Translate

sobota, 25 stycznia 2014

Impossible

                                                          ROZDZIAŁ II

 
     Powoli wracała mi świadomość co się ze mną dzieje. Leżałam na kanapie przykryta kocem pod kołdrą, a na czole miałam mokry ręcznik. Powoli podniosłam powieki, wszytko mnie bolało. W pokoju było ciemno, jedyne światło padało z palącego się kominka. O dach nadal uderzały krople, czyli nie byłam długo nieprzytomna. Podniosłam się powoli zdejmując ręcznik. Rozejrzałam się, byłam sama.
-Babciu..?-zapytałam prawie szeptem, pewnie tego nie usłyszała. Spróbowałam wstać, ale moje obolałe ciało się temu sprzeciwiło.-Babciu?- Zapytałam nieco głośniej. Usłyszałam ciche kroki dochodzące z kuchni, chwile potem zobaczyłam ją w drzwiach. W ręce trzymała kubek. Podeszła i położyła rękę na moim czole.
-Powinnaś jeszcze leżeć-Powiedziała.
-Ale nie chcę. Czuję się dobrze -Skłamałam, czułam się okropnie. Głowa mnie strasznie bolała tak mocno, że nie mogłam się prawie na niczym skupić. Ale muszę wytrzymać i dowiedzieć się od niej prawdy.
-Masz, wypij to.-Podała mi kubek.
-Co to?-Spojrzałam podejrzliwie.
-Nie otrujesz się, to herbata z ziół przecież zawsze ją pijesz.
-No tak..-Odebrałam ją i wzięłam łyk. Babcia usiadła naprzeciwko mnie w fotelu. Nastała cisza. Aha, czyli nie zamierza mi wyjaśnić co odstawiała, czemu zemdlałam? Okej, to ja zacznę.
-Chcę wiedzieć..co ty robiłaś i czemu zemdlałam.
-Słonko...może nie teraz?
-Nie! Teraz, chcę wiedzieć!-Wybuchłam gwałtownie. Co się ze mną dzieje?- Najpierw jakiś dziwny chłopak przez, którego przechodzą mnie dreszcze...potem liścik..-Głowa na powrót zaczęła mnie potwornie boleć.
-Jakie dreszcze? Uspokój się i powiedz wszystko. - Babcia była spokojna i opanowana, a mnie od środka rozsadzało. Wdech i wydech.
-Dziś w szkole wypowiadaliśmy się na temat fantastyki, wiesz te całe brednie wilki, wampiry. No i jak wracałam, to taki nowy chłopak mnie obserwował. Kiedy też się na niego spojrzałam przeszedł mnie dreszcz...A liścik no...napisał do mnie...
-Pokaż mi go. - Nie no...znów stała się taka spięta. Wstałam, zakręciło mi się w głowie, nogi miałam jak z waty. Cudem doszłam do plecaka z niego wyjęłam piórnik, a z niego liścik. Podałam go babci i wróciłam na swoje miejsce biorąc do rąk kubek, który przyjemnie grzał moje ręce. Otworzyła go. Przypomniało mi się co tam jest napisane wiem kim jesteś...dowiesz się w swoim czasie..Nawet na samą myśl przechodził mnie dreszcz. Przeczytała go, zwinęła i milczała. Leżał teraz na jej wyprostowanej dłoni. Dłoń w jednej chwili zaniosła się ogniem. Płomień pochłoną papier i zniknął, a dłoń była nietknięta. Ale jak to możliwe! Czy ja dobrze widzę? Ten dzień jest coraz bardziej chory.
-J-jak, to m-możliwe...- Spytałam zszokowana.
-Już spokojnie, to normalne ty też tak potrafisz, ale musisz, to w sobie rozwinąć.
-Ale..
-Ćśśś..daj mi wytłumaczyć tak? Czas byś poznała prawdę.
-Jaką prawdę?
-Całą, jest mi przykro, ale przez cały czas cię okłamywałam. Dla twojego dobra.
-Jak to mnie okłamywałaś?-Znów wybuchłam. Wstałam gwałtownie, a kubek upadł na podłogę rozlewając zawartość. Jak to mnie okłamywała? Może jeszcze mi powie, że nie jest moją babcią?
-Emily..
-No co? Opiekujesz się mną ile? Ponad piętnaście lat i nagle wyjeżdżasz z tym, że mnie okłamywałaś!
-Przykro mi, ale to było konieczne..
-Tak? A co mogłam zginąć?
-Prawdopodobnie tak.
-Aha...i lepiej kogoś okłamywać. Zawsze mówiłaś, że prawda jest najważniejsza, a teraz, to co?
-Emily...daj mi wyjaśnić!-Po raz pierwszy uniosła głos, trochę się przestraszyłam i poczułam się źle. Krzyczałam na nią, Rany co tu się dzieje! Pokornie usiadłam i czekałam aż zacznie mi wszystko tłumaczać.
-Po pierwsze twoi rodzice nie zginęli w pożarze.-Mm..zapowiada się bardzo ciekawie. Rozumiem wciskała mi kit, w którym rodzice zginęli w pożarze domu. Nasz dom zapalił się w nocy, rodzice obudzili się za późno. Mama ruszyła, by mnie ratować, tata ruszył ku wejściu. Niestety, dom porządnie płonął i, kiedy szedł część się na niego zawaliła. Zawaliła się też droga powrotna dla mamy. Miała do wyboru skok przez okno albo spłonąć żywcem. Postanowiła skoczyć plecami w dół, przez co ja cudem ocalałam, a ona zginęła. I oto taką historię znałam. Ciekawe jak było naprawdę.
-Zginęli, bo ich zaatakowano. A mianowicie przez wampiry. Musisz wiedzieć, że toczymy z nimi walkę o dobro i zło. My, czyli czarodzieje, pochodzisz z rodu czarodziei i to potężnego, który swoją historią sięga...ooo parę tysięcy lat wstecz. Tak samo jak wampiry, które chcą pojąć od nas potężną moc wypijając naszą krew. Ale nasze czary na szczęście są silne i potrafią je odgonić. Niestety, czasem są słabe albo jesteśmy nieuważni i, wtedy atakują. A nasza krew z naszą mocą dawała, im siłę. Pradawna legenda mówi, że na świat ma przyjść dziewczynka o kruczoczarnych włosach jak niebo w nocy, o jasnej cerze jak dusza jej przodków. O oczach niebieskich jak źródlana rzeka, a jej moc ma być potężna jak góry wzbijające się ponad niebo nawet wyższa..-Czy ona mówi o mnie? Czy tylko sobie ze mnie żartuje albo jest tak stara, że już traci zmysły, a ten ogień, to wymysł mojej wyobraźni?-I chyba obydwie wiemy o kogo tu chodzi.
-O mnie..?
-Tak, jesteś jedyną czarodziejką, która urodziła się z taką cerą i z taką historią swoich przodków.
-To jest nas więcej?
-Oczywiście, że nie jesteśmy jednym rodem czarodziei jest ich więcej na całym świecie, ale wampirów także nie brak. Ale wracając do śmierci twoich rodziców. Wampiry dowiedziały się o legendzie i rozdzieliły się, by zabić każdą dziewczynkę, która przyszła na świat, by nie pozwolić jej żyć, by nie posiadła potężnej mocy i, by nie zmiotła ich z ziemi. Dotarły także do twojego domu, na szczęście twoi rodzice byli gotowi stanąć do walki i oddać za ciebie życie. Tydzień przed ich walką przynieśli mi ciebie. A, kiedy poszłam zobaczyć, czy udało, im się przeżyć zastałam ich martwych..ich i wampiry. Wprowadzili do swojej krwi truciznę, przez co byłaś bezpieczna. Od tego czasu chronię cię jak tylko się da. Czasem tu przychodzili i walczyli z czarami chroniącymi dom oczywiście się dowiedzieli. Dziesięć lat temu ustali próbom przełamania czarów, a teraz powracają, a ja nie jestem już na tyle silna, by cię chronić. Musisz się usamodzielnić i wszystkiego się nauczyć. Sama zacząć się bronić, być czujna. I oto cała prawda. - Na koniec uśmiechnęła się promiennie. - A no i może już wiesz kim jest Dave?
-I co ja jestem czarodziejką? A on..wampirem?
-Mhm..-Wstała i wyjęła z szuflady jakiś kij.. Zaczęła nim machać, z nikąd wyleciały  promienie światła i powędrowały do kubka leżącego na podłodze. Tak jakby cofnęła czas, kubek wrócił na stół wraz z jego zawartością.
-I co? Powiedziałaś mi prawdę i tyle? Nie dasz mi mojej różdżki? Nie nauczysz mnie niczego?
-Ja ci tego nie dam, musisz się udać do specjalnej szkoły.
-Co?
-Jutro porozmawiamy, jest już późno i pewnie jesteś zmęczona. Za dużo informacji jak na jeden dzień. Idź spać, jutro masz szkołę.
-Ale ja nie chce spać..
-Już na górę, bo zamienię cię w ropuchę!-Spojrzałam na nią ze zdumieniem i strachem...potrafiłaby, to zrobić? Jeżeli potrafi..., bo szczerze nie wierze w, to wszystko no może w sześćdziesięciu procentach. Ale, jeżeli tak potrafi, to nie chce być jakąś obślizgłą ropuchą no i głowa mi pęka ma racje muszę odpocząć. Poszłam grzecznie na górę. Opadłam na łóżko zakryłam się, byle, jak i przed snem myślałam jeszcze nad tym wszystkim. I co niby jestem czarodziejką, która ma zniszczyć wampiry, to przecież takie nierealne...I jeszcze ten chłopak Dave, że on jest wampirem...? Chociaż wyjaśniało, by, to te dreszcze..Myślałam tak i myślałam i nawet nie zauważyłam, kiedy sen mnie pogrążył...

 





środa, 15 stycznia 2014

Impossible

                                                          ROZDZIAŁ I

-Nie wierze w wampiry, czy wilkołaki, ale w czary tak. A, to dlatego , że czary są bardziej realne od zmutowanych ludzi. Czasem się zdarzają nie wyjaśnione zjawiska. Na przykład, pojawienie się znikąd jakiś przedmiotów, a to zalicza się pod czary. I te zjawiska są widziane i potwierdzane. A, czy ktoś widział kiedykolwiek jakiegoś wilka, czy wampira? Nie sądzę, po za tym oni są silniejsi, szybsi i ogólnie lepsi. Gdyby chcieli mogliby nas po zabijać jednym ruchem, czy ''zmienić''. -Kończyłam właśnie swoją wypowiedź na zajęcia artystyczne, na których przerabialiśmy właśnie fantastykę.- I, to jest moje zdania na temat tych nie realnych istnień.-Lekko się skłoniłam i spojrzałam na nauczyciela.
-Dziękuję Panno Lotario. Otrzymujesz pięć plus, proszę usiądź.- Ruszyłam w stronę swojego miejsca. Idąc napotkałam wzrok tego nowego chłopaka, Dave'a. Siedział tuż przede mną, a jego wzrok był tajemniczy i przeszywający. Przeszedł mnie dreszcz, o co mu chodzi? Eh nieważne. Usiadłam obok mojej przyjaciółki Is, a raczej Isabel. Mówimy na siebie zdrobniale, ja do niej Is, a ona do mnie Em, od Emily. Is jest drobną blondynką o niebieskich oczach i jasnej cerze. A z charakteru jest wrażliwa i nieśmiała, ale umie pokazać pazurki, podobnie do mnie. Jedyne chyba co nas różni, to kolor włosów, ja mam czarne.
-Nieźle to powiedziałaś- Zwróciła się do mnie gdy zajęłam miejsce  koło niej.
-Dziękuję Is, a ty co powiesz?
-Ja? A no..wiesz...
-Zapomniałaś o tym prawda?
-Bingo
-Improwizacja?
-Improwizacja-Uśmiechnęłyśmy się do siebie.
-Panno Stevens, może teraz pani?- Odezwał się nauczyciel, to nazwisko Is. Nienawidzi go uważa, że jest zwyczajne i nudne.
-Trzymaj kciuki-Rzuciła wstając i idąc na środek klasy.
-Wilki, potwory wyjące do księżyca. Wampiry, istoty pijące ludzką krew...-Zapowiadało się ciekawie. Chciałam posłuchać, ale moją uwagę odwróciło lekkie dotknięcie mojej skóry na ramieniu przez papier. Spojrzałam w dół i zobaczyłam kartkę, otworzyłam ją i przeczytałam

                                              Wiem kim jesteś...                                                                               ~Dave 

  Podniosłam głowę i spojrzałam na jego plecy. O co mu chodzi? Co, to ma znaczyć "Wiem kim jesteś?" Ja też wiem kim jestem. Emily,normalna dziewczyna. Sięgnęłam po długopis,by mu odpisać.

    Co to ma znaczyć? Kim ty jesteś? O co ci chodzi? 

    Zwinęłam papierek i chciałam już mu go rzucić, ale wystawił rękę, podałam mu go. Podając lekko musnęłam jego skórę, przeszedł mnie kolejny dreszcz...nie był przyjemny. Odebrał go i natychmiast odpisał

Jeszcze nie wiesz? No cóż...dowiesz się w swoim czasie.

    Co? O co mu chodzi? O czym się dowiem? I, kiedy to będzie? Pierw, to spojrzenie, a teraz ten liścik? Chciałam znów mu odpisać, ale wracała Is. Schowałam go do piórnika.
-Brawo Is, improwizacja świetnie ci wychodzi.
-Dziękuję. Też tak myślę. - Resztę lekcji spędziłam siedząc jak na szpilkach, wciąż myślałam o tym liście i jego słowach. Może on sobie ze mnie żartuje? A co jak nie? Denerwuje się. Kiedy zadzwonił dzwonek drgnęłam, to tylko dzwonek..,pora na lunch. Zaczęłam się pakować i razem z Is poszłyśmy w kierunku stołówki.
-Myślisz, że stanie się cud i dziś podadzą coś normalnego?-Zapytała.
-Hm..nie sądzę- W naszej stołówce panowała zasada. Jeżeli nie masz kasy musisz jeść żarcie szkolne. Masz kasę kupujesz sobie jedzenie. Nie masz kasy i nie chcesz jeść stołówkowego żarcia? Robisz sobie sam. Proste. My z Is nosimy zawszę kasę, dziś kupiłyśmy sobie sałatki i sok pomarańczowy. Posiłek spędziłyśmy w milczeniu. Is przeglądała nowości w jakiejś gazetce, a ja przeczesywałam spojrzeniem stołówkę w poszukiwaniu Dave'a. Nie było go.Reszta dnia minęła normalnie, pomijając fakt, że wciąż myślałam o tych słowach i o jego wzroku. Nie mogłam o tym zapomnieć.
    Wsiadałyśmy właśnie do szkolnego autobusu. Tak niestety, jeżdżą nim ci, którzy nie mieli prawka. A moja babcia i rodzice Is nie pozwalają nam na zrobienie. Po pierwsze uważają, że jesteśmy za młode, a po drugie boją się dać nam wsiąść za kółko. Przez co jesteśmy zmuszone jeździć szkolnym busem. Zawsze zostaję sama, gdyż jako jedyna mieszkam najdalej i to jeszcze w środku lasu, wie o tym tylko Is. Wiem dziwne, ale mieszkam tam z babcią, to jej dom, w którym czuje się bezpiecznie, który ma specyficzny zapach w środku. Jest przytulny. Ale, mimo to tęsknię za poprzednim domem...no i rodzicami, którzy(tak jak babcia mi powiedziała) zginęli w pożarze naszego domu. Ja jedyna się uratowałam, ale nic nie pamiętam, bo miałam, zaledwie parę miesięcy. Ale z babcią, która trzyma się dobrze i nie zamierza zejść z tego świata, jest okej. Dojechałyśmy na ostatni przystanek, mój przystanek. Wzięłam plecak i ruszyłam ku drzwiom.
-Dzięki Marge- Podziękowałam jak zawsze naszej kierowniczce.
-Nie ma sprawy słonko. - Odpowiedziała. Ruszyłam przed siebie. Dom babci znajdował się w środku lasu, a bus tam nie podjeżdżał, a więc trzeba było się przejść. W połowie drogi zaczęło padać no, po prostu super. Naciągnęłam kurtkę na głowę i przyspieszyłam kroku. Nie chciałam iść w błocie. Kiedy byłam tuż tuż i widziałam nawet okna, a przez nie wydostające się światło usłyszałam szelest liści i łamanie gałązki. Odwróciłam się i spojrzałam na drzewa, nic, ciemność. Zaczęłam biec, błoto zdążyło powstać. Moje buty i spodnie były całe obłocone. Stałam już na ganku i dotykałam klamki, gdy znów usłyszałam jakiś ruch i cichy głosik. Natychmiast weszłam do domu. W twarz uderzyło mnie ciepłe powietrze i zapach różnorodnych ziół. Byłam bezpieczna.
-Babciu wróciłam!-Krzyknęłam zdejmując kurtkę i buty.
-Szybko wchodź, zamykaj drzwi i gaś światło-Babcia była jakaś zdenerwowana. Krzątała się od szafki do szafki wyjmując świece, jakieś zioła i olejki. O co tu chodzi?
-No już! Rób co ci każę-Zamknęłam posłusznie drzwi i zgasiłam światło. Usiadłam na kanapie przy zapalonych świeczkach i dymiących się ziołach. Ona chodziła po domu znacząc ściany olejkiem i szepcząc coś pod nosem. Co, to ma być? Ten dzień staje się coraz bardziej chory. Najpierw ten chłopak i ten jego list, następnie jakiś szelest w drzewach, a teraz to?! Babcia się zatrzymała i zesztywniała.
-Babciu, o co chodzi? Po co to wszystko? - Ale babcia nie odpowiadała, stała i patrzyła się na mnie..., to wszystko doprowadziło mnie do bólu głowy, no i ten dym z ziół...czułam, że upadam..., a potem nic tylko ciemność...


piątek, 22 listopada 2013

                                                                 Witajcie! ;)
                                                  Jestem początkującą  blogerką
                                                          Tak dla sprostowania ;)
                                                  Jak widać w opisie na samej górze
                                                     będzie o wszystkim po prostu.
                                             Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
                                                       
                                                            Pozdrawiam was!