Translate

sobota, 1 lutego 2014

Impossible

                                                      ROZDZIAŁ III

     Obudziłam się o szóstej rano, jak to zwykle muszę o tej porze wstawać do szkoły. Bolała mnie jeszcze głowa, pewnie jeszcze się nie wyspałam. Chętnie bym pospała no ale, kto za mnie pójdzie do szkoły. No nic, wstałam, wyjęłam z szafy świeże ubranie, bo jakimś cudem nawet się nie przebrałam w piżamę. Otworzyłam jeszcze okno i poszłam wziąć prysznic. Gdy przechodziłam z łazienki do pokoju poczułam pyszny zapach dochodzący z dołu..mm babcia robi śniadanie, mniam. Szybko pościeliłam łóżko, spakowałam się i zbiegłam na dół do kuchni. Zastałam tam babcie..i latające naleśniki. Wszystko mi się przypomniało,rany, jednak, to prawda jest tą czarodziejką...ugh ja nie chce. No, bo wspominała coś o szkole, która ma mnie nauczyć czarować. A co z Is? Nie zostawię jej, jest moją najlepszą przyjaciółką. No super dochodzi do tego to , że będę musiała ją okłamywać, ale..może też ma jakieś magiczne moce. A, jeżeli nie..., to w końcu jestem wyjątkowa prawda i to ja posiadam potężną moc i to ja decyduje co robię. Jednak, to wszytko ma jakiś mały plusik, ale czym jest mały plusik w porównaniu do miliona minusów? No, na przykład to , że mam jechać do tej szkoły albo pokonać jakieś wampiry. Niestety, to mi nie wygląda na sen, czyli muszę się z tym zmierzyć...dla rodziców, którzy zginęli przez wampiry. Usiadłam przy stole i patrzałam jak przede mną ląduję zastawa stołowa, naleśniki, a na nie lejący się syrop klonowy. Serio..wiem o czarach może od dwunastu godzin, a ona już pokazuje co umie? Nie wiem, ale przez to wszystko trochę się do niej zraziłam, moje zaufanie do niej spadło. Tak jak apetyt, latające naleśniki już nie wyglądają tak apetycznie.
-Witaj słonko, jak się spało?- Zapytała babcia całując mnie w czubek głowy.
-Cześć babciu, a dobrze.
-No ja mam nadzieję..-Sięgnęłam po widelec i wzięłam kęs naleśnika, który rozpłynął mi się w ustach. Mmm.., w sumie latające naleśniki nie są takiezłe. Zjadłam śniadanie, pobiegłam na górę umyć zęby i ruszyłam ku drzwiom. Niestety, moje trampki były całe obłocone..eh, no nic. Jako tako je wyczyściłam, założyłam skórzaną kurtkę i zarzuciłam na ramię torbę.
-To ja wychodzę. - Oznajmiłam babci i wyszłam na ganek, w moja twarz uderzył powiew zimnego wiatru. Przypomniało mi się , że miałam ja spytać o to czy mogę powiedzieć Is. Wróciłam się.
-Babciu, to ja ponownie, chciałam zapytać, czy mogę o tym powiedzieć Is?
-O czym konkretnie?
-Eh, a o czym wczoraj rozmawiałyśmy?
-Pewnie i, tak jak powiem, że nie to i tak jej powiesz, a więc  po co pytasz?- Miała racje i tak jej powiem.
-Racja, ufam jej, więc jej powiem. Pa!-Tym razem wyszłam na dobre, ruszyłam powolnym krokiem w kierunku przystanku autobusowego.Niestety, musiałam chwilę poczekać, aż ten stary gruchot łaskawie zawita. Leniwie weszłam do pustego o tej porze autobusu i przywitałam się z naszym kierowcą.
-Hej Marge.
-Witaj kwiatuszku.- Marge, to była pulchna kobieta o ciemnym kolorze skóry. Była miła i razem z Is za nią przepadałyśmy. Pamiętam jak raz podzieliła się ze mną swoimi wypiekami na kiermasz szkolny. Te jej ciastka maślane..mmm. Zasiadłam standardowo na ostatnim miejscu od strony okna i czekałam, aż cała hołota ze szkoły przyjdzie i zakłóci harmonijny spokój. Szczególnie czekając na Is, aby jej wszystko powiedzieć, mam nadzieje, że mnie nie odrzuci. Minęło może z dziesięć minut i już autobus powoli się zapełniał. W końcu wsiadła Is.
-Hej hej hej-Przywitała się siadając obok i przytulając mnie.
-Hej.-Odpowiedziałam i zaczęłam się zastanawiać, czy jej powiedzieć. Nie no powiem..., ale, czy nie odwróci się ode mnie? Nie..nie powinna, przyjaźnimy się w końcu ponad jedenaście lat. Tak wiem sporo, a więc obawy, czy mnie odrzuci odhaczone. Teraz kwestia, czy mnie nie wyda.., jeżeli, to zrobi będę mogła jej coś zrobić prawda..? W każdym bądź razie ufam jej, mówimy sobie każde sekrety. A po tylu latach przyjaźni wyczuje, że coś ściemniam jak palnie coś typu "Coś się dzieje?". Czyli wychodzi na to , że jej powiem. Ale nie tu, zbyt dużo ludzi, którzy tylko czekają aż padnie jakieś podejrzane słowo i po całej szkole roznoszą plotki. Jak jakaś zaraza. W szkole jej powiem, w toalecie albo w schowku.
    Dojechałyśmy, wysiadłyśmy i ruszyłyśmy do wejścia szkoły. Na parkingu roiło się od tak zwanych fejmów, czy też swagów. Popisywali się swoimi autami, nowymi ciuszkami. Oj, bo rzygnę. Eh..no nic na szczęście mam Is, jedyną normalną w tej szkole. Jakby nie patrząc, to chyba naprawdę jest jedyną normalną. No, bo ja się do nich już nie zaliczam i dochodzi do tego ten Dave. Normalnie jak z jakiegoś filmu, czy coś. Tylko, że to jest realne. Tak samo jak lekcja łaciny, która mnie czeka. Niestety, u nas w szkole jest tak, że przy zapisywaniu się wybierasz przedmioty, na które chodzisz. A moja babcia akurat bardzo naciskała na łacinę. Po co mi ona?
-Do zobaczenia Is - Pożegnałyśmy się, ona szła na zajęcia ze sztuki. Zazdroszczę jej.
-Powodzenia na łacinie.
-Dzięki..-Ruszyłam w stronę klasy.
-A właśnie Is!-Przypomniało mi się o tym, że muszę jej o wszystkim powiedzieć.
-Tak?
-Spotkajmy się na przerwie na lunch przy schowku woźnego!
-Eh..okej-Powiedziała, to z lekkim niepokojem. Odwróciłam się i poszłam do klasy. Dopiero teraz zauważyłam, że na łacinę chodził także Dave..eh! Nie dość, że znów ten dreszcz, który robił się coraz bardziej nieprzyjemny, to zajął znów miejsce blisko mnie. Czyli przy oknie, ławka trzecia. On druga..normalnie najlepszy poranek świata. Pokierowałam się w przeciwną stronę, pod ścianę, nie chciałam znów mieć tych dreszczy albo z nim gadać.
    Lekcje minęły spokojnie, no prawie, gdyż niektóre zajęcia miałam z Dave'em i parę razy napotkałam jego wzrok, przez co dostawałam znów tego dreszczu, który coraz bardziej przypominał lekkie porażenie prądem. Gdy w końcu zadzwonił zbawienny dzwonek obwieszczający koniec lekcji, wyszłam czym prędzej z sali i kierowałam się szybko na umówione miejsce.Żeby tylko nikt nas nie podsłuchał, ale nie no nie ma nawet takiej opcji.
-No jesteś nareszcie! Co chciałaś mi takiego powiedzieć, że musiałyśmy się tutaj spotkać?- Wskazała z niesmakiem na obskurne drzwi od schowka.
-Muszę Ci coś powiedzieć, co nawet dla mnie jest niezrozumiałe, ale..- przerwała mi Is.
-I musisz mi, to powiedzieć właśnie tu?
-Tak...Is zrozumiesz jak ci wszystko opowiem, a teraz właź-Otworzyłam drzwi schowka i dałam jej pierwszej wejść.
-A nie możemy w łazience na trzecim piętrze? Tam nikogo nie ma - Błagała. Uległam jej prośbie i poszłyśmy do łazienki. Gdy byłyśmy na miejscu upewniłam się, że nikogo nie ma. Po skończeniu inspekcji wróciłam do przedsionka, gdzie czekała Is. Opowiedziałam jej całą historię, z każdym kolejnym słowem jej oczy z niedowierzania się rozszerzały.
-No i jest jeszcze ten Dave..totalnie nie wiem, co robić, czy wierzyć w, to, czy nie - żaliłam się.
-J-jesteś czarodziejką..., a D-dave wampirem...-Powiedziała w osłupieniu, po czym dodała-Wow, a to ja myślałam, że moje problemy są masakryczne. I nie martw się dotrzymam obietnicy.
-Dzięki Is..
-Ale..musisz mi coś pokazać.
-Wiesz nigdy jeszcze nie próbowałam, no, ale mogę spróbować.-Zamknęłam oczy i skupiłam się. Spróbowałam zrobić, tak jak widziałam, to na filmach. Poczułam jak moje ręce drżą, a następnie mrowienie w karku.
-E-emily..zobacz-szepnęła Is. Powoli podniosłam powieki. Ujrzałam niebieskie strumienie, które zaczęły otaczać nasze ciała.
-Hahaha...-zaczęła Is lekko chichotać.-To gilgocze...przestań..-Miała rację, te strumienie światła były przyjemnie ciepłe i lekko gilgotały. Promienie nadal wychodziły z moich rąk, czyli, to wszystko o czarach i wampirach, to prawda. Kiedy szłam wzrokiem za jednym ze strumieni zauważyłam w okienku jakiś cień. Promienie szybko znikły, gdy przestałam się na nich skupiać.
-Ej co jest?
-Nie wiem, ale chyba coś złego tu się czai...
-Myślisz, że to Dave..?-Podeszłam do okienka i zbliżyłam twarz tak, że prawie nosem dotykałam szybki. Nikogo nie było, ale ja czułam, że coś tu nie gra. Nagle równie blisko tylko po drugiej stronie szybki pojawiła się twarz Dave'a.Jego oczy przybrały kolor wściekłej czerwieni. Przeszył mnie naprawdę potworny dreszcz, upadłam na podłogę. Is stała przerażona pod ścianą, jak najdalej od drzwi, które otworzyły się. Stał w nich Dave.
-A, jednak to prawda , to ty jesteś tą dziewczyną z legendy - Powiedział. Zaczęłam się bać, nie chcę tak marnie kończyć.-I prawdą jest to, że należy cię zgładzić - Uśmiechnął się złowieszczo i zrobił krok w moją stronę. Poczołgałam się w tył tak daleko, póki nie napotkałam ściany. No myśl musisz coś zrobić! Obronić się! Zbliżał się, postanowiłam wystawić przed siebie ręce. Poczułam jak impuls przeszedł z ramion do rąk, tym razem wystrzeliły czerwone. Odepchnęły go tak mocno, że zrobił dziurę w ścianie i wpadł do klasy, drzwi łazienki i umywalki przy wejściu także eksplodowały. W powietrzu był kurz, a dookoła odłamki drzwi, czy tynku. Is zemdlała...chyba była ranna, ze mną w sumie nie było lepiej...obraz miałam rozmazany i trzeszczało mi w głowie. Aż w końcu wszystko totalnie znikło, odpłynęło.
 


 

       

sobota, 25 stycznia 2014

Impossible

                                                          ROZDZIAŁ II

 
     Powoli wracała mi świadomość co się ze mną dzieje. Leżałam na kanapie przykryta kocem pod kołdrą, a na czole miałam mokry ręcznik. Powoli podniosłam powieki, wszytko mnie bolało. W pokoju było ciemno, jedyne światło padało z palącego się kominka. O dach nadal uderzały krople, czyli nie byłam długo nieprzytomna. Podniosłam się powoli zdejmując ręcznik. Rozejrzałam się, byłam sama.
-Babciu..?-zapytałam prawie szeptem, pewnie tego nie usłyszała. Spróbowałam wstać, ale moje obolałe ciało się temu sprzeciwiło.-Babciu?- Zapytałam nieco głośniej. Usłyszałam ciche kroki dochodzące z kuchni, chwile potem zobaczyłam ją w drzwiach. W ręce trzymała kubek. Podeszła i położyła rękę na moim czole.
-Powinnaś jeszcze leżeć-Powiedziała.
-Ale nie chcę. Czuję się dobrze -Skłamałam, czułam się okropnie. Głowa mnie strasznie bolała tak mocno, że nie mogłam się prawie na niczym skupić. Ale muszę wytrzymać i dowiedzieć się od niej prawdy.
-Masz, wypij to.-Podała mi kubek.
-Co to?-Spojrzałam podejrzliwie.
-Nie otrujesz się, to herbata z ziół przecież zawsze ją pijesz.
-No tak..-Odebrałam ją i wzięłam łyk. Babcia usiadła naprzeciwko mnie w fotelu. Nastała cisza. Aha, czyli nie zamierza mi wyjaśnić co odstawiała, czemu zemdlałam? Okej, to ja zacznę.
-Chcę wiedzieć..co ty robiłaś i czemu zemdlałam.
-Słonko...może nie teraz?
-Nie! Teraz, chcę wiedzieć!-Wybuchłam gwałtownie. Co się ze mną dzieje?- Najpierw jakiś dziwny chłopak przez, którego przechodzą mnie dreszcze...potem liścik..-Głowa na powrót zaczęła mnie potwornie boleć.
-Jakie dreszcze? Uspokój się i powiedz wszystko. - Babcia była spokojna i opanowana, a mnie od środka rozsadzało. Wdech i wydech.
-Dziś w szkole wypowiadaliśmy się na temat fantastyki, wiesz te całe brednie wilki, wampiry. No i jak wracałam, to taki nowy chłopak mnie obserwował. Kiedy też się na niego spojrzałam przeszedł mnie dreszcz...A liścik no...napisał do mnie...
-Pokaż mi go. - Nie no...znów stała się taka spięta. Wstałam, zakręciło mi się w głowie, nogi miałam jak z waty. Cudem doszłam do plecaka z niego wyjęłam piórnik, a z niego liścik. Podałam go babci i wróciłam na swoje miejsce biorąc do rąk kubek, który przyjemnie grzał moje ręce. Otworzyła go. Przypomniało mi się co tam jest napisane wiem kim jesteś...dowiesz się w swoim czasie..Nawet na samą myśl przechodził mnie dreszcz. Przeczytała go, zwinęła i milczała. Leżał teraz na jej wyprostowanej dłoni. Dłoń w jednej chwili zaniosła się ogniem. Płomień pochłoną papier i zniknął, a dłoń była nietknięta. Ale jak to możliwe! Czy ja dobrze widzę? Ten dzień jest coraz bardziej chory.
-J-jak, to m-możliwe...- Spytałam zszokowana.
-Już spokojnie, to normalne ty też tak potrafisz, ale musisz, to w sobie rozwinąć.
-Ale..
-Ćśśś..daj mi wytłumaczyć tak? Czas byś poznała prawdę.
-Jaką prawdę?
-Całą, jest mi przykro, ale przez cały czas cię okłamywałam. Dla twojego dobra.
-Jak to mnie okłamywałaś?-Znów wybuchłam. Wstałam gwałtownie, a kubek upadł na podłogę rozlewając zawartość. Jak to mnie okłamywała? Może jeszcze mi powie, że nie jest moją babcią?
-Emily..
-No co? Opiekujesz się mną ile? Ponad piętnaście lat i nagle wyjeżdżasz z tym, że mnie okłamywałaś!
-Przykro mi, ale to było konieczne..
-Tak? A co mogłam zginąć?
-Prawdopodobnie tak.
-Aha...i lepiej kogoś okłamywać. Zawsze mówiłaś, że prawda jest najważniejsza, a teraz, to co?
-Emily...daj mi wyjaśnić!-Po raz pierwszy uniosła głos, trochę się przestraszyłam i poczułam się źle. Krzyczałam na nią, Rany co tu się dzieje! Pokornie usiadłam i czekałam aż zacznie mi wszystko tłumaczać.
-Po pierwsze twoi rodzice nie zginęli w pożarze.-Mm..zapowiada się bardzo ciekawie. Rozumiem wciskała mi kit, w którym rodzice zginęli w pożarze domu. Nasz dom zapalił się w nocy, rodzice obudzili się za późno. Mama ruszyła, by mnie ratować, tata ruszył ku wejściu. Niestety, dom porządnie płonął i, kiedy szedł część się na niego zawaliła. Zawaliła się też droga powrotna dla mamy. Miała do wyboru skok przez okno albo spłonąć żywcem. Postanowiła skoczyć plecami w dół, przez co ja cudem ocalałam, a ona zginęła. I oto taką historię znałam. Ciekawe jak było naprawdę.
-Zginęli, bo ich zaatakowano. A mianowicie przez wampiry. Musisz wiedzieć, że toczymy z nimi walkę o dobro i zło. My, czyli czarodzieje, pochodzisz z rodu czarodziei i to potężnego, który swoją historią sięga...ooo parę tysięcy lat wstecz. Tak samo jak wampiry, które chcą pojąć od nas potężną moc wypijając naszą krew. Ale nasze czary na szczęście są silne i potrafią je odgonić. Niestety, czasem są słabe albo jesteśmy nieuważni i, wtedy atakują. A nasza krew z naszą mocą dawała, im siłę. Pradawna legenda mówi, że na świat ma przyjść dziewczynka o kruczoczarnych włosach jak niebo w nocy, o jasnej cerze jak dusza jej przodków. O oczach niebieskich jak źródlana rzeka, a jej moc ma być potężna jak góry wzbijające się ponad niebo nawet wyższa..-Czy ona mówi o mnie? Czy tylko sobie ze mnie żartuje albo jest tak stara, że już traci zmysły, a ten ogień, to wymysł mojej wyobraźni?-I chyba obydwie wiemy o kogo tu chodzi.
-O mnie..?
-Tak, jesteś jedyną czarodziejką, która urodziła się z taką cerą i z taką historią swoich przodków.
-To jest nas więcej?
-Oczywiście, że nie jesteśmy jednym rodem czarodziei jest ich więcej na całym świecie, ale wampirów także nie brak. Ale wracając do śmierci twoich rodziców. Wampiry dowiedziały się o legendzie i rozdzieliły się, by zabić każdą dziewczynkę, która przyszła na świat, by nie pozwolić jej żyć, by nie posiadła potężnej mocy i, by nie zmiotła ich z ziemi. Dotarły także do twojego domu, na szczęście twoi rodzice byli gotowi stanąć do walki i oddać za ciebie życie. Tydzień przed ich walką przynieśli mi ciebie. A, kiedy poszłam zobaczyć, czy udało, im się przeżyć zastałam ich martwych..ich i wampiry. Wprowadzili do swojej krwi truciznę, przez co byłaś bezpieczna. Od tego czasu chronię cię jak tylko się da. Czasem tu przychodzili i walczyli z czarami chroniącymi dom oczywiście się dowiedzieli. Dziesięć lat temu ustali próbom przełamania czarów, a teraz powracają, a ja nie jestem już na tyle silna, by cię chronić. Musisz się usamodzielnić i wszystkiego się nauczyć. Sama zacząć się bronić, być czujna. I oto cała prawda. - Na koniec uśmiechnęła się promiennie. - A no i może już wiesz kim jest Dave?
-I co ja jestem czarodziejką? A on..wampirem?
-Mhm..-Wstała i wyjęła z szuflady jakiś kij.. Zaczęła nim machać, z nikąd wyleciały  promienie światła i powędrowały do kubka leżącego na podłodze. Tak jakby cofnęła czas, kubek wrócił na stół wraz z jego zawartością.
-I co? Powiedziałaś mi prawdę i tyle? Nie dasz mi mojej różdżki? Nie nauczysz mnie niczego?
-Ja ci tego nie dam, musisz się udać do specjalnej szkoły.
-Co?
-Jutro porozmawiamy, jest już późno i pewnie jesteś zmęczona. Za dużo informacji jak na jeden dzień. Idź spać, jutro masz szkołę.
-Ale ja nie chce spać..
-Już na górę, bo zamienię cię w ropuchę!-Spojrzałam na nią ze zdumieniem i strachem...potrafiłaby, to zrobić? Jeżeli potrafi..., bo szczerze nie wierze w, to wszystko no może w sześćdziesięciu procentach. Ale, jeżeli tak potrafi, to nie chce być jakąś obślizgłą ropuchą no i głowa mi pęka ma racje muszę odpocząć. Poszłam grzecznie na górę. Opadłam na łóżko zakryłam się, byle, jak i przed snem myślałam jeszcze nad tym wszystkim. I co niby jestem czarodziejką, która ma zniszczyć wampiry, to przecież takie nierealne...I jeszcze ten chłopak Dave, że on jest wampirem...? Chociaż wyjaśniało, by, to te dreszcze..Myślałam tak i myślałam i nawet nie zauważyłam, kiedy sen mnie pogrążył...

 





środa, 15 stycznia 2014

Impossible

                                                          ROZDZIAŁ I

-Nie wierze w wampiry, czy wilkołaki, ale w czary tak. A, to dlatego , że czary są bardziej realne od zmutowanych ludzi. Czasem się zdarzają nie wyjaśnione zjawiska. Na przykład, pojawienie się znikąd jakiś przedmiotów, a to zalicza się pod czary. I te zjawiska są widziane i potwierdzane. A, czy ktoś widział kiedykolwiek jakiegoś wilka, czy wampira? Nie sądzę, po za tym oni są silniejsi, szybsi i ogólnie lepsi. Gdyby chcieli mogliby nas po zabijać jednym ruchem, czy ''zmienić''. -Kończyłam właśnie swoją wypowiedź na zajęcia artystyczne, na których przerabialiśmy właśnie fantastykę.- I, to jest moje zdania na temat tych nie realnych istnień.-Lekko się skłoniłam i spojrzałam na nauczyciela.
-Dziękuję Panno Lotario. Otrzymujesz pięć plus, proszę usiądź.- Ruszyłam w stronę swojego miejsca. Idąc napotkałam wzrok tego nowego chłopaka, Dave'a. Siedział tuż przede mną, a jego wzrok był tajemniczy i przeszywający. Przeszedł mnie dreszcz, o co mu chodzi? Eh nieważne. Usiadłam obok mojej przyjaciółki Is, a raczej Isabel. Mówimy na siebie zdrobniale, ja do niej Is, a ona do mnie Em, od Emily. Is jest drobną blondynką o niebieskich oczach i jasnej cerze. A z charakteru jest wrażliwa i nieśmiała, ale umie pokazać pazurki, podobnie do mnie. Jedyne chyba co nas różni, to kolor włosów, ja mam czarne.
-Nieźle to powiedziałaś- Zwróciła się do mnie gdy zajęłam miejsce  koło niej.
-Dziękuję Is, a ty co powiesz?
-Ja? A no..wiesz...
-Zapomniałaś o tym prawda?
-Bingo
-Improwizacja?
-Improwizacja-Uśmiechnęłyśmy się do siebie.
-Panno Stevens, może teraz pani?- Odezwał się nauczyciel, to nazwisko Is. Nienawidzi go uważa, że jest zwyczajne i nudne.
-Trzymaj kciuki-Rzuciła wstając i idąc na środek klasy.
-Wilki, potwory wyjące do księżyca. Wampiry, istoty pijące ludzką krew...-Zapowiadało się ciekawie. Chciałam posłuchać, ale moją uwagę odwróciło lekkie dotknięcie mojej skóry na ramieniu przez papier. Spojrzałam w dół i zobaczyłam kartkę, otworzyłam ją i przeczytałam

                                              Wiem kim jesteś...                                                                               ~Dave 

  Podniosłam głowę i spojrzałam na jego plecy. O co mu chodzi? Co, to ma znaczyć "Wiem kim jesteś?" Ja też wiem kim jestem. Emily,normalna dziewczyna. Sięgnęłam po długopis,by mu odpisać.

    Co to ma znaczyć? Kim ty jesteś? O co ci chodzi? 

    Zwinęłam papierek i chciałam już mu go rzucić, ale wystawił rękę, podałam mu go. Podając lekko musnęłam jego skórę, przeszedł mnie kolejny dreszcz...nie był przyjemny. Odebrał go i natychmiast odpisał

Jeszcze nie wiesz? No cóż...dowiesz się w swoim czasie.

    Co? O co mu chodzi? O czym się dowiem? I, kiedy to będzie? Pierw, to spojrzenie, a teraz ten liścik? Chciałam znów mu odpisać, ale wracała Is. Schowałam go do piórnika.
-Brawo Is, improwizacja świetnie ci wychodzi.
-Dziękuję. Też tak myślę. - Resztę lekcji spędziłam siedząc jak na szpilkach, wciąż myślałam o tym liście i jego słowach. Może on sobie ze mnie żartuje? A co jak nie? Denerwuje się. Kiedy zadzwonił dzwonek drgnęłam, to tylko dzwonek..,pora na lunch. Zaczęłam się pakować i razem z Is poszłyśmy w kierunku stołówki.
-Myślisz, że stanie się cud i dziś podadzą coś normalnego?-Zapytała.
-Hm..nie sądzę- W naszej stołówce panowała zasada. Jeżeli nie masz kasy musisz jeść żarcie szkolne. Masz kasę kupujesz sobie jedzenie. Nie masz kasy i nie chcesz jeść stołówkowego żarcia? Robisz sobie sam. Proste. My z Is nosimy zawszę kasę, dziś kupiłyśmy sobie sałatki i sok pomarańczowy. Posiłek spędziłyśmy w milczeniu. Is przeglądała nowości w jakiejś gazetce, a ja przeczesywałam spojrzeniem stołówkę w poszukiwaniu Dave'a. Nie było go.Reszta dnia minęła normalnie, pomijając fakt, że wciąż myślałam o tych słowach i o jego wzroku. Nie mogłam o tym zapomnieć.
    Wsiadałyśmy właśnie do szkolnego autobusu. Tak niestety, jeżdżą nim ci, którzy nie mieli prawka. A moja babcia i rodzice Is nie pozwalają nam na zrobienie. Po pierwsze uważają, że jesteśmy za młode, a po drugie boją się dać nam wsiąść za kółko. Przez co jesteśmy zmuszone jeździć szkolnym busem. Zawsze zostaję sama, gdyż jako jedyna mieszkam najdalej i to jeszcze w środku lasu, wie o tym tylko Is. Wiem dziwne, ale mieszkam tam z babcią, to jej dom, w którym czuje się bezpiecznie, który ma specyficzny zapach w środku. Jest przytulny. Ale, mimo to tęsknię za poprzednim domem...no i rodzicami, którzy(tak jak babcia mi powiedziała) zginęli w pożarze naszego domu. Ja jedyna się uratowałam, ale nic nie pamiętam, bo miałam, zaledwie parę miesięcy. Ale z babcią, która trzyma się dobrze i nie zamierza zejść z tego świata, jest okej. Dojechałyśmy na ostatni przystanek, mój przystanek. Wzięłam plecak i ruszyłam ku drzwiom.
-Dzięki Marge- Podziękowałam jak zawsze naszej kierowniczce.
-Nie ma sprawy słonko. - Odpowiedziała. Ruszyłam przed siebie. Dom babci znajdował się w środku lasu, a bus tam nie podjeżdżał, a więc trzeba było się przejść. W połowie drogi zaczęło padać no, po prostu super. Naciągnęłam kurtkę na głowę i przyspieszyłam kroku. Nie chciałam iść w błocie. Kiedy byłam tuż tuż i widziałam nawet okna, a przez nie wydostające się światło usłyszałam szelest liści i łamanie gałązki. Odwróciłam się i spojrzałam na drzewa, nic, ciemność. Zaczęłam biec, błoto zdążyło powstać. Moje buty i spodnie były całe obłocone. Stałam już na ganku i dotykałam klamki, gdy znów usłyszałam jakiś ruch i cichy głosik. Natychmiast weszłam do domu. W twarz uderzyło mnie ciepłe powietrze i zapach różnorodnych ziół. Byłam bezpieczna.
-Babciu wróciłam!-Krzyknęłam zdejmując kurtkę i buty.
-Szybko wchodź, zamykaj drzwi i gaś światło-Babcia była jakaś zdenerwowana. Krzątała się od szafki do szafki wyjmując świece, jakieś zioła i olejki. O co tu chodzi?
-No już! Rób co ci każę-Zamknęłam posłusznie drzwi i zgasiłam światło. Usiadłam na kanapie przy zapalonych świeczkach i dymiących się ziołach. Ona chodziła po domu znacząc ściany olejkiem i szepcząc coś pod nosem. Co, to ma być? Ten dzień staje się coraz bardziej chory. Najpierw ten chłopak i ten jego list, następnie jakiś szelest w drzewach, a teraz to?! Babcia się zatrzymała i zesztywniała.
-Babciu, o co chodzi? Po co to wszystko? - Ale babcia nie odpowiadała, stała i patrzyła się na mnie..., to wszystko doprowadziło mnie do bólu głowy, no i ten dym z ziół...czułam, że upadam..., a potem nic tylko ciemność...


piątek, 22 listopada 2013

                                                                 Witajcie! ;)
                                                  Jestem początkującą  blogerką
                                                          Tak dla sprostowania ;)
                                                  Jak widać w opisie na samej górze
                                                     będzie o wszystkim po prostu.
                                             Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
                                                       
                                                            Pozdrawiam was!