Translate

sobota, 22 lutego 2014

Impossible

                                                     ROZDZIAŁ VI


    Spojrzałam na oplatające mnie w tali ręce. Na jednym z palców był umiejscowiony pierścień. Dave. No , nie, kiedy on da mi spokój?
- O co tu..? - Przerwał mi.
- Nie czas na wyjaśnienia, muszę cię szybko zawieść w bezpieczne miejsce, inaczej znowu się do ciebie dobiorą. - Oznajmił. Eh..niech mu będzie. Gdy byliśmy wystarczająco oddaleni od stada wampirów znów stanęliśmy na ziemi. Przed nami stał zaparkowany jeep. Wyciągnął z kieszeni spodni klucz i otworzył nimi auto. Wsiadł do środka i gestem ręki pośpieszał mnie abym uczyniła, to samo. I ja mam mu ufać? W sumie innego wyjścia chyba nie mam, może i jest, ale jest ode mnie szybszy, zwinniejszy, silniejszy i, gdyby tylko chciał mógłby mnie zjeść na śniadanie. Niechętnie weszłam do środka. Gdy tylko zapięłam pas, ruszył z piskiem opon. Ciekawe dokąd zamierza mnie zabrać, patrząc na jego zachowanie raczej nie jest to przyjemne miejsce. Może nawet i paskudne, no, ale wszystko się dopiero okaże. Nie można wszystkiego oceniać obiektywnie, prawda? Jechaliśmy dość długo w krępującej ciszy. Było, to na tyle męczące , że w końcu przełamałam się i zapytałam.
- Kim ty właściwie jesteś?
- Osobą, która ratuje ci tyłek. - Przez resztę drogi nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem.Po jakimś czasie, w końcu byliśmy na miejscu. Udało mi się jakoś wyjść z tego samochodu po szybkiej jeździe, przez co zakręciło mi się w głowie. Po wyjściu mój wzrok przykuła pobliska latarnia dająca niewielki strumień światła na ciemną o tej porze drogę. Byliśmy daleko od miasta niedaleko plaży. Dookoła było pełno drzew.
- Gdzie jesteśmy? - Błądziłam oczami po okolicy, niestety nie mogłam rozszyfrować, co to może być za miejsce.
- W moim domu. - Oznajmił. Przeszliśmy kawałek zza drzew wyłonił się trzypiętrowy, z dużą ilością okien dom. Weszliśmy do środka. Gdy przekroczyłam próg domu odurzyła mnie wyrazista woń pieczonego ciasta. Mmm pachnie świetnie! Zaczęłam rozglądać się po domu. Był bardzo, podobnie przystrojony jak mój, z tą różnicą, że tu panował ogromny bałagan. Nagle, znikąd stanął przede mną jakiś mężczyzna. Miał może ze pięćdziesiąt lat, czarne włosy sięgające do ramion, przerażająco bladą twarz i okulary jak Harry Potter. Bardzo wysoki, szczupły. Miał styl "hipisa".
- Pójdę po Isabell, w tym czasie możesz wyjaśnić wszystko Emily, jest trochę skołowana. - Zwrócił się do mężczyzny.- Aaa, prawie zapomniałem, to jest Arthur, o którym kiedyś ci mówiłem.- Zwrócił się do mnie przelotnie, po czym wyszedł.
- To może Pan mi w końcu wyjaśni, o co w tym wszystkim chodzi? - Zwróciłam się do Arthura.
- Usiądź, herbaty? - Wskazał mi ręką fotel idąc do kuchni, podążyłam za nim.
- Um, chętnie - Zdawał się być miły. Zrobił nam herbatę i poszliśmy do salonu. Dave'a nadal nie było. Niech lepiej on Is tu dowiedzie całą. Ale teraz chce znać odpowiedzi na moje pytania
- No dobrze. -Zaczął. - Tak, więc, Dave mi dużo o tobie opowiadał. Niesamowite w końcu cię zobaczyć no i niedługo twoją siostrę Isabell. No, ale miałem ci wszystko wytłumaczyć. Ty i Isabell tworzycie tak zwany magiczny duet. Dopełniacie się swoją magią. Razem możecie zwyciężyć zło.
-No, a dlaczego zostałyśmy rozdzielone?
-Edith, twoja tak zwana babcia jest moją żoną i nigdy nie była z tobą spokrewniona. Razem zdradziliśmy czarodziei dla wampirów. Oddaliśmy się pod władze Thresa Cooper'a, władze wampirów i także wuja Dave'a. Tylko nie mów mu tego.- Jakiś sekret, no super. Za dużo tych informacji, które podał. A na tą zdradziecką żmiję, niby moja babcię zaczynam się strasznie denerwować. Oszukuje mnie i to cały czas!- Ale wracając, gdy przeszliśmy na ich stronę urodziłyście się wy, a urodzenie się bliźniaczek nie jest normalnym zjawiskiem w śród czarodziei. A wiadomość o waszej mocy i o tym co jest napisane w legendzie rozeszły się szybko. Teraz każdy chce zdobyć taką moc..-Przerwałam mu.
- Czyli te wampiry, które chciały mnie dzisiaj porwać, to..?
- Tak, działali na zlecenie Thresa. - Uprzedził mnie.- A co z ..- Musiałam spytać o Is, ale nie dokończyłam znów mi przerwał.- Dave pojechał do kawiarni po Isabell.
- Ej, skąd Ty, to wszystko wiesz?
- Każdy mag, poza swoją mocą ma specjalny dar, moim jest czytanie w myślach. Przez wiele lat doskonaliłem się, a teraz mogę odczytać czyjeś myśli będąc kilkadziesiąt kilometrów od tej osoby. Oczywiście, wampiry również mają moc, na przykład Dave, potrafi latać. Niestety, za mało ćwiczy i może szybować przez, zaledwie kilka minut
- To..
- Dziwaczne, wiem, ale czasem się przydaje. - Uśmiechnął się do mnie promiennie, odwzajemniłam ten gest, ale dopiero po jakimś czasie. Wyglądało, to pewnie jak grymas, podobny do tych, które mają małe dzieci, gdy rodzice wciskają, im do zjedzenia brokuły. W mojej głowie pojawiły się nowe pytania.-Zaczekaj aż zadasz, to pytanie, najpierw dokończę-Jego dar czytania w myślach mnie przeraża.-Tak jak mówiłem o tak silnej mocy mógłby pomarzyć sobie każdy. Byłyście odkupieniem dla czarodziei od wampirów, a zagrożeniem dla nich. Wampiry chciały zwyciężyć, dlatego chciały pojąć waszą moc. Wiesz jak twoi rodzice zginęli?-Przytaknęłam.- W śród wampirów, które zabijały twoich rodziców byli tam też rodzice Dave'a. Obydwoje zginęli, a wy nadal żyłyście. Wprowadzili do swojej krwi specjalną truciznę dzięki której normalni ludzie umierają po paru godzinach, wampiry natychmiastowo.Niestety, Thres zaplanował plan B. Byliśmy, nim my.Edith miała porwać ciebie i Isabell oraz odseparować, aby wasza moc nigdy nie dosięgnęła najwyższej siły. A, kiedy dorośniecie miała wysłać cię do szkoły magii i to nie właściwej. Miałaś trafić w ich sidła. Ja, natomiast miałem pilnować, by Dave was nie poznał, by wam nie pomógł i, by nie zepsuł planu. Jest tym, który ma zdradzić zło. Miałem w, nim zaczepiać zło, ale ja nie byłem do zdrady tak chętny, jak Edith. Jak widać nie wypełniam misji, dążę do zwycięstwa dobra. Przez co moje życie jest zagrożone. A, to wszystko, co powinnaś wiedzieć. Teraz zadaj mi, to pytanie.-Skończył, a we mnie buzowała złość. Nie dowierzałam, to, po prostu jakieś szaleństwo, chore. Nie wierze, a, jednak, to wszystko prawda. To dzieje się na prawdę. Wszystko przez moc. W sumie jeszcze większy mętlik..ugh.
-Wiesz może, w, jaki sposób Thres chciał odebrać mi moc? - Spytałam.
- Cóż, słyszałem o tym, że, żeby pozbawić kogoś mocy i przypisać ją sobie, trzeba podać osobie jakiś eliksir, a później poprzez rytuał pozbawić ciało duszy. Jego ciało cierpi, cała moc zostaje wyssana z duszą i krwią, która przechodzi na osobę wykonującą rytuał.-Przeszedł mnie dreszcz, to straszne.
- A co z Isabell?
- Już tu jedzie, słyszę jej myśli jest zła. Kolejną godzinę siedzieliśmy w salonie, jedząc świeżo upieczone ciasto i popijając je herbatą. Zaczęłam obserwować zdjęcia, zawieszone nad kominkiem. Przedstawiały Arthura i Dave z różnych okresów ich życia. Gdy Arthur poszedł do kuchni pozmywać naczynia, podeszłam bliżej i dokładniej ilustrowałam fotografie. Jedno szczególnie przykuło moją uwagę. Przedstawiało zamyślonego Dave, siedział na trawie zapewne na jakiejś łące, wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w przestrzeń. Zdjęcie z zaskoczenia, takie najbardziej oddają charakter i charyzmę osoby. Dalsze obserwacje przerwał mi wbiegający Dave.
      *Oczami Dave'a*
    Lonsdale 20, 21, 22.. o jest! Z prędkością światła wszedłem do kawiarni i niespokojnym wzrokiem szukałem Isabell. Znalazłem, własnie wychodziła, szybko ruszyłem w jej stronę. Doszedłem do niej złapałem ją za nadgarstek
.-Szybko chodź, mamy mało czasu.-Ponagliłem ją.
-Ej! O co chodzi?! Zostaw mnie psycholu!-Próbowała się uwolnić z uścisku.
-Chodź i nie marudź.-Kazałem jej wejść do samochodu, po czym ruszyliśmy z powrotem do domu.                   *Oczami Emily*
     Dave wpadł z Is do domu. Kłócili się, Is go wyzywała sama nie wiedziała, o co chodzi. Gdy ją zobaczyłam pobiegłam do niej i ją przytuliłam. Była cała.
-Hej..ej co jest grane? Bo wiesz ten psychol..-Była zdezorientowana. Ciekawe jak zniesie tą całą prawdę.
-Zaraz się wszystkiego dowiesz, a ten "psychol' właśnie uratował cię przed bliskim spotkaniem z wampirami.
-O czym ty mówisz? O co ci chodzi?-Poszłam z nią na kanapę i usiadłyśmy. Dostała swój kubek herbaty, a Arthur przystąpił do opowiadania jej wszystkiego od nowa. Patrzałam jak zmienia się jej wyraz twarzy, spoglądając kątem oka na Dave'a, który stał w kącie i się przysłuchiwał. Nie wiem ufać mu, czy nie. Eh, teraz ważna jest Is, by wszystko pojęła no i jeszcze kwestia babci i domu. Ugh! Tego nadal jest za dużo. Muszę zrobić z tym jakiś porządek, sama w spokoju.
- Ale..jak to..? O co w tym wszystkim chodzi..?-Arthur skończył prawić wykład, a Is zaczęła zadawać pytania.
-Wiem, to skomplikowane, ale jakoś pojmiesz.-Próbowałam ją jakoś pocieszyć.
-Czekaj, podsumowując jesteśmy siostrami..? O magicznych mocach, nasi rodzice nie żyją przez jakieś pieprzone wampiry, a całe moje dotychczasowe życie, to jedna wielka ściema?
-I jeszcze jest ta baba, która nas porwała i podszywała się pod moją babcię oraz polujące nadal nas, a właściwie naszą moc wampiry, które mamy zgładzić.-Dokończyłam.
-Widzę, że za dużo informacji jak na jeden dzień?- Spytał Arthur podnosząc się.
-Zdecydowanie.-Powiedziałyśmy jednocześnie.
-Chodźcie za mną pokażę wam wasze pokoje.-Powiedział idąc w kierunku schodów. Mam tu nocować? W sumie i tak nie mam już, gdzie, do tej żmii nie wracam. Wstałam i ruszyłam za, nim Is nadal siedziała.
-Chodź Is.-Zachęciłam ją.
-A co z moimi rodzicami, to znaczy z ludźmi, którzy mnie wychowywali i z moimi rzeczami?
-Rzucę na nich czar oblivioni . Będą żyli jakbyś się w ogóle nie urodziła.-W jej oczach pojawiły się łzy, ale zaraz zniknęły. Wstała i powolnym krokiem doszła do mnie i przytuliła się. Była przygnębiona.
Arthur zaprowadził nas do naszych pokoi, były obok siebie. Is zostawiła mnie i zamknęła się u siebie. Zostałam sama. Starałam nie myśleć o tym wszystkim i zasnąć, ale, po prostu się nie dało. Zegarek na ścianie wskazywał pierwszą w nocy. Wstałam i podeszłam do okna, księżyc właśnie był w pełni. Przysiadłam na parapecie, objęłam rękoma nogi i zaczęłam o tym wszystkim rozmyślać. Pierwsza nasunęła się babcia. Czemu zdradziła ród czarodziei? Może, dlatego nie ma tych znaków co ja? No i pewnie już wie, że się o wszystkim dowiedziałam. Musiałabym się jakoś jej odpłacić, za to wszystko, co mi zrobiła. Ale jak? Ja nie umiem tak dobrze czarować, może Arthur mi pomoże. Okej, to wyjaśnione, a teraz sprawa Is i naszego nowego życia. Przecież nie będę tu mieszkać do końca życia. Może udałoby się odnowić nasz rodzinny dom? Oto też muszę spytać Arthura i jeszcze o szkołę. Muszę też jakoś troszczyć się o Is, dopiero się o tym dowiedziała. Eh..teraz pozostaje najtrudniejsze. Czy ufać Dave'owi..? Nagle usłyszałam przekręcanie się klamki w drzwiach...
                                   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz