Rozdział X
Mimo, to walczę, by pozostać przytomna. Ostatkiem sił wytężam wzrok i kieruję go na mojego oprawcę, jest odwrócony tyłem, wydaje mi się, że z kimś rozmawia, ale jestem zbyt ogłuszona, żeby zrozumieć sens tych słów. Powieki mam tak ciężkie, że mam ochotę zasnąć i się nie obudzić, a oddech tak płytki, że wystarczy, żeby ktoś przyłożył mi rękę do ust, a odeszłabym bezpowrotnie. Na ustach wyczułam coś lepkiego, delikatnie przejechałam językiem po wardze, wyczułam słodki, metaliczny smak, krew. Przerażona spojrzałam na odwróconą postać. Wampiry, gdy wyczują krew nie potrafią się opanować przed wypiciem jej. Nagle postać odwróciła się do mnie twarzą. Dave?! Ale.., to nie może być on.. przecież on nam pomagał!
- Nigdy..- Odezwał się mój napastnik. Usłyszałam łamanie się gałęzi pod wpływem czyiś kroków, a następnie urywki rozmowy i walki. Po chwili ktoś upadł, starałam skoncentrować się i wytężyć wzrok na tyle, żeby, chociaż na chwilę wiedzieć co się dzieje, żeby obraz z rozmazanego zmienił się w realny. W końcu udało mi się. Ktoś upadł niedaleko mnie, odwróciłam się na tyle, ile pozwalały mi moje obrażenia, niestety nadal nie mogłam rozszyfrować, kto poległ, ostatkiem sił doczołgałam się do ciała i twarz obróciłam w moim kierunku. Ukazała mi się umazana krwią i posiniaczona twarz Dave'a.Zakręciło mi się w głowie i musiałam podeprzeć się na dłoniach.Ktoś dotknął mojego ramienia, a następnie zacisną rękę, spojrzałam w górę na postać, która miała teraz twarz zakrytą czarnymi, postrzępionymi włosami sięgającymi mu ramion.
- Pokaż się, pokaż mi swoją twarz... - Powiedziałam, ledwie słyszalnie, przez chwilę wahałam się, czy nie powtórzyć, lecz postać wzięła rękę z mojego ramienia i powoli uniosła ją do swoich włosów, a następnie energicznie odgarnął je do tyłu ukazując twarz. Dave. Zerknęłam na Dave'a na ziemi i jeszcze raz na tego, który stał nade mną i przyglądał mi się z zaciekawieniem. Stopniowo wszystko zaszło się czernią.
Powoli wracam do życia. Głowa mi pęka i zimno mi od bijącej chłodem posadzki. Wróciłam do domu? Nie, za szybko, by się to wszystko skończyło. A, więc, gdzie jestem? Podnoszę powieki i widzę ciemność. Lekko podnoszę się na łokciach, w głowie mi się kręci. Gdzie ja jestem?
-Emily...?-Słyszę cichy głosik Is. Cieszę się, że żyje.
-Isabell?- Odpowiadam jej i próbuję namacać cokolwiek.
-Tu jestem.- Jej ręka lekko muska moje plecy. Odwracam się i czołgam się w jej stronę. Nagle napotykam opór, metalowe pręty. Czyżbym była w lochu? Tak na pewno, czuje ten zapach stęchlizny i ten chłód..
-Co się stało? Czemu nie jesteśmy w jednym lochu?-Mrużę oczy, by dostrzec coś więcej.
-Sama nie wiem, za dużo nie pamiętam. Ale mi się to nie podoba. Mam skute nogi..
-Ja tak samo..właśnie..nie wiem, ile z tego jest prawdą, ale..widziałam dwóch Dave'ów..
- Masz rozdwojenie jaźni? - Zachichotała.
- Dzięki Is, na tobie zawsze można liczyć. - Powiedziałam z przekąsem.
- Zawsze do usług. A tak na serio , jak mogłaś widzieć ich dwóch? - Zaczęłam jej wszystko opowiadać, mimo przerażającego chłodu i zapachu stęchlizny czułam narastające w niej z minuty na minutę coraz, to większe zaskoczenie.
- A co tobie się stało? Jak tu trafiłaś?
- Nie do końca pamiętam, ale . . jak wybiegłyśmy, to starałam się uciekać, gdzie się tylko dało, nie patrzałam na nic, biegłam, żeby biec i jak najbardziej się oddalić..W końcu, gdy zaczęłam logicznie myśleć, to przypomniało mi się o tobie, no, ale nadal biegłam i wiesz.. jak to ja potknęłam się o coś i upadłam..musiałam uderzyć o coś głową, bo straciłam przytomność..no i obudziłam się.. tutaj. Ciekawe co od nas chcą..
- Nie wiem i szczerze powiedziawszy nie chcę wiedzieć.
*Oczami Dave'a*
Strzał. Unik. Dwa uniki. Muszę się schować. Ktoś zaszedł mnie od tyłu.
- To będzie ostatni strzał. - Obiecałem sobie. Odwróciłem się twarzą do stojącego za mną napastnika, chciał obejść mnie od tyłu. Strzał. Unik. Upadłem. Chwilowa dezorientacja.
- Paniczu Evad.. Paniczu - Spojrzałem na nachylonego nade mną wampira, który przyglądał mi się z przejęciem. - Nic ci nie jest? Chodź, zaprowadzę cię do komnaty, odpoczniesz trochę i..- Przerwałem mu w momencie, kiedy pomagał mi wstać z lodowatej posadzki.
- Stop, stop, stop. Po pierwsze, jaki paniczu? Po drugie, jaki Evad? - Wampir patrzał na mnie jakbym był skończonym idiotą, lecz po chwili stania i bezczynnego gapienia się na mnie wybiegł z pomieszczenia pozostawiając mnie samego ze sobą. Dziwne..
Wstałem i oparłem się o ścianę z moimi plecami, rozejrzałem się po pomieszczeniu, wszyscy walczyli zażarcie nie zwracając na mnie uwagi. Gdy w miarę doszedłem do siebie ruszyłem do ogromnej dziury pozostawionej oczywiście przez nadprzyrodzoną moc Isabell i wyszedłem na zewnątrz. Wiał przerażająco zimny wiatr, od, którego do oczu napłynęły mi łzy, wziąłem głęboki oddech i starałem się nabrać właściwy trop. Pobiegły w stronę lasu. Szedłem i szedłem szlakiem wyznaczonym przez dziewczyny, gdy nagle poczułem coś wilgotnego na czole.Woda. Z każdą kolejną sekundą padało coraz mocniej, trzeba się pośpieszyć..Doszedłem na początek lasu, dwie rożne ścieżki, dwa różne życia.. Gdzie iść? Nagle usłyszałem czyiś zduszony krzyk, bez zastanowienia pobiegłem lewą ścieżką. Na miejscu zastałem leżącą, najpewniej nieprzytomną Emily, nad nią stał jakiś zakapturzony typek. Chciałem go zajść od tyłu, ale niestety suche liście idealnie mi przeszkodziły..
- Nigdy cie nie uczono, że nie ładnie jest atakować kogoś od tyłu? - Zapytał mnie tajemniczy ktoś oczywiście nadal odwrócony tyłem. Nic nie odpowiedziałem. - Wiesz, że jeśli, by udało ci się mnie zabić, to twój honor byłby z hańbiony? Bracie? - Nagle się odwrócił, ukazując się w całej osobowości. Był mniej więcej mojego wzrostu, tej samej budowy. Miał na sobie czarne jeansowe spodnie, białą koszulę zapiętą na 3/4 guzików tak, że widać było kawałek nagiej klatki piersiowej. Twarz miał częściowo zasłoniętą lekko falowanymi czarnymi włosami, sięgając mu do kości żuchwowej, właściwie, to było widać tylko jego tygodniowy zarost i ironiczny uśmieszek.
- Co jej zrobiłeś?!- Krzyknąłem.
- Spokojnie, wiem, że zależy ci na niej, ale jest tylko lekko ogłuszona. - Spojrzałem na jej twarz, z nosa ciekła jej gęsta ciemna ciecz, krew. - No i parę innych obrażeń..
Wyciągnąłem zza paska sztylet i rzuciłem się na mojego domniemanego brata, ten, jednak zwinnie ominął mnie i zdecydowanym ruchem wbił mi moją broń w brzuch, a następnie podstawił nogę tak, że upadłem nieopodal nieprzytomnej Emily. Ostatnie co widziałem, to jej, ledwie otwierające się oczy..
-Isabell?- Odpowiadam jej i próbuję namacać cokolwiek.
-Tu jestem.- Jej ręka lekko muska moje plecy. Odwracam się i czołgam się w jej stronę. Nagle napotykam opór, metalowe pręty. Czyżbym była w lochu? Tak na pewno, czuje ten zapach stęchlizny i ten chłód..
-Co się stało? Czemu nie jesteśmy w jednym lochu?-Mrużę oczy, by dostrzec coś więcej.
-Sama nie wiem, za dużo nie pamiętam. Ale mi się to nie podoba. Mam skute nogi..
-Ja tak samo..właśnie..nie wiem, ile z tego jest prawdą, ale..widziałam dwóch Dave'ów..
- Masz rozdwojenie jaźni? - Zachichotała.
- Dzięki Is, na tobie zawsze można liczyć. - Powiedziałam z przekąsem.
- Zawsze do usług. A tak na serio , jak mogłaś widzieć ich dwóch? - Zaczęłam jej wszystko opowiadać, mimo przerażającego chłodu i zapachu stęchlizny czułam narastające w niej z minuty na minutę coraz, to większe zaskoczenie.
- A co tobie się stało? Jak tu trafiłaś?
- Nie do końca pamiętam, ale . . jak wybiegłyśmy, to starałam się uciekać, gdzie się tylko dało, nie patrzałam na nic, biegłam, żeby biec i jak najbardziej się oddalić..W końcu, gdy zaczęłam logicznie myśleć, to przypomniało mi się o tobie, no, ale nadal biegłam i wiesz.. jak to ja potknęłam się o coś i upadłam..musiałam uderzyć o coś głową, bo straciłam przytomność..no i obudziłam się.. tutaj. Ciekawe co od nas chcą..
- Nie wiem i szczerze powiedziawszy nie chcę wiedzieć.
*Oczami Dave'a*
Strzał. Unik. Dwa uniki. Muszę się schować. Ktoś zaszedł mnie od tyłu.
- To będzie ostatni strzał. - Obiecałem sobie. Odwróciłem się twarzą do stojącego za mną napastnika, chciał obejść mnie od tyłu. Strzał. Unik. Upadłem. Chwilowa dezorientacja.
- Paniczu Evad.. Paniczu - Spojrzałem na nachylonego nade mną wampira, który przyglądał mi się z przejęciem. - Nic ci nie jest? Chodź, zaprowadzę cię do komnaty, odpoczniesz trochę i..- Przerwałem mu w momencie, kiedy pomagał mi wstać z lodowatej posadzki.
- Stop, stop, stop. Po pierwsze, jaki paniczu? Po drugie, jaki Evad? - Wampir patrzał na mnie jakbym był skończonym idiotą, lecz po chwili stania i bezczynnego gapienia się na mnie wybiegł z pomieszczenia pozostawiając mnie samego ze sobą. Dziwne..
Wstałem i oparłem się o ścianę z moimi plecami, rozejrzałem się po pomieszczeniu, wszyscy walczyli zażarcie nie zwracając na mnie uwagi. Gdy w miarę doszedłem do siebie ruszyłem do ogromnej dziury pozostawionej oczywiście przez nadprzyrodzoną moc Isabell i wyszedłem na zewnątrz. Wiał przerażająco zimny wiatr, od, którego do oczu napłynęły mi łzy, wziąłem głęboki oddech i starałem się nabrać właściwy trop. Pobiegły w stronę lasu. Szedłem i szedłem szlakiem wyznaczonym przez dziewczyny, gdy nagle poczułem coś wilgotnego na czole.Woda. Z każdą kolejną sekundą padało coraz mocniej, trzeba się pośpieszyć..Doszedłem na początek lasu, dwie rożne ścieżki, dwa różne życia.. Gdzie iść? Nagle usłyszałem czyiś zduszony krzyk, bez zastanowienia pobiegłem lewą ścieżką. Na miejscu zastałem leżącą, najpewniej nieprzytomną Emily, nad nią stał jakiś zakapturzony typek. Chciałem go zajść od tyłu, ale niestety suche liście idealnie mi przeszkodziły..
- Nigdy cie nie uczono, że nie ładnie jest atakować kogoś od tyłu? - Zapytał mnie tajemniczy ktoś oczywiście nadal odwrócony tyłem. Nic nie odpowiedziałem. - Wiesz, że jeśli, by udało ci się mnie zabić, to twój honor byłby z hańbiony? Bracie? - Nagle się odwrócił, ukazując się w całej osobowości. Był mniej więcej mojego wzrostu, tej samej budowy. Miał na sobie czarne jeansowe spodnie, białą koszulę zapiętą na 3/4 guzików tak, że widać było kawałek nagiej klatki piersiowej. Twarz miał częściowo zasłoniętą lekko falowanymi czarnymi włosami, sięgając mu do kości żuchwowej, właściwie, to było widać tylko jego tygodniowy zarost i ironiczny uśmieszek.
- Co jej zrobiłeś?!- Krzyknąłem.
- Spokojnie, wiem, że zależy ci na niej, ale jest tylko lekko ogłuszona. - Spojrzałem na jej twarz, z nosa ciekła jej gęsta ciemna ciecz, krew. - No i parę innych obrażeń..
Wyciągnąłem zza paska sztylet i rzuciłem się na mojego domniemanego brata, ten, jednak zwinnie ominął mnie i zdecydowanym ruchem wbił mi moją broń w brzuch, a następnie podstawił nogę tak, że upadłem nieopodal nieprzytomnej Emily. Ostatnie co widziałem, to jej, ledwie otwierające się oczy..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz