Translate

sobota, 22 marca 2014

Impossilbe

                                                             Rozdział IX


-Arthur równie dobrze może ją tego wszystkiego nauczyć. Nie wiem , co o tym myśleć. Poszperam w papierach, może coś znajdę..- Powiedział, po czym ruszył bezszelestnie w kierunku drzwi, ja zaś stałam i przyglądałam się jego zgrabnym ruchom, wszystko było tak płynne jakby uczył się tego od urodzenia. Zamykając drzwi spojrzał na mnie z tęskniącym wzrokiem. Centymetry dzieliły framugę od drzwi i nagle.. stanął przede mną, czułam jego przyśpieszony oddech na twarzy. No tak.. zapomniałam o jego mocach.. takich nie naturalnych.. Spojrzałam mu prosto w oczy i już wiedziałam, że wewnątrz płonie i nie może tego powstrzymać. Nagle złapał mnie za ramiona, przyparł do ściany i łapczywie wpił się w moje usta, tak jakby ten pocałunek miał być ostatnim w moim i jego życiu. Z każdą kolejną sekundą nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Jego ręce błądziły teraz po moich plecach i zsuwały się coraz niżej aż doszły do zapięcia od koszulki, powoli wsuwał palce pod przyjemny w dotyku materiał. Moja skóra pod wpływem jego dotyku przyjemnie piekła, a w brzuchu miałam motylki takie od, których mogłabym eksplodować. Wplotłam palce w jego włosy, przyciągając go jeszcze bardziej do siebie i tym samym zmniejszając dzielącą nas barierę do minimum. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z łączącej nas nici porozumienia, która z każdą kolejną spędzoną chwilą zamieniała się w więź, taką, której nic ani nikt nie jest w stanie przerwać.

    Co ty robisz? Zapomniałaś już co on ci wcześniej zrobił?

    Odezwał się w mojej głowie przenikliwy do szpiku kości głosik. Odruchowo odepchnęłam od siebie Dave'a, który właśnie ustami muskał moją szyję. Odsunął się na kawałek, lecz po chwili ponownie wpił się w moje usta przyszpilając mnie jeszcze mocniej do ściany, tak, że ręce miałam lekko uniesione do góry i przytrzymane jego rękoma. Jedyne co mi zostaje, to nogi.. Bezmyślnie uniosłam stopę i z całej siły kopnęłam Dave'a w piszczel. Jego twarz momentalnie stężała, spojrzał na mnie zbulwersowany. Ja zaś uderzyłam go z otwartej ręki w policzek. Po chwili w miejscu, gdzie go uderzyłam powstał czerwony ślad od mojej ręki.
-O co chodzi?- Wściekł się. - Myślałem, że..- Przerwałam mu.
- No, to, źle myślałeś.. - Odpowiedziałam mechanicznie. Rany co się ze mną dzieje?- Wyjdź stąd!-Zażądałam, a on zniknął w jednej sekundzie. Opadłam na łóżko, ale przedtem rzucając poduszką i wszystkim co się dało. Zanurzyłam twarz w poduszce i krzyknęłam. Co ja robię? Przecież, to wampir! On na pewno chce tylko mojej krwi, jemu nie mogę ufać, a co gorsza całować! Ale.. ja do niego coś czuje, podobało mi się, pragnę go, ale nie mogę! Nie! Znów wydałam krzyk, a łzy jakoś same popłynęły. Zwariowałam do końca.Wciąż widziałam przed oczami te scenę, ten pocałunek i to uczucie... miłości, namiętności, jego ciepła i dotyku.Na jego widok nogi mam jak z waty, cała się rumienię, jąkam, a serce bije mi tak szybko, że mogłoby wyskoczyć mi z piersi. Nie!! Boże, co się ze mną dzieje, nie mogę. Nie potrafię..zapomnieć. Może powinnam z, nim o tym porozmawiać, spytać się co tak naprawdę do mnie czuje? Tylko jak to zacząć? I, czy to wszystko, to nie są moje urojenia? Chyba najpierw pogadam o tym z Is, ona jest bardziej doinformowana w tych tematach.Zrezygnowana położyłam się do łóżka, szczelnie okryłam się kołdrą.

    Biegnij, biegnij, biegnij - Tylko ta myśl przychodzi mi przez głowę. Biegnę przez ciemny, wilgotny i przerażający las, niczym z najgorszych horrorów. Potykam się o własne nogi, czuję..czuję, że zaraz mnie dopadną i będzie po mnie. Zdyszana, umazana błotem i mokra od padającego deszczu, kryję się za jednym z drzew. Próbuję uspokoić swój przyśpieszony oddech, bez jakiegokolwiek skutku. Słyszę czyjeś kroki, są coraz bliżej i bliżej, ktoś bierze mnie za ramiona i unosi do góry, a następnie rzuca mną o drzewo jak szmacianą lalką, osuwam się po korze w dół, wszystko staje się rozmazane. 

    Budzę się z krzykiem, cała zalana potem, a wszystkie moje kończyny powyginane są pod różnymi kątami. -To był sen. To był tylko głupi sen. - Wmawiałam sobie.
                                         
                                                *Następnego dnia, Oczami Dave'a*

    Wstałem przynajmniej półtorej godziny przed wszystkimi, to mi musi wystarczyć. Pewnym krokiem ruszyłem do gabinetu, gdzie znajduje się kącik Arthura z różnorodnymi papierami . Mówił mi, że nie ma tam nic ciekawego, chyba że interesują mnie pisma z urzędów i tym podobne. No, to za chwilę dowiemy się, czy, aby na pewno nie ma tam nic ciekawego.. Otworzyłem pierwszy kredens, z górnej półki posypało mi się na głowę kilkadziesiąt zakurzonych kartek. No, to pięknie..Zabrałem się za zbieranie tego wszystkiego. Skarbówka, bank, opłaty..nic niezwykłego.Odłożyłem wszystko na swoje miejsce i z nadzieją zabrałem się do dalszego przeglądania. Po bezsensownych poszukiwaniach, zirytowany odłożyłem wszystko do szafki i ją zamknąłem. Opadłem bezwładnie na krzesło i okręciłem się na, nim. Gdy się zatrzymało przemierzyłem pokój w poszukiwaniu jakiegoś miejsca, gdzie mogłoby być coś ciekawego. Nagle moją uwagę przykuła mała skrzynka przykryta czarnym materiałem. Ostrożnie otworzyłem wieko i zajrzałem do środka.Stary skórzany notatnik, jakaś książeczka, zegarek i..zdjęcie? Zaciekawiony przyjrzałem się głębiej. Fotografia przedstawiała dwóch uśmiechających się od ucha do ucha chłopców, mogli mieć nie więcej niż pięć lat.W tle widać było rozłożysty las oraz zamek, rodem z filmów Tima Burtona. Przyjrzałem się dokładniej twarzą chłopców, każdy z nich miał bardzo ciemne włosy.Te same zgrabne nosy, odcień skóry, usta, wszystko takie same, tylko ich mimika była inna.. niby obydwoje się uśmiechali, ale jeden z nich..tak, parszywie? Kpiąco? Odwróciłem zdjęcie na drugą stronę w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji. Był tam napis, ale zamazany korektorem, dziwne. Czyżby Arthur chciał coś ukryć przede mną? Ostrożnie zdrapałem zamalowaną powierzchnię, napis dla normalnego człowieka nie byłby czytelny, ale oczy wampira są wyostrzone i widzą wszystko. Nawet najdrobniejszy kurz.

    Bracia Creews. 

    Bracia? Ja mam brata? Spojrzałem jeszcze raz na fotografię, a potem znów na napis. Odłożyłem je na bok i zacząłem przeglądać resztę papierów z tego pudełka, gdy usłyszałem kroki na schodach. Szybko schowałem papiery do skrzynki i położyłem na swoje miejsce. Wziąłem do ręki zdjęcie i ruszyłem ku drzwiom, wyciągnąłem rękę ku klamce, lecz ta poruszyła się, zanim ją dotknąłem i do pokoju wszedł Arthur.
-Jak, to wytłumaczysz?- Wskazałem zdjęcie. Widziałem w jego oczach zakłopotanie. Czekałem na wyjaśnienia, ale nastała krępująca cisza.
-No i co nie masz mi nic do powiedzenia?!-Poniosło mnie.
-Dave..
-No co?!- Krzyknąłem.
-Nie unoś się tak, jeszcze obudzisz dziewczyny.
-Nie obchodzi mnie to! Chce wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.-Rzuciłem mu zdjęciem w twarz.
-Uspokój się..
-To mój brat! Mam brata!
-Ja..
-Tak, czy nie?!
-Tak..
-Okłamywałeś mnie?! Dlaczego nic mi nie mówiłeś?!
-Nie mogłem.. ja..- Wyszedłem trzaskając drzwiami i pozostawiając go samego ze sobą i własnym starganym sumieniem. Przechodziłem właśnie obok pokoju Emily, kiedy usłyszałem dochodzący z niego krzyk. Przeczekałem chwilę, wziąłem głęboki oddech, a następnie bez pukania wtargnąłem do środka.

                                                             *Oczami Emily*

    Drzwi otworzyły się z rozmachem, wszedł przez nie Dave pytając:
-Coś się stało?- Widać było, że jest lekko zdenerwowany. Jego źrenice były rozszerzone.
-A tobie co?- Zapytałam kpiąco.
-Mi? Nic, nic, zbieraj się i budź Isabell, bo zaraz po śniadaniu wyruszamy.- Wyszedł i zatrzasnął drzwi.

    Nerwus... Wstałam i poszłam obudzić Isabell, która z trudem dała się wyciągnąć spod ciepłej kołdry. Wzięłam prysznic i ze wszystkimi torbami zeszłam na dół zjeść śniadanie. Dave miał spuszczoną głowę, a Arthur wyglądał ma przygnębionego. Bałam się odezwać i Is też, od czasu do czasu posyłałyśmy sobie pytające spojrzenia.Nie ma to, jak napięta atmosfera na miłe rozpoczęcie dnia..Po zjedzonym śniadaniu wszyscy wyszliśmy przed dom.
- Dobra, a więc.., żeby dostać się do szkoły trzeba się teleportować..- Zaczął tłumaczyć Arthur.- Zaraz wytworzę teleport, ale najpierw musimy ustalić w jakiej kolejności przechodzimy.. Aha i musimy, to robić po kolei, bo, inaczej może się wam coś stać..i załatwmy, to w miarę szybko, bo, inaczej będę musiał wytworzyć, to jeszcze raz, przy czym stracę sporo energii..Jakieś pytania?- Nastała cisza. - Nie? No dobrze Emily ty przejdziesz jako pierwsza, później Isabell, Dave i ja na końcu.- Odszedł od nas kawałek i wysypywał jakiś proch na trawnik, dziwnie przy tym wymachując rękoma, a po chwili jak zahipnotyzowany powiedział. - Ianuae Magicae - W miejscu, gdzie wysypany został proszek pojawiła się szara, mglista otchłań.-Emily, nie chcę nic mówić, ale powinnaś robić, to szybciej..- Ponaglał mnie Arthur. Wzięłam głęboki oddech, zacisnęłam usta w wąską linię, zamknęłam oczy i skoczyłam w przepaść. Czułam się jakbym latała nie mając skrzydeł. Uniesienie, to uczucie rozpierało mnie od środka..sprawiało, że czułam się wolna i niezwyciężona, jakbym mogła zdobyć na tym świecie wszystko i wszystkich i nic nie byłoby w stanie mi się przeciwstawić. I nagle..upadłam, jak anioł któremu przyszło stanąć twarzą w twarz z szarą rzeczywistością. Powoli otworzyłam powieki i rozejrzałam się po okolicy. Przed oczami miałam ciemność. Czułam przeraźliwy chłód.
- Ale, to było dziwaczne.- Usłyszałam głos Is za sobą, no, to zaraz dołączy do nas reszta.

                                                    *Oczami Dave'a*

    Przygotowywałem się do skoku, gdy zauważyłem, że Arthur idzie do domu.. co jest?
-Ej, kierunki ci się pomyliły? - Krzyknąłem.
-Eh, chodź zaraz ci wszystko wyjaśnię..
-''Wyjaśnisz''?!
-Bo widzisz..pamiętasz jak pojechałem po rzeczy Isabell i Emily?- Przytaknąłem skinięciem głowy. - Czekał na mnie twój wuj, szantażował mnie, że jeśli ich nie wydam, to zabiją mnie, ciebie i je..
- Chcesz mi powiedzieć, że dobrowolnie skazałeś je na śmierć? Jak mogłeś?! - Wrzasnąłem.
-Nie miałem wyboru, gdybym tego nie zrobił tak, czy siak, by nas odnaleźli.
-Zachowałeś się, jak zwykły tchórz, nie chcę cię znać.- Nie czekając na odpowiedz skoczyłem w pozostałości po teleporcie. Już po chwili byłem na miejscu.
- Co tak długo? - Spytały mnie równocześnie, były oddalone ode mnie o kilkanaście metrów. Nagle w ułamku sekundy otoczyły mnie czarne zakapturzone postacie, już wiedziałem co się kroi.
- Uciekajcie, to pułapka!
                                     
                                               
                                                       KONIEC CZĘŚCI I

 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz