę wiedzieć!-Wybuchłam gwałtownie. Co się ze mną dzieje?- Najpierw jakiś dziwny chłopak przez, którego przechodzą mnie dreszcze...potem liścik..-Głowa na powrót zaczęła mnie potwornie boleć.
-Jakie dreszcze? Uspokój się i powiedz wszystko. - Babcia była spokojna i opanowana, a mnie od środka rozsadzało. Wdech i wydech.
-Dziś w szkole wypowiadaliśmy się na temat fantastyki, wiesz te całe brednie wilki, wampiry. No i jak wracałam, to taki nowy chłopak mnie obserwował. Kiedy też się na niego spojrzałam przeszedł mnie dreszcz...A liścik no...napisał do mnie...
-Pokaż mi go. - Nie no...znów stała się taka spięta. Wstałam, zakręciło mi się w głowie, nogi miałam jak z waty. Cudem doszłam do plecaka z niego wyjęłam piórnik, a z niego liścik. Podałam go babci i wróciłam na swoje miejsce biorąc do rąk kubek, który przyjemnie grzał moje ręce. Otworzyła go. Przypomniało mi się co tam jest napisane wiem kim jesteś...dowiesz się w swoim czasie..Nawet na samą myśl przechodził mnie dreszcz. Przeczytała go, zwinęła i milczała. Leżał teraz na jej wyprostowanej dłoni. Dłoń w jednej chwili zaniosła się ogniem. Płomień pochłoną papier i zniknął, a dłoń była nietknięta. Ale jak to możliwe! Czy ja dobrze widzę? Ten dzień jest coraz bardziej chory.
-J-jak, to m-możliwe...- Spytałam zszokowana.
-Już spokojnie, to normalne ty też tak potrafisz, ale musisz, to w sobie rozwinąć.
-Ale..
-Ćśśś..daj mi wytłumaczyć tak? Czas byś poznała prawdę.
-Jaką prawdę?
-Całą, jest mi przykro, ale przez cały czas cię okłamywałam. Dla twojego dobra.
-Jak to mnie okłamywałaś?-Znów wybuchłam. Wstałam gwałtownie, a kubek upadł na podłogę rozlewając zawartość. Jak to mnie okłamywała? Może jeszcze mi powie, że nie jest moją babcią?
-Emily..
-No co? Opiekujesz się mną ile? Ponad piętnaście lat i nagle wyjeżdżasz z tym, że mnie okłamywałaś!
-Przykro mi, ale to było konieczne..
-Tak? A co mogłam zginąć?
-Prawdopodobnie tak.
-Aha...i lepiej kogoś okłamywać. Zawsze mówiłaś, że prawda jest najważniejsza, a teraz, to co?
-Emily...daj mi wyjaśnić!-Po raz pierwszy uniosła głos, trochę się przestraszyłam i poczułam się źle. Krzyczałam na nią, Rany co tu się dzieje! Pokornie usiadłam i czekałam aż zacznie mi wszystko tłumaczać.
-Po pierwsze twoi rodzice nie zginęli w pożarze.-Mm..zapowiada się bardzo ciekawie. Rozumiem wciskała mi kit, w którym rodzice zginęli w pożarze domu. Nasz dom zapalił się w nocy, rodzice obudzili się za późno. Mama ruszyła, by mnie ratować, tata ruszył ku wejściu. Niestety, dom porządnie płonął i, kiedy szedł część się na niego zawaliła. Zawaliła się też droga powrotna dla mamy. Miała do wyboru skok przez okno albo spłonąć żywcem. Postanowiła skoczyć plecami w dół, przez co ja cudem ocalałam, a ona zginęła. I oto taką historię znałam. Ciekawe jak było naprawdę.
-Zginęli, bo ich zaatakowano. A mianowicie przez wampiry. Musisz wiedzieć, że toczymy z nimi walkę o dobro i zło. My, czyli czarodzieje, pochodzisz z rodu czarodziei i to potężnego, który swoją historią sięga...ooo parę tysięcy lat wstecz. Tak samo jak wampiry, które chcą pojąć od nas potężną moc wypijając naszą krew. Ale nasze czary na szczęście są silne i potrafią je odgonić. Niestety, czasem są słabe albo jesteśmy nieuważni i, wtedy atakują. A nasza krew z naszą mocą dawała, im siłę. Pradawna legenda mówi, że na świat ma przyjść dziewczynka o kruczoczarnych włosach jak niebo w nocy, o jasnej cerze jak dusza jej przodków. O oczach niebieskich jak źródlana rzeka, a jej moc ma być potężna jak góry wzbijające się ponad niebo nawet wyższa..-Czy ona mówi o mnie? Czy tylko sobie ze mnie żartuje albo jest tak stara, że już traci zmysły, a ten ogień, to wymysł mojej wyobraźni?-I chyba obydwie wiemy o kogo tu chodzi.
-O mnie..?
-Tak, jesteś jedyną czarodziejką, która urodziła się z taką cerą i z taką historią swoich przodków.
-To jest nas więcej?
-Oczywiście, że nie jesteśmy jednym rodem czarodziei jest ich więcej na całym świecie, ale wampirów także nie brak. Ale wracając do śmierci twoich rodziców. Wampiry dowiedziały się o legendzie i rozdzieliły się, by zabić każdą dziewczynkę, która przyszła na świat, by nie pozwolić jej żyć, by nie posiadła potężnej mocy i, by nie zmiotła ich z ziemi. Dotarły także do twojego domu, na szczęście twoi rodzice byli gotowi stanąć do walki i oddać za ciebie życie. Tydzień przed ich walką przynieśli mi ciebie. A, kiedy poszłam zobaczyć, czy udało, im się przeżyć zastałam ich martwych..ich i wampiry. Wprowadzili do swojej krwi truciznę, przez co byłaś bezpieczna. Od tego czasu chronię cię jak tylko się da. Czasem tu przychodzili i walczyli z czarami chroniącymi dom oczywiście się dowiedzieli. Dziesięć lat temu ustali próbom przełamania czarów, a teraz powracają, a ja nie jestem już na tyle silna, by cię chronić. Musisz się usamodzielnić i wszystkiego się nauczyć. Sama zacząć się bronić, być czujna. I oto cała prawda. - Na koniec uśmiechnęła się promiennie. - A no i może już wiesz kim jest Dave?
-I co ja jestem czarodziejką? A on..wampirem?
-Mhm..-Wstała i wyjęła z szuflady jakiś kij.. Zaczęła nim machać, z nikąd wyleciały promienie światła i powędrowały do kubka leżącego na podłodze. Tak jakby cofnęła czas, kubek wrócił na stół wraz z jego zawartością.
-I co? Powiedziałaś mi prawdę i tyle? Nie dasz mi mojej różdżki? Nie nauczysz mnie niczego?
-Ja ci tego nie dam, musisz się udać do specjalnej szkoły.
-Co?
-Jutro porozmawiamy, jest już późno i pewnie jesteś zmęczona. Za dużo informacji jak na jeden dzień. Idź spać, jutro masz szkołę.
-Ale ja nie chce spać..
-Już na górę, bo zamienię cię w ropuchę!-Spojrzałam na nią ze zdumieniem i strachem...potrafiłaby, to zrobić? Jeżeli potrafi..., bo szczerze nie wierze w, to wszystko no może w sześćdziesięciu procentach. Ale, jeżeli tak potrafi, to nie chce być jakąś obślizgłą ropuchą no i głowa mi pęka ma racje muszę odpocząć. Poszłam grzecznie na górę. Opadłam na łóżko zakryłam się, byle, jak i przed snem myślałam jeszcze nad tym wszystkim. I co niby jestem czarodziejką, która ma zniszczyć wampiry, to przecież takie nierealne...I jeszcze ten chłopak Dave, że on jest wampirem...? Chociaż wyjaśniało, by, to te dreszcze..Myślałam tak i myślałam i nawet nie zauważyłam, kiedy sen mnie pogrążył...
Powoli wracała mi świadomość co się ze mną dzieje. Leżałam na kanapie przykryta kocem pod kołdrą, a na czole miałam mokry ręcznik. Powoli podniosłam powieki, wszytko mnie bolało. W pokoju było ciemno, jedyne światło padało z palącego się kominka. O dach nadal uderzały krople, czyli nie byłam długo nieprzytomna. Podniosłam się powoli zdejmując ręcznik. Rozejrzałam się, byłam sama.
-Babciu..?-zapytałam prawie szeptem, pewnie tego nie usłyszała. Spróbowałam wstać, ale moje obolałe ciało się temu sprzeciwiło.-Babciu?- Zapytałam nieco głośniej. Usłyszałam ciche kroki dochodzące z kuchni, chwile potem zobaczyłam ją w drzwiach. W ręce trzymała kubek. Podeszła i położyła rękę na moim czole.
-Powinnaś jeszcze leżeć-Powiedziała.
-Ale nie chcę. Czuję się dobrze -Skłamałam, czułam się okropnie. Głowa mnie strasznie bolała tak mocno, że nie mogłam się prawie na niczym skupić. Ale muszę wytrzymać i dowiedzieć się od niej prawdy.
-Masz, wypij to.-Podała mi kubek.
-Co to?-Spojrzałam podejrzliwie.
-Nie otrujesz się, to herbata z ziół przecież zawsze ją pijesz.
-No tak..-Odebrałam ją i wzięłam łyk. Babcia usiadła naprzeciwko mnie w fotelu. Nastała cisza. Aha, czyli nie zamierza mi wyjaśnić co odstawiała, czemu zemdlałam? Okej, to ja zacznę.
-Chcę wiedzieć..co ty robiłaś i czemu zemdlałam.
-Słonko...może nie teraz?
-Nie! Teraz, chcę wiedzieć!-Wybuchłam gwałtownie. Co się ze mną dzieje?- Najpierw jakiś dziwny chłopak przez, którego przechodzą mnie dreszcze...potem liścik..-Głowa na powrót zaczęła mnie potwornie boleć.
-Jakie dreszcze? Uspokój się i powiedz wszystko. - Babcia była spokojna i opanowana, a mnie od środka rozsadzało. Wdech i wydech.
-Dziś w szkole wypowiadaliśmy się na temat fantastyki, wiesz te całe brednie wilki, wampiry. No i jak wracałam, to taki nowy chłopak mnie obserwował. Kiedy też się na niego spojrzałam przeszedł mnie dreszcz...A liścik no...napisał do mnie...
-Pokaż mi go. - Nie no...znów stała się taka spięta. Wstałam, zakręciło mi się w głowie, nogi miałam jak z waty. Cudem doszłam do plecaka z niego wyjęłam piórnik, a z niego liścik. Podałam go babci i wróciłam na swoje miejsce biorąc do rąk kubek, który przyjemnie grzał moje ręce. Otworzyła go. Przypomniało mi się co tam jest napisane wiem kim jesteś...dowiesz się w swoim czasie..Nawet na samą myśl przechodził mnie dreszcz. Przeczytała go, zwinęła i milczała. Leżał teraz na jej wyprostowanej dłoni. Dłoń w jednej chwili zaniosła się ogniem. Płomień pochłoną papier i zniknął, a dłoń była nietknięta. Ale jak to możliwe! Czy ja dobrze widzę? Ten dzień jest coraz bardziej chory.
-J-jak, to m-możliwe...- Spytałam zszokowana.
-Już spokojnie, to normalne ty też tak potrafisz, ale musisz, to w sobie rozwinąć.
-Ale..
-Ćśśś..daj mi wytłumaczyć tak? Czas byś poznała prawdę.
-Jaką prawdę?
-Całą, jest mi przykro, ale przez cały czas cię okłamywałam. Dla twojego dobra.
-Jak to mnie okłamywałaś?-Znów wybuchłam. Wstałam gwałtownie, a kubek upadł na podłogę rozlewając zawartość. Jak to mnie okłamywała? Może jeszcze mi powie, że nie jest moją babcią?
-Emily..
-No co? Opiekujesz się mną ile? Ponad piętnaście lat i nagle wyjeżdżasz z tym, że mnie okłamywałaś!
-Przykro mi, ale to było konieczne..
-Tak? A co mogłam zginąć?
-Prawdopodobnie tak.
-Aha...i lepiej kogoś okłamywać. Zawsze mówiłaś, że prawda jest najważniejsza, a teraz, to co?
-Emily...daj mi wyjaśnić!-Po raz pierwszy uniosła głos, trochę się przestraszyłam i poczułam się źle. Krzyczałam na nią, Rany co tu się dzieje! Pokornie usiadłam i czekałam aż zacznie mi wszystko tłumaczać.
-Po pierwsze twoi rodzice nie zginęli w pożarze.-Mm..zapowiada się bardzo ciekawie. Rozumiem wciskała mi kit, w którym rodzice zginęli w pożarze domu. Nasz dom zapalił się w nocy, rodzice obudzili się za późno. Mama ruszyła, by mnie ratować, tata ruszył ku wejściu. Niestety, dom porządnie płonął i, kiedy szedł część się na niego zawaliła. Zawaliła się też droga powrotna dla mamy. Miała do wyboru skok przez okno albo spłonąć żywcem. Postanowiła skoczyć plecami w dół, przez co ja cudem ocalałam, a ona zginęła. I oto taką historię znałam. Ciekawe jak było naprawdę.
-Zginęli, bo ich zaatakowano. A mianowicie przez wampiry. Musisz wiedzieć, że toczymy z nimi walkę o dobro i zło. My, czyli czarodzieje, pochodzisz z rodu czarodziei i to potężnego, który swoją historią sięga...ooo parę tysięcy lat wstecz. Tak samo jak wampiry, które chcą pojąć od nas potężną moc wypijając naszą krew. Ale nasze czary na szczęście są silne i potrafią je odgonić. Niestety, czasem są słabe albo jesteśmy nieuważni i, wtedy atakują. A nasza krew z naszą mocą dawała, im siłę. Pradawna legenda mówi, że na świat ma przyjść dziewczynka o kruczoczarnych włosach jak niebo w nocy, o jasnej cerze jak dusza jej przodków. O oczach niebieskich jak źródlana rzeka, a jej moc ma być potężna jak góry wzbijające się ponad niebo nawet wyższa..-Czy ona mówi o mnie? Czy tylko sobie ze mnie żartuje albo jest tak stara, że już traci zmysły, a ten ogień, to wymysł mojej wyobraźni?-I chyba obydwie wiemy o kogo tu chodzi.
-O mnie..?
-Tak, jesteś jedyną czarodziejką, która urodziła się z taką cerą i z taką historią swoich przodków.
-To jest nas więcej?
-Oczywiście, że nie jesteśmy jednym rodem czarodziei jest ich więcej na całym świecie, ale wampirów także nie brak. Ale wracając do śmierci twoich rodziców. Wampiry dowiedziały się o legendzie i rozdzieliły się, by zabić każdą dziewczynkę, która przyszła na świat, by nie pozwolić jej żyć, by nie posiadła potężnej mocy i, by nie zmiotła ich z ziemi. Dotarły także do twojego domu, na szczęście twoi rodzice byli gotowi stanąć do walki i oddać za ciebie życie. Tydzień przed ich walką przynieśli mi ciebie. A, kiedy poszłam zobaczyć, czy udało, im się przeżyć zastałam ich martwych..ich i wampiry. Wprowadzili do swojej krwi truciznę, przez co byłaś bezpieczna. Od tego czasu chronię cię jak tylko się da. Czasem tu przychodzili i walczyli z czarami chroniącymi dom oczywiście się dowiedzieli. Dziesięć lat temu ustali próbom przełamania czarów, a teraz powracają, a ja nie jestem już na tyle silna, by cię chronić. Musisz się usamodzielnić i wszystkiego się nauczyć. Sama zacząć się bronić, być czujna. I oto cała prawda. - Na koniec uśmiechnęła się promiennie. - A no i może już wiesz kim jest Dave?
-I co ja jestem czarodziejką? A on..wampirem?
-Mhm..-Wstała i wyjęła z szuflady jakiś kij.. Zaczęła nim machać, z nikąd wyleciały promienie światła i powędrowały do kubka leżącego na podłodze. Tak jakby cofnęła czas, kubek wrócił na stół wraz z jego zawartością.
-I co? Powiedziałaś mi prawdę i tyle? Nie dasz mi mojej różdżki? Nie nauczysz mnie niczego?
-Ja ci tego nie dam, musisz się udać do specjalnej szkoły.
-Co?
-Jutro porozmawiamy, jest już późno i pewnie jesteś zmęczona. Za dużo informacji jak na jeden dzień. Idź spać, jutro masz szkołę.
-Ale ja nie chce spać..
-Już na górę, bo zamienię cię w ropuchę!-Spojrzałam na nią ze zdumieniem i strachem...potrafiłaby, to zrobić? Jeżeli potrafi..., bo szczerze nie wierze w, to wszystko no może w sześćdziesięciu procentach. Ale, jeżeli tak potrafi, to nie chce być jakąś obślizgłą ropuchą no i głowa mi pęka ma racje muszę odpocząć. Poszłam grzecznie na górę. Opadłam na łóżko zakryłam się, byle, jak i przed snem myślałam jeszcze nad tym wszystkim. I co niby jestem czarodziejką, która ma zniszczyć wampiry, to przecież takie nierealne...I jeszcze ten chłopak Dave, że on jest wampirem...? Chociaż wyjaśniało, by, to te dreszcze..Myślałam tak i myślałam i nawet nie zauważyłam, kiedy sen mnie pogrążył...

