ROZDZIAŁ VII
Drzwi otworzyły się, do pokoju ktoś wszedł. Niestety, było zbyt ciemno bym mogła dostrzec, kto to. Zakładałam, że to Is, pewnie nie może spać i przyszła pogadać. Chociaż miałam pewne wątpliwości cień był o wiele większy od drobnego ciała Is.. Tajemnicza postać przybliżyła się na niebezpieczną odległość.
- Widzę, że nie śpisz. To dobrze, bo nie chciałem cię obudzić, zwłaszcza że wiem jak byś zareagowała. A tak, to.. - Głos należał do Dave. Czy ten koleś da mi kiedyś spokój? Przewróciłam teatralnie oczami i wzrok pokierowałam znowu na wyłaniający się zza drzew księżyc. Czułam jak podchodzi i siada naprzeciw mnie, kontem oka dostrzegłam, że ma na sobie tylko spodenki od dresu. W sumie nie mam co się mu dziwić, sama byłam w bieliźnie.. Spojrzałam na jego nagi tors, taki wysportowany..Trochę się krępowałam i chyba, to wyczuł, bo się lekko uśmiechnął.
- Po co w ogóle ty przyszedłeś? - Zapytałam, błądząc wzrokiem po krajobrazie malującym się za oknem.
- Porozmawiać. - Swój wzrok skierował na mnie i wertował każdy centymetr mojego ciała. Czułam jak twarz zalewa mi się soczystym rumieńcem.
- To moja sypialnia. Powiedziałam stanowczo, starałam się na niego nie patrzeć, ale jak zwykle nie mogłam się oprzeć.
- Coś Ci nie wyszło, to mój dom. - Szepnął mi prosto do ucha, wyczułam, że jest tym wszystkim rozbawiony. Rany znowu miał rację.
- Ale i tak nie powinieneś tak bez zapowiedzi wchodzić..- Skarciłam go. - Po co przyszedłeś? - Znowu spytałam. Zrobiłam, to zbyt nagle i pewnie zabrzmiało, to błagalnie. Jego obecność dziwnie na mnie działała. Chciałam, to wszystko jak najszybciej zakończyć.
- Chciałem pogadać, no wiesz, o tym wszystkim..
- Więc? - Spojrzałam w jego oczy. Ciepła fala przeszła przez moje ciało. W świetle księżyca był.. przystojny.. Chwila.., czy on mi się podoba..? Niee. Nie mogłam się zauroczyć w kolesiu, który o mało co mnie nie zabił. Dwa razy! W sumie, to raz mnie uratował.. No i tłumaczył mi, że to co się stało w szkole.., że tego nie kontrolował. Wygląda na to , że chciał mnie skrzywdzić. A ja go tak okrutnie traktowałam. Zrobiło mi się cholernie przykro. On naprawdę jest inny. A ja głupia dopiero teraz przyjęłam, to do wiadomości.
- Halo? Słyszysz mnie w ogóle? - Pomachał mi ręką przed twarzą. Jego słowa powoli do mnie docierały. Musiałam stracić na chwilę kontakt z rzeczywistością.
- Przepraszam, coś mówiłeś? - Spytałam łagodnie. Opanuj się.
- Po pierwsze chciałem powiedzieć jak zapobiegłem twoim dreszczom. I czemu je w ogóle miałaś.
- No, to słucham. - Oparłam się o ścianę i wyczekiwałam na odpowiedz.
- Arthur ci pewnie opowiadał o tym, że wampiry, jak i czarodzieje są obdarzeni różnorodnymi mocami, że każdy ma inny dar. Ale jest coś jeszcze, każdy wampir może czytać w myślach, kontrolować je, a nawet kazać delikwentowi robić to, co zechcesz, a to wszystko może się zadziać tylko wtedy, gdy ktoś spojrzy prosto w oczy wampirowi. Oczywiście, inaczej dzieje się w przypadku czarodziei. Sama zauważyłaś, że gdy patrzałaś na mnie miałaś te dziwne dreszcze. Opowiedziałem o tym Arthurowi, pomógł mi załagodzić, to wszystko.
- No dobrze, rozumiem, że Arthur ma za zadanie wszystkim pomagać. A jaką Ty masz rolę?
- Mam pomóc Ci się odnaleźć. Jak tarcza chronić przed złem. Arthur miał za zadanie sprowadzić mnie na tą złą drogę, bym nie zdradzić tego co jest mi przeznaczone. Tą funkcję mieli pełnić moi rodzice, ale jak wiesz zginęli.
- Zabijając moich. - Westchnęłam.
- Przepraszam. - Odpowiedział po chwili.
- Za co? - Znowu nasze spojrzenia się spotkały. Jego oczy w ciemności wydawały się być czarne.
- Za moich rodziców.
- Nie masz za co przepraszać. To chyba ja powinnam.. - Zrobiło mi się głupio. - Przepraszam, za to wszystko..- Wyszeptałam i spuściłam głowę.
- Przeprosiny przyjęte. - Przybliżył się do mnie i ręką podniósł moją twarz do góry. Stał tak blisko, że czułam jego ciepły oddech na włosach. Patrzył mi prosto w oczy. Czułam się trochę skrępowana. Chyba nie powinnam mu na, to pozwalać. A, jednak coś we mnie pękło i pozwoliło na, to. Przybliżył twarz do mojej. Jedną rękę oparłam na jego torsie. Co się ze mną dzieje? Poczułam jego usta na moich. Zrobił, to. A ja dziwnym trafem mu nie zaprzeczałam. Całowałam mojego wroga, teraz, to może i przyjaciela. Chyba jestem zmęczona. Zresztą, to jeden nic nieznaczący pocałunek, pewnie jutro już nie będzie o tym pamiętał. Po chwili odsunęliśmy się od siebie.
- Ja chyba już pójdę.. - Był już przy drzwiach, kiedy powiedziałam.
- Nie idź..- Zdziwił się.
- Mam zostać? - Przytaknęłam - Dobrze, zostanę.
Rano obudziło mnie ciche pukanie do drzwi. Leżałam wtulona w Dave..
- Emily? Śpisz jeszcze? - Zza drzwi dobiegał głos Is. Nie może mnie tak zobaczyć. Jeszcze sobie coś pomyśli. W ogóle co mnie wczoraj pokierowało do takiego zachowania? Uczucie..? Niee. Z resztą i tak, to nie jest już ważne. Spojrzałam na zakłopotanego Dave'a.
- Musisz coś zrobić, żeby cię nie zobaczyła - Szepnęłam.
- No tak, dla niej jestem wrogiem nr 1 - Westchnął. Zrobiło mi się go znowu żal. Chyba go tym uraziłam. Ale tak będzie lepiej, zapomnimy o tym i nikt nie ucierpi.
- Przykro mi - Odpowiedziałam, ale chyba tego nie usłyszał, bo podszedł do okna i wyskoczył. Poczułam się głupio. Dlaczego? Coś do niego czuję? Drzwi się otworzyły i do pokoju weszła Is.
- O! Już nie śpisz, świetnie. - Przysiadła obok mnie.
- Obudziło mnie twoje pukanie..- Żachnęłam się.
- Wiesz.. przed snem dużo o tym wszystkim myślałam. I, skoro Ty dałaś radę pogodzić się z tym wszystkim, to ja też muszę. Po za tym, cały czas narzekałam, że w moim życiu nic się nie dzieje. Teraz, to będzie niemożliwe.
- Wiesz jak jest, trzeba po protu, to do siebie przyjąć. Ale czasem tego wszystkiego jest za dużo.
- No, ale damy radę, nie? W końcu razem stanowimy niezwyciężoną moc.
- Taa, potężne bliźniaczki. - Zaśmiałyśmy się. Is wystawiła mały palec. Owinęłam go swoim. Siostry na zawsze, mimo długiej rozłąki w końcu odnalezione.
Odświeżyłam się i razem ruszyłyśmy na dół. Arthur był już po śniadaniu, a Dave.. no, On żywi się czymś innym. Zrobiłyśmy dobie śniadanie. Gdy posprzątałyśmy po sobie Arthur zapoznał nas ze swoim planem. Is i ja musiałyśmy odzyskać swoje rzeczy. Niestety, nie jest to takie proste. Wampiry wiedzą o Is, że jesteśmy pod ochroną Arthura. Zdradził czarodziei dla wampirów, ale przestał postępować zgodnie z rozkazami. Przez co jego życie jest w niebezpieczeństwie, tak jak i nas wszystkich. No, ale co do odzyskiwania swoich rzeczy.. Wampiry na pewno krążą wokół domu Is. Tam szybko rzuci czar i spakuje jej rzeczy. Podobnie zrobi z moim domem. Kolejnym punktem było uaktywnienie mocy Is. I tym zajmą się po południu, a odzyskiwanie rzeczy wieczorem. Wyszliśmy na podwórze, gdzie miała ćwiczyć Is. Wzięłam ze sobą koc i usiadłam niedaleko opierając się plecami o pień drzewa. Is próbowała wytworzyć trzy zaklęcia: Podstawowe, obronne i urok. Mi wystarczyły dwa: obronne i podstawowe. Arthur dawał jej porady jak ma zebrać moc i ją uwolnić. Gdy jej nie wychodziło pojękiwała, ale z każdą kolejną próbą wychodziło jej coraz bardziej.
- Oby tak dalej! - Krzyknęłam. Poczułam jak ktoś siada obok mnie. Odwróciłam się w stronę nowego przybysza i ujrzałam Dave'a. Nagle, bardzo wyraźnie przypomniało mi się wszystko z dzisiejszej nocy.
- Hej. - Przywitał się.
- Cześć. - Odpowiedziałam i dalej wpatrywałam się w Is. Chciałam jak najszybciej o tym zapomnieć, bo znowu spłonę rumieńcem.
- Rozumiem, że to co się wczoraj stało..- Zaczął.
- Tak, zapomnijmy o tym. Jak, gdyby nigdy nic. - Przerwałam mu.
- Czyli nadal mi nie ufasz?
- Sama nie wiem, może..
- Rozumiem. - Wstał, podszedł do Arthura, powiedział mu coś przelotnie i gdzieś zniknął.
Resztę dnia spędziłam z Is doskonaląc nowo poznane zaklęcia. Mimo, iż te zaklęcia są jednymi z podstawowych, to bardzo trudno było mi je opanować. Z resztą Is była z pewnością tego samego zdania. Mam nadzieję, że, tak jak mówiła mi ''babcia'' ćwiczenia przyniosą pożądane efekty. Chyba, że to kolejne kłamstwo.
- Zmęczona?- Spytała stojąca nade mną Is. Opadła bezwładnie, zabrała mi z ręki butelkę z woda i wypiła całą zawartość jednym haustem.
- No tak trochę. Wracamy? - Wstałam z zamiarem pójścia do domu, lecz Is złapała mnie za rękę nakazując żebym usiadła na swoje miejsce.
- A co z Dave'em? Wydaje mi się, że niesłusznie go osądziłam, bo w końcu uratował mi życie.Mam lekkie wyrzuty sumienia.. pomożesz mi go przeprosić? - Uśmiechnęłam się w duchu.
- Pewnie.
* Oczami Arthura*
Wszystko gotowe. Mam nadzieję, że na nikogo nie wpadnę, nie chcę nawet myśleć co, by się, wtedy stało..
- Wychodzę, nie czekajcie na mnie! - Krzyknąłem i nie czekając na odpowiedz teleportowałem się. Pierwszy był dom Isabell. Niestety, nie ma tak miło, musiałem jakoś tam wejść. Właśnie tak, jeśli jakiś budynek, do którego chcemy się teleportować nie jest otwarty nie ma takiej opcji, żeby się tam dostać poprzez teleportację.
Spokojnie wszedłem do środka. Uderzyła mnie silna woń stęchlizny i ogromny bałagan jak na nastolatkę przystało. Zabrałem się za pakowanie rzeczy takich jak : Ubrania, kosmetyki, książki i wiele innych przyrządów, o których istnieniu nie byłem świadomy. Ruszyłem do domu Emily. Gdy byłem na miejscu ruszyłem do drzwi frontowych. Nacisnąłem na klamkę i delikatnie je pchnąłem. Były otwarte. Hm.. coś tu jest nie tak. Nawet nie chce mi się myśleć co. Ruszyłem pobliskimi schodami na górę, a następnie do pierwszych drzwi po lewej, na których był napis ''Wchodzisz na własną odpowiedzialność''.
- Znowu się spotykamy.. - Usłyszałem za sobą znajomy głos.






