ROZDZIAŁ III
Obudziłam się o szóstej rano, jak to zwykle muszę o tej porze wstawać do szkoły. Bolała mnie jeszcze głowa, pewnie jeszcze się nie wyspałam. Chętnie bym pospała no ale, kto za mnie pójdzie do szkoły. No nic, wstałam, wyjęłam z szafy świeże ubranie, bo jakimś cudem nawet się nie przebrałam w piżamę. Otworzyłam jeszcze okno i poszłam wziąć prysznic. Gdy przechodziłam z łazienki do pokoju poczułam pyszny zapach dochodzący z dołu..mm babcia robi śniadanie, mniam. Szybko pościeliłam łóżko, spakowałam się i zbiegłam na dół do kuchni. Zastałam tam babcie..i latające naleśniki. Wszystko mi się przypomniało,rany, jednak, to prawda jest tą czarodziejką...ugh ja nie chce. No, bo wspominała coś o szkole, która ma mnie nauczyć czarować. A co z Is? Nie zostawię jej, jest moją najlepszą przyjaciółką. No super dochodzi do tego to , że będę musiała ją okłamywać, ale..może też ma jakieś magiczne moce. A, jeżeli nie..., to w końcu jestem wyjątkowa prawda i to ja posiadam potężną moc i to ja decyduje co robię. Jednak, to wszytko ma jakiś mały plusik, ale czym jest mały plusik w porównaniu do miliona minusów? No, na przykład to , że mam jechać do tej szkoły albo pokonać jakieś wampiry. Niestety, to mi nie wygląda na sen, czyli muszę się z tym zmierzyć...dla rodziców, którzy zginęli przez wampiry. Usiadłam przy stole i patrzałam jak przede mną ląduję zastawa stołowa, naleśniki, a na nie lejący się syrop klonowy. Serio..wiem o czarach może od dwunastu godzin, a ona już pokazuje co umie? Nie wiem, ale przez to wszystko trochę się do niej zraziłam, moje zaufanie do niej spadło. Tak jak apetyt, latające naleśniki już nie wyglądają tak apetycznie.
-Witaj słonko, jak się spało?- Zapytała babcia całując mnie w czubek głowy.
-Cześć babciu, a dobrze.
-No ja mam nadzieję..-Sięgnęłam po widelec i wzięłam kęs naleśnika, który rozpłynął mi się w ustach. Mmm.., w sumie latające naleśniki nie są takiezłe. Zjadłam śniadanie, pobiegłam na górę umyć zęby i ruszyłam ku drzwiom. Niestety, moje trampki były całe obłocone..eh, no nic. Jako tako je wyczyściłam, założyłam skórzaną kurtkę i zarzuciłam na ramię torbę.
-To ja wychodzę. - Oznajmiłam babci i wyszłam na ganek, w moja twarz uderzył powiew zimnego wiatru. Przypomniało mi się , że miałam ja spytać o to czy mogę powiedzieć Is. Wróciłam się.
-Babciu, to ja ponownie, chciałam zapytać, czy mogę o tym powiedzieć Is?
-O czym konkretnie?
-Eh, a o czym wczoraj rozmawiałyśmy?
-Pewnie i, tak jak powiem, że nie to i tak jej powiesz, a więc po co pytasz?- Miała racje i tak jej powiem.
-Racja, ufam jej, więc jej powiem. Pa!-Tym razem wyszłam na dobre, ruszyłam powolnym krokiem w kierunku przystanku autobusowego.Niestety, musiałam chwilę poczekać, aż ten stary gruchot łaskawie zawita. Leniwie weszłam do pustego o tej porze autobusu i przywitałam się z naszym kierowcą.
-Hej Marge.
-Witaj kwiatuszku.- Marge, to była pulchna kobieta o ciemnym kolorze skóry. Była miła i razem z Is za nią przepadałyśmy. Pamiętam jak raz podzieliła się ze mną swoimi wypiekami na kiermasz szkolny. Te jej ciastka maślane..mmm. Zasiadłam standardowo na ostatnim miejscu od strony okna i czekałam, aż cała hołota ze szkoły przyjdzie i zakłóci harmonijny spokój. Szczególnie czekając na Is, aby jej wszystko powiedzieć, mam nadzieje, że mnie nie odrzuci. Minęło może z dziesięć minut i już autobus powoli się zapełniał. W końcu wsiadła Is.
-Hej hej hej-Przywitała się siadając obok i przytulając mnie.
-Hej.-Odpowiedziałam i zaczęłam się zastanawiać, czy jej powiedzieć. Nie no powiem..., ale, czy nie odwróci się ode mnie? Nie..nie powinna, przyjaźnimy się w końcu ponad jedenaście lat. Tak wiem sporo, a więc obawy, czy mnie odrzuci odhaczone. Teraz kwestia, czy mnie nie wyda.., jeżeli, to zrobi będę mogła jej coś zrobić prawda..? W każdym bądź razie ufam jej, mówimy sobie każde sekrety. A po tylu latach przyjaźni wyczuje, że coś ściemniam jak palnie coś typu "Coś się dzieje?". Czyli wychodzi na to , że jej powiem. Ale nie tu, zbyt dużo ludzi, którzy tylko czekają aż padnie jakieś podejrzane słowo i po całej szkole roznoszą plotki. Jak jakaś zaraza. W szkole jej powiem, w toalecie albo w schowku.
Dojechałyśmy, wysiadłyśmy i ruszyłyśmy do wejścia szkoły. Na parkingu roiło się od tak zwanych fejmów, czy też swagów. Popisywali się swoimi autami, nowymi ciuszkami. Oj, bo rzygnę. Eh..no nic na szczęście mam Is, jedyną normalną w tej szkole. Jakby nie patrząc, to chyba naprawdę jest jedyną normalną. No, bo ja się do nich już nie zaliczam i dochodzi do tego ten Dave. Normalnie jak z jakiegoś filmu, czy coś. Tylko, że to jest realne. Tak samo jak lekcja łaciny, która mnie czeka. Niestety, u nas w szkole jest tak, że przy zapisywaniu się wybierasz przedmioty, na które chodzisz. A moja babcia akurat bardzo naciskała na łacinę. Po co mi ona?
-Do zobaczenia Is - Pożegnałyśmy się, ona szła na zajęcia ze sztuki. Zazdroszczę jej.
-Powodzenia na łacinie.
-Dzięki..-Ruszyłam w stronę klasy.
-A właśnie Is!-Przypomniało mi się o tym, że muszę jej o wszystkim powiedzieć.
-Tak?
-Spotkajmy się na przerwie na lunch przy schowku woźnego!
-Eh..okej-Powiedziała, to z lekkim niepokojem. Odwróciłam się i poszłam do klasy. Dopiero teraz zauważyłam, że na łacinę chodził także Dave..eh! Nie dość, że znów ten dreszcz, który robił się coraz bardziej nieprzyjemny, to zajął znów miejsce blisko mnie. Czyli przy oknie, ławka trzecia. On druga..normalnie najlepszy poranek świata. Pokierowałam się w przeciwną stronę, pod ścianę, nie chciałam znów mieć tych dreszczy albo z nim gadać.
Lekcje minęły spokojnie, no prawie, gdyż niektóre zajęcia miałam z Dave'em i parę razy napotkałam jego wzrok, przez co dostawałam znów tego dreszczu, który coraz bardziej przypominał lekkie porażenie prądem. Gdy w końcu zadzwonił zbawienny dzwonek obwieszczający koniec lekcji, wyszłam czym prędzej z sali i kierowałam się szybko na umówione miejsce.Żeby tylko nikt nas nie podsłuchał, ale nie no nie ma nawet takiej opcji.
-No jesteś nareszcie! Co chciałaś mi takiego powiedzieć, że musiałyśmy się tutaj spotkać?- Wskazała z niesmakiem na obskurne drzwi od schowka.
-Muszę Ci coś powiedzieć, co nawet dla mnie jest niezrozumiałe, ale..- przerwała mi Is.
-I musisz mi, to powiedzieć właśnie tu?
-Tak...Is zrozumiesz jak ci wszystko opowiem, a teraz właź-Otworzyłam drzwi schowka i dałam jej pierwszej wejść.
-A nie możemy w łazience na trzecim piętrze? Tam nikogo nie ma - Błagała. Uległam jej prośbie i poszłyśmy do łazienki. Gdy byłyśmy na miejscu upewniłam się, że nikogo nie ma. Po skończeniu inspekcji wróciłam do przedsionka, gdzie czekała Is. Opowiedziałam jej całą historię, z każdym kolejnym słowem jej oczy z niedowierzania się rozszerzały.
-No i jest jeszcze ten Dave..totalnie nie wiem, co robić, czy wierzyć w, to, czy nie - żaliłam się.
-J-jesteś czarodziejką..., a D-dave wampirem...-Powiedziała w osłupieniu, po czym dodała-Wow, a to ja myślałam, że moje problemy są masakryczne. I nie martw się dotrzymam obietnicy.
-Dzięki Is..
-Ale..musisz mi coś pokazać.
-Wiesz nigdy jeszcze nie próbowałam, no, ale mogę spróbować.-Zamknęłam oczy i skupiłam się. Spróbowałam zrobić, tak jak widziałam, to na filmach. Poczułam jak moje ręce drżą, a następnie mrowienie w karku.
-E-emily..zobacz-szepnęła Is. Powoli podniosłam powieki. Ujrzałam niebieskie strumienie, które zaczęły otaczać nasze ciała.
-Hahaha...-zaczęła Is lekko chichotać.-To gilgocze...przestań..-Miała rację, te strumienie światła były przyjemnie ciepłe i lekko gilgotały. Promienie nadal wychodziły z moich rąk, czyli, to wszystko o czarach i wampirach, to prawda. Kiedy szłam wzrokiem za jednym ze strumieni zauważyłam w okienku jakiś cień. Promienie szybko znikły, gdy przestałam się na nich skupiać.
-Ej co jest?
-Nie wiem, ale chyba coś złego tu się czai...
-Myślisz, że to Dave..?-Podeszłam do okienka i zbliżyłam twarz tak, że prawie nosem dotykałam szybki. Nikogo nie było, ale ja czułam, że coś tu nie gra. Nagle równie blisko tylko po drugiej stronie szybki pojawiła się twarz Dave'a.Jego oczy przybrały kolor wściekłej czerwieni. Przeszył mnie naprawdę potworny dreszcz, upadłam na podłogę. Is stała przerażona pod ścianą, jak najdalej od drzwi, które otworzyły się. Stał w nich Dave.
-A, jednak to prawda , to ty jesteś tą dziewczyną z legendy - Powiedział. Zaczęłam się bać, nie chcę tak marnie kończyć.-I prawdą jest to, że należy cię zgładzić - Uśmiechnął się złowieszczo i zrobił krok w moją stronę. Poczołgałam się w tył tak daleko, póki nie napotkałam ściany. No myśl musisz coś zrobić! Obronić się! Zbliżał się, postanowiłam wystawić przed siebie ręce. Poczułam jak impuls przeszedł z ramion do rąk, tym razem wystrzeliły czerwone. Odepchnęły go tak mocno, że zrobił dziurę w ścianie i wpadł do klasy, drzwi łazienki i umywalki przy wejściu także eksplodowały. W powietrzu był kurz, a dookoła odłamki drzwi, czy tynku. Is zemdlała...chyba była ranna, ze mną w sumie nie było lepiej...obraz miałam rozmazany i trzeszczało mi w głowie. Aż w końcu wszystko totalnie znikło, odpłynęło.
Obudziłam się o szóstej rano, jak to zwykle muszę o tej porze wstawać do szkoły. Bolała mnie jeszcze głowa, pewnie jeszcze się nie wyspałam. Chętnie bym pospała no ale, kto za mnie pójdzie do szkoły. No nic, wstałam, wyjęłam z szafy świeże ubranie, bo jakimś cudem nawet się nie przebrałam w piżamę. Otworzyłam jeszcze okno i poszłam wziąć prysznic. Gdy przechodziłam z łazienki do pokoju poczułam pyszny zapach dochodzący z dołu..mm babcia robi śniadanie, mniam. Szybko pościeliłam łóżko, spakowałam się i zbiegłam na dół do kuchni. Zastałam tam babcie..i latające naleśniki. Wszystko mi się przypomniało,rany, jednak, to prawda jest tą czarodziejką...ugh ja nie chce. No, bo wspominała coś o szkole, która ma mnie nauczyć czarować. A co z Is? Nie zostawię jej, jest moją najlepszą przyjaciółką. No super dochodzi do tego to , że będę musiała ją okłamywać, ale..może też ma jakieś magiczne moce. A, jeżeli nie..., to w końcu jestem wyjątkowa prawda i to ja posiadam potężną moc i to ja decyduje co robię. Jednak, to wszytko ma jakiś mały plusik, ale czym jest mały plusik w porównaniu do miliona minusów? No, na przykład to , że mam jechać do tej szkoły albo pokonać jakieś wampiry. Niestety, to mi nie wygląda na sen, czyli muszę się z tym zmierzyć...dla rodziców, którzy zginęli przez wampiry. Usiadłam przy stole i patrzałam jak przede mną ląduję zastawa stołowa, naleśniki, a na nie lejący się syrop klonowy. Serio..wiem o czarach może od dwunastu godzin, a ona już pokazuje co umie? Nie wiem, ale przez to wszystko trochę się do niej zraziłam, moje zaufanie do niej spadło. Tak jak apetyt, latające naleśniki już nie wyglądają tak apetycznie.
-Witaj słonko, jak się spało?- Zapytała babcia całując mnie w czubek głowy.
-Cześć babciu, a dobrze.
-No ja mam nadzieję..-Sięgnęłam po widelec i wzięłam kęs naleśnika, który rozpłynął mi się w ustach. Mmm.., w sumie latające naleśniki nie są takiezłe. Zjadłam śniadanie, pobiegłam na górę umyć zęby i ruszyłam ku drzwiom. Niestety, moje trampki były całe obłocone..eh, no nic. Jako tako je wyczyściłam, założyłam skórzaną kurtkę i zarzuciłam na ramię torbę.
-To ja wychodzę. - Oznajmiłam babci i wyszłam na ganek, w moja twarz uderzył powiew zimnego wiatru. Przypomniało mi się , że miałam ja spytać o to czy mogę powiedzieć Is. Wróciłam się.
-Babciu, to ja ponownie, chciałam zapytać, czy mogę o tym powiedzieć Is?
-O czym konkretnie?
-Eh, a o czym wczoraj rozmawiałyśmy?
-Pewnie i, tak jak powiem, że nie to i tak jej powiesz, a więc po co pytasz?- Miała racje i tak jej powiem.
-Racja, ufam jej, więc jej powiem. Pa!-Tym razem wyszłam na dobre, ruszyłam powolnym krokiem w kierunku przystanku autobusowego.Niestety, musiałam chwilę poczekać, aż ten stary gruchot łaskawie zawita. Leniwie weszłam do pustego o tej porze autobusu i przywitałam się z naszym kierowcą.
-Hej Marge.
-Witaj kwiatuszku.- Marge, to była pulchna kobieta o ciemnym kolorze skóry. Była miła i razem z Is za nią przepadałyśmy. Pamiętam jak raz podzieliła się ze mną swoimi wypiekami na kiermasz szkolny. Te jej ciastka maślane..mmm. Zasiadłam standardowo na ostatnim miejscu od strony okna i czekałam, aż cała hołota ze szkoły przyjdzie i zakłóci harmonijny spokój. Szczególnie czekając na Is, aby jej wszystko powiedzieć, mam nadzieje, że mnie nie odrzuci. Minęło może z dziesięć minut i już autobus powoli się zapełniał. W końcu wsiadła Is.
-Hej hej hej-Przywitała się siadając obok i przytulając mnie.
-Hej.-Odpowiedziałam i zaczęłam się zastanawiać, czy jej powiedzieć. Nie no powiem..., ale, czy nie odwróci się ode mnie? Nie..nie powinna, przyjaźnimy się w końcu ponad jedenaście lat. Tak wiem sporo, a więc obawy, czy mnie odrzuci odhaczone. Teraz kwestia, czy mnie nie wyda.., jeżeli, to zrobi będę mogła jej coś zrobić prawda..? W każdym bądź razie ufam jej, mówimy sobie każde sekrety. A po tylu latach przyjaźni wyczuje, że coś ściemniam jak palnie coś typu "Coś się dzieje?". Czyli wychodzi na to , że jej powiem. Ale nie tu, zbyt dużo ludzi, którzy tylko czekają aż padnie jakieś podejrzane słowo i po całej szkole roznoszą plotki. Jak jakaś zaraza. W szkole jej powiem, w toalecie albo w schowku.
Dojechałyśmy, wysiadłyśmy i ruszyłyśmy do wejścia szkoły. Na parkingu roiło się od tak zwanych fejmów, czy też swagów. Popisywali się swoimi autami, nowymi ciuszkami. Oj, bo rzygnę. Eh..no nic na szczęście mam Is, jedyną normalną w tej szkole. Jakby nie patrząc, to chyba naprawdę jest jedyną normalną. No, bo ja się do nich już nie zaliczam i dochodzi do tego ten Dave. Normalnie jak z jakiegoś filmu, czy coś. Tylko, że to jest realne. Tak samo jak lekcja łaciny, która mnie czeka. Niestety, u nas w szkole jest tak, że przy zapisywaniu się wybierasz przedmioty, na które chodzisz. A moja babcia akurat bardzo naciskała na łacinę. Po co mi ona?
-Do zobaczenia Is - Pożegnałyśmy się, ona szła na zajęcia ze sztuki. Zazdroszczę jej.
-Powodzenia na łacinie.
-Dzięki..-Ruszyłam w stronę klasy.
-A właśnie Is!-Przypomniało mi się o tym, że muszę jej o wszystkim powiedzieć.
-Tak?
-Spotkajmy się na przerwie na lunch przy schowku woźnego!
-Eh..okej-Powiedziała, to z lekkim niepokojem. Odwróciłam się i poszłam do klasy. Dopiero teraz zauważyłam, że na łacinę chodził także Dave..eh! Nie dość, że znów ten dreszcz, który robił się coraz bardziej nieprzyjemny, to zajął znów miejsce blisko mnie. Czyli przy oknie, ławka trzecia. On druga..normalnie najlepszy poranek świata. Pokierowałam się w przeciwną stronę, pod ścianę, nie chciałam znów mieć tych dreszczy albo z nim gadać.
Lekcje minęły spokojnie, no prawie, gdyż niektóre zajęcia miałam z Dave'em i parę razy napotkałam jego wzrok, przez co dostawałam znów tego dreszczu, który coraz bardziej przypominał lekkie porażenie prądem. Gdy w końcu zadzwonił zbawienny dzwonek obwieszczający koniec lekcji, wyszłam czym prędzej z sali i kierowałam się szybko na umówione miejsce.Żeby tylko nikt nas nie podsłuchał, ale nie no nie ma nawet takiej opcji.
-No jesteś nareszcie! Co chciałaś mi takiego powiedzieć, że musiałyśmy się tutaj spotkać?- Wskazała z niesmakiem na obskurne drzwi od schowka.
-Muszę Ci coś powiedzieć, co nawet dla mnie jest niezrozumiałe, ale..- przerwała mi Is.
-I musisz mi, to powiedzieć właśnie tu?
-Tak...Is zrozumiesz jak ci wszystko opowiem, a teraz właź-Otworzyłam drzwi schowka i dałam jej pierwszej wejść.
-A nie możemy w łazience na trzecim piętrze? Tam nikogo nie ma - Błagała. Uległam jej prośbie i poszłyśmy do łazienki. Gdy byłyśmy na miejscu upewniłam się, że nikogo nie ma. Po skończeniu inspekcji wróciłam do przedsionka, gdzie czekała Is. Opowiedziałam jej całą historię, z każdym kolejnym słowem jej oczy z niedowierzania się rozszerzały.
-No i jest jeszcze ten Dave..totalnie nie wiem, co robić, czy wierzyć w, to, czy nie - żaliłam się.
-J-jesteś czarodziejką..., a D-dave wampirem...-Powiedziała w osłupieniu, po czym dodała-Wow, a to ja myślałam, że moje problemy są masakryczne. I nie martw się dotrzymam obietnicy.
-Dzięki Is..
-Ale..musisz mi coś pokazać.
-Wiesz nigdy jeszcze nie próbowałam, no, ale mogę spróbować.-Zamknęłam oczy i skupiłam się. Spróbowałam zrobić, tak jak widziałam, to na filmach. Poczułam jak moje ręce drżą, a następnie mrowienie w karku.
-E-emily..zobacz-szepnęła Is. Powoli podniosłam powieki. Ujrzałam niebieskie strumienie, które zaczęły otaczać nasze ciała.
-Hahaha...-zaczęła Is lekko chichotać.-To gilgocze...przestań..-Miała rację, te strumienie światła były przyjemnie ciepłe i lekko gilgotały. Promienie nadal wychodziły z moich rąk, czyli, to wszystko o czarach i wampirach, to prawda. Kiedy szłam wzrokiem za jednym ze strumieni zauważyłam w okienku jakiś cień. Promienie szybko znikły, gdy przestałam się na nich skupiać.
-Ej co jest?
-Nie wiem, ale chyba coś złego tu się czai...
-Myślisz, że to Dave..?-Podeszłam do okienka i zbliżyłam twarz tak, że prawie nosem dotykałam szybki. Nikogo nie było, ale ja czułam, że coś tu nie gra. Nagle równie blisko tylko po drugiej stronie szybki pojawiła się twarz Dave'a.Jego oczy przybrały kolor wściekłej czerwieni. Przeszył mnie naprawdę potworny dreszcz, upadłam na podłogę. Is stała przerażona pod ścianą, jak najdalej od drzwi, które otworzyły się. Stał w nich Dave.
-A, jednak to prawda , to ty jesteś tą dziewczyną z legendy - Powiedział. Zaczęłam się bać, nie chcę tak marnie kończyć.-I prawdą jest to, że należy cię zgładzić - Uśmiechnął się złowieszczo i zrobił krok w moją stronę. Poczołgałam się w tył tak daleko, póki nie napotkałam ściany. No myśl musisz coś zrobić! Obronić się! Zbliżał się, postanowiłam wystawić przed siebie ręce. Poczułam jak impuls przeszedł z ramion do rąk, tym razem wystrzeliły czerwone. Odepchnęły go tak mocno, że zrobił dziurę w ścianie i wpadł do klasy, drzwi łazienki i umywalki przy wejściu także eksplodowały. W powietrzu był kurz, a dookoła odłamki drzwi, czy tynku. Is zemdlała...chyba była ranna, ze mną w sumie nie było lepiej...obraz miałam rozmazany i trzeszczało mi w głowie. Aż w końcu wszystko totalnie znikło, odpłynęło.


